Narada Państwowa w Moskwie
- Kategoria:
- Polityka
- Data:
- 25 sierpnia 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
25 sierpnia 1917 roku (12 sierpnia według kalendarza juliańskiego) po południu w gmachu Teatru Wielkiego w Moskwie premier Aleksander Kiereński otworzył Naradę Państwową. Zwołany przez Rząd Tymczasowy zjazd około 2400 przedstawicieli wszystkich warstw społecznych, partii i organizacji miał zjednoczyć wokół rządu „żywe siły kraju”. Obrady trwały do 28 sierpnia (15 sierpnia st. st.). Część opracowań, m.in. Orlando Figes, podaje daty 12–14 sierpnia st. st. Narada nie przyjęła żadnej uchwały, a jej głównym wydarzeniem stał się przyjazd generała Ławra Korniłowa, od końca lipca naczelnego wodza, w którym prawica zobaczyła swojego bohatera.
Po co ta narada
Rząd Tymczasowy od początku nie miał za sobą żadnego powszechnie uznanego przedstawicielstwa narodu. Duma od rewolucji lutowej formalnie nie obradowała, a rady robotników i żołnierzy reprezentowały tylko część społeczeństwa. Pomysł zwołania zgromadzenia o charakterze doradczym, w którym głos mogłyby zabrać wszystkie klasy i zawody, pojawił się wkrótce po dymisji księcia Lwowa w lipcu, a podjął go drugi rząd koalicyjny Kiereńskiego. Narada nie miała uprawnień ustawodawczych. Po dniach lipcowych i klęsce w Galicji miała być manifestacją jedności narodowej.
Według historyka rewolucji Williama Chamberlina i rosyjskich opracowań na naradę przybyło 2414 delegatów. Najliczniejszą grupę, 488 osób, stanowili posłowie wszystkich czterech Dum, a dalej przedstawiciele spółdzielni (313), związków zawodowych (176), organizacji handlowych, przemysłowych i banków (150), dum miejskich (147), ziemstw (118) oraz armii i floty (117). Rady robotników i żołnierzy oraz rady chłopskie otrzymały po około sto miejsc. Organizatorzy starali się zrównoważyć prawicę i lewicę, ale organizacje klas posiadających dostały reprezentację nieproporcjonalnie dużą w stosunku do swojej liczebności.
Strajk i plotki
Bolszewicy od początku uznali naradę za zjazd kontrrewolucji. Kilku z nich wchodziło w skład delegacji rad, ale przewodniczący delegacji, mienszewik Nikoloz Czcheidze, nie pozwolił im odczytać deklaracji potępiającej naradę i demonstracyjnie opuścić sali. Bolszewicy odpowiedzieli inaczej. W dniu otwarcia na ich wezwanie zastrajkowała większość moskiewskich robotników, choć Rada Moskiewska niewielką większością głosów wypowiedziała się przeciw strajkowi. Według rosyjskich źródeł przerwało pracę ponad 400 tysięcy ludzi. Nie jeździły tramwaje, zamknięto restauracje i kawiarnie, w tym bufet w teatrze, i delegaci musieli sami troszczyć się o posiłki.
Jeszcze bardziej niż bolszewików obawiano się jednak zamachu z prawej strony. W mieście krążyły pogłoski, że konserwatyści wykorzystają zjazd w dawnej stolicy do zmiany władzy. Rada Moskiewska, w której przewagę mieli mienszewicy i eserowcy, otworzyła nawet bolszewickim agitatorom na trzy dni dostęp do koszar. W tych dniach władze umieściły w areszcie domowym wielkich książąt Michała Aleksandrowicza, brata Mikołaja II, i Pawła Aleksandrowicza, wuja byłego cesarza, ale wobec braku dowodów wkrótce ich zwolniono.
