Brytyjski nalot na Friedrichshafen
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 21 listopada 1914
- Autor:
- Natalia
21 listopada 1914 roku trzy samoloty Royal Naval Air Service, lotnictwa brytyjskiej marynarki wojennej, zaatakowały zakłady budowy sterowców w Friedrichshafen nad Jeziorem Bodeńskim. Wystartowały z francuskiego Belfort i miały do pokonania w jedną stronę około 200 kilometrów w linii prostej, w dużej części nad terytorium Niemiec. Był to jeden z pierwszych w historii nalotów zaplanowanych od początku jako uderzenie na zakład przemysłowy w głębi kraju przeciwnika.
Przygotowania
Brytyjska admiralicja, odpowiedzialna wówczas za obronę powietrzną kraju, chciała niszczyć niemieckie sterowce, zanim zdążą wystartować. Po nalotach z Antwerpii na Düsseldorf i Kolonię celem stało się główne źródło zeppelinów, zakłady w Friedrichshafen. Jedynym możliwym punktem wyjścia była Francja, a najbliższą dogodną bazą stacja sterowców w Belfort, niedaleko granicy szwajcarskiej. Francuzi zgodzili się ją udostępnić pod warunkiem zachowania pełnej tajemnicy. Rozpoznanie i organizację powierzono Noelowi Pemberton Billingowi, konstruktorowi lotniczemu, którego na tę misję przyjęto do lotnictwa marynarki.
Do nalotu przeznaczono cztery nowe samoloty Avro 504. Zamiast obserwatora zabierały dodatkowy zbiornik paliwa i po cztery bomby o wadze około 9 kilogramów. Rozebrane maszyny przewieziono w skrzyniach statkiem do Hawru, a stamtąd koleją do Belfort, dokąd dotarły 13 listopada. Żołnierze przez kilka dni nie wychodzili z hangaru sterowców, w którym je składano. Po wypadku podczas próbnego kołowania zrezygnowano z lotów próbnych, więc sam nalot był pierwszym lotem tych samolotów. Żaden z pilotów nie zrzucał wcześniej bomb.
Nalot
21 listopada wreszcie poprawiła się pogoda. Rano samoloty startowały kolejno z prowizorycznego pasa. Czwarta maszyna, pilotowana przez Rolanda Cannona, nie zdołała oderwać się od ziemi i uszkodziła się na wyboistym terenie. Poleciały trzy: dowódca grupy Edward Featherstone Briggs, John Babington i Sidney Sippe. Silniki obrotowe Avro nie pozwalały na regulację prędkości, więc lotnicy nie mogli trzymać szyku. Każdy leciał osobno, nad górami Schwarzwaldu, a dalej nad Jezioro Bodeńskie. Musieli przy tym nadłożyć drogi, by ominąć neutralną Szwajcarię.
Nad Friedrichshafen dotarli około południa. Briggs pierwszy zszedł nisko nad hangary i zrzucił bomby, ale jego samolot został trafiony ogniem z ziemi w zbiornik paliwa. Ranny w głowę pilot wylądował przed hangarami, które przed chwilą bombardował, i trafił do niewoli. Sippe nadleciał nisko nad jeziorem, a Babington zaatakował jako ostatni. Obaj wrócili nad Francję po ponad czterech godzinach lotu. Babington, który nie miał mapy, zabłądził i wylądował po francuskiej stronie, kilkadziesiąt kilometrów od Belfort.
Skutki
Ocena skutków nalotu do dziś się różni. Brytyjska admiralicja ogłosiła, że lotnicy zniszczyli jeden sterowiec, poważnie uszkodzili większy hangar i rozbili nową wytwórnię wodoru. Część brytyjskich opracowań powtarza te twierdzenia. Według meldunku niemieckiego oficera obecnego w zakładach jedna bomba trafiła w dom w pobliżu, a inna w warsztat, wybijając m.in. okno hangaru, w którym stał napełniony gazem nowy sterowiec. Sterowce nie zostały uszkodzone. Niemiecki komunikat podał, że w zakładach nie wyrządzono szkód, a odłamki zabiły jednego mieszkańca miasta i raniły kilka osób.
W Szwajcarii pojawiły się doniesienia, że samoloty przeleciały nad jej terytorium. Sprawa wywołała wymianę not dyplomatycznych, a Winston Churchill zapewniał w parlamencie, że lotnicy mieli rozkaz omijać terytorium neutralne. Briggs, Babington i Sippe otrzymali Order Wybitnej Służby, a później francuską Legię Honorową. Niemcy wzmocnili obronę przeciwlotniczą Friedrichshafen. Choć szkody okazały się niewielkie, nalot pokazał, że samoloty mogą razić cele daleko za linią frontu. Miesiąc później lotnictwo marynarki spróbowało uderzyć na bazę sterowców w pobliżu Cuxhaven, tym razem wodnosamolotami przewożonymi przez okręty.