TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Schwytanie Christiaana de Weta

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Afryka
Data:
1 grudnia 1914
Autor:
Natalia
Tagi:
Związek Południowej Afryki, rebelia burska, Louis Botha

1 grudnia 1914 roku na farmie Waterbury, niedaleko Vryburga w północnej części Prowincji Przylądkowej, wojska rządowe Związku Południowej Afryki otoczyły niewielki oddział rebeliantów. Jego dowódca, generał Christiaan de Wet, poddał się bez walki razem z około pięćdziesięcioma towarzyszami. Niektóre źródła podają datę 30 listopada, a jedno nawet 2 grudnia. Najczęściej przyjmuje się 1 grudnia.

Legenda wojny burskiej

Sześćdziesięcioletni De Wet był jednym z najsłynniejszych Burów. W czasie II wojny burskiej jako dowódca wojsk Wolnego Państwa Orania przez lata wymykał się brytyjskim kolumnom i stał się mistrzem wojny podjazdowej. W 1914 roku nie zgadzał się na wojnę z Niemcami u boku Wielkiej Brytanii. Po dymisji generała Beyersa i śmierci generała De la Reya przemawiał na wiecach protestacyjnych, a pod koniec października stanął na czele zbrojnego powstania w dawnej Oranii. Zebrał kilka tysięcy ludzi.

Rebelia szybko przyniosła mu osobisty dramat. Na początku listopada w potyczce z wojskami rządowymi zginął jego syn Danie. 12 listopada premier Louis Botha, który osobiście dowodził operacją, rozbił główne siły De Weta pod Mushroom Valley, na południowy wschód od Winburga. Rebelianci rozproszyli się, a generał uszedł z pola bitwy.

Ucieczka na zachód

Kilka dni później De Wet musiał przyznać, że powstanie w Oranii upadło. Z garstką wiernych ludzi ruszył na zachód. Chciał przedostać się przez Kalahari do Niemieckiej Afryki Południowo-Zachodniej i połączyć się z Manie Maritzem, który już w październiku przeszedł na stronę Niemców. Uciekinierzy przeprawili się przez rzekę Vaal i jechali konno przez rzadko zaludnione pogranicze dawnego Beczuanalandu Brytyjskiego.

Tym razem dawna taktyka zawiodła. Wojska rządowe ścigały go nie tylko konno, ale także samochodami. Kolumna pułkownika Coena Britsa korzystała z pojazdów, które przewoziły żołnierzy znacznie szybciej, niż mogły jechać zmęczone konie rebeliantów. Według relacji jakiś informator doniósł komendantowi Jorriemu Jordaanowi, gdzie ukrywają się wyczerpani uciekinierzy. Jordaan otoczył farmę Waterbury, około 20 kilometrów od Morokweng, i De Wet skapitulował