Kiereński otwiera obrady
Sala teatru, w którym wystawiano „Borysa Godunowa”, odzwierciedlała podział kraju. Po prawej stronie siedzieli generałowie i oficerowie w orderach, przemysłowcy, bankierzy i profesorowie, zwolennicy kadetów, po lewej przywódcy umiarkowanych socjalistów, działacze związkowi, a także żołnierze delegowani przez komitety frontowe. Gdy jedna strona biła brawo, druga milczała. Kiereński siedział dokładnie pośrodku sceny.
Premier w przemówieniu otwierającym obrady przestrzegał przede wszystkim spiskowców z prawicy, choć dla równowagi zagroził też bolszewikom. „Niech wiedzą wszyscy, którzy już raz próbowali podnieść zbrojną rękę na władzę ludową, że takie próby zostaną zdławione żelazem i krwią” – mówił. Jeszcze ostrzej zwrócił się do tych, którzy uważają, że nadszedł czas, by obalić rewolucyjny rząd, opierając się na bagnetach. Malował ponury obraz kraju: państwo przeżywa godzinę śmiertelnego niebezpieczeństwa, miasta głodują, transport się rozpada, produkcja spada, a zamożni odmawiają ofiar na rzecz państwa. Przypomniał, że sam zaproponował rządowi częściowe przywrócenie kary śmierci, ale zastrzegł, że nikt nie ma prawa stawiać mu w tej sprawie bezwarunkowych żądań. Pierwszego dnia o sytuacji kraju mówili też ministrowie: spraw wewnętrznych Nikołaj Awksientjew, handlu i przemysłu Siergiej Prokopowicz i finansów Nikołaj Niekrasow.
Przyjazd Korniłowa
26 sierpnia (13 sierpnia st. st.) do Moskwy przyjechał Korniłow. Na Dworcu Aleksandrowskim czekała na niego kompania honorowa podchorążych z orkiestrą i sztandarami oraz delegacje organizacji konserwatywnych i wojskowych. Generał przeszedł przez szpaler swojej przybocznej straży z Turkmenów. Damy obrzucały go kwiatami, a kadecki mówca Fiodor Rodiczew zakończył powitanie słowami: „Ratuj Rosję, a wdzięczny naród cię ukoronuje”. Oficerowie wynieśli Korniłowa z dworca na ramionach. Potem generał w otwartym samochodzie pojechał pomodlić się przed cudowną ikoną w Kaplicy Iwerskiej, którą przed koronacją zwykli odwiedzać carowie. Wieczorem doszło do ostrej wymiany zdań z Kiereńskim, który zażądał, by generał ograniczył się w przemówieniu do spraw wojskowych. Korniłow odpowiedział, że będzie mówił, co uzna za stosowne.
27 sierpnia (14 sierpnia st. st.) prawa część sali przywitała Korniłowa owacją na stojąco. Lewica milczała, a żołnierze z komitetów nie wstali z miejsc, za co prawica obrzuciła ich obelgami. Przemówienie, które napisał dla generała komisarz przy Stawce Maksymilian Filonienko, nie było jednak wypowiedzeniem posłuszeństwa rządowi. Korniłow zapewniał, że nie jest przeciwnikiem komitetów żołnierskich, byle nie wtrącały się w rozkazy operacyjne. Mówił o spadku produkcji w fabrykach amunicji, o rozkładzie armii i o tym, że dalsze klęski są nieuniknione, jeśli rząd nie zmieni polityki. „Tylko armia spojona żelazną dyscypliną (…) zdolna jest do zwycięstwa” – przekonywał. Najbardziej zapamiętano jego ostrzeżenie: „Nie możemy dopuścić, by porządek na tyłach był skutkiem utraty Rygi, a porządek na kolejach został okupiony oddaniem nieprzyjacielowi Mołdawii i Besarabii”.
Dwie Rosje
Bardziej otwarcie mówił ataman Kozaków dońskich, generał Aleksiej Kaledin. Chwalił się, że Kozacy, którzy nigdy nie znali pańszczyzny, nie upili się nową wolnością i nie mają w swoich pułkach dezerterów, i zażądał, by zlikwidować wszystkie rady i komitety, zarówno w wojsku, jak i na tyłach. Prawica przyjęła to burzą oklasków, lewica gwizdami. Kaledinowi odpowiedział młody oficer kozacki Nagajew, delegat z frontu kaukaskiego, który zaprzeczył, by ataman mógł mówić w imieniu wszystkich Kozaków. Gdy z loży oficerskiej ktoś krzyknął „niemieckie marki!”, Kiereński zażądał, by ten człowiek się przedstawił, a gdy nikt się nie odezwał, oświadczył, że porucznik Nagajew i wszyscy obecni zadowolą się „milczeniem tchórza”.
Głos zabrało w sumie kilkudziesięciu mówców. Podobny program jak Korniłow i Kaledin, z likwidacją rad i komitetów, wojną do zwycięskiego końca i przywróceniem kary śmierci, przedstawili m.in. lider kadetów Pawieł Milukow i konserwatysta Wasilij Szulgin. Były minister wojny Aleksandr Guczkow mówił, że obecna władza „chora jest na to, że jej nie ma”, a przemysłowiec Paweł Riabuszynski, że Rosją rządzą marzenia, ciemnota i demagogia. Za kontynuowaniem reform opowiadali się Czcheidze, który przedstawił program „demokracji rewolucyjnej”, mienszewik Irakli Cereteli i weterani ruchu rewolucyjnego: Gieorgij Plechanow, Piotr Kropotkin i „babcia rewolucji” Jekatierina Breszko-Breszkowska. Przemawiał też były naczelny wódz, generał Michaił Aleksiejew. Nieliczne gesty pojednania, jak publiczny uścisk dłoni Ceretelego i przemysłowca Aleksandra Bublikowa, nie zatarły wrażenia, że kraj jest podzielony na dwa wrogie obozy.
Ostatnie przemówienie Kiereńskiego
Obrady zamknął Kiereński. Jego końcowe przemówienie przeszło do historii jako obraz człowieka u kresu sił. Premier mówił chaotycznie, wpadał w histeryczny patos: „Niech moje serce stanie się kamieniem, niech zginą wszystkie struny wiary w człowieka (…) wyrzucę daleko klucze do mojego serca, które kocha ludzi, będę myślał tylko o państwie”. Z sali kobiecy głos zawołał, że serce mu na to nie pozwoli. W końcu delegaci przerwali mu oklaskami, a gdy w roztargnieniu ruszył ze sceny, trzeba go było zawołać z powrotem, by formalnie zamknął naradę. Podsumowując obrady, premier stwierdził, że przedstawiciele wszystkich klas, partii i narodowości mogli otwarcie wypowiedzieć się o tym, jak ratować państwo, a narada opowiedziała się za kontynuowaniem wojny i wiernością sojusznikom.
Znaczenie
Narada miała być manifestacją jedności narodowej, a skończyła się jej kompromitacją. Pokazała, że Rosja rozpadła się na dwa obozy, które nie potrafiły już ze sobą rozmawiać: klasy posiadające, oficerów i liberałów, którzy szukali ocalenia w silnej władzy i dyscyplinie, oraz umiarkowanych socjalistów, którzy bronili rad i zdobyczy rewolucji. Poza salą zostali robotnicy i żołnierze coraz liczniej idący za bolszewikami. Kiereński, który próbował balansować między prawicą a lewicą, wyszedł z Moskwy osłabiony, a prawica znalazła w Korniłowie „człowieka na białym koniu”. Ostrzeżenie generała sprawdziło się szybko: 3 września Niemcy zajęli Rygę. Kilka dni później spór między premierem a naczelnym wodzem przerodził się w otwarty konflikt, znany jako sprawa Korniłowa. W historiografii radzieckiej Naradę Państwową przedstawiano jako zmowę sił kontrrewolucji, która przygotowała „korniłowszczyznę”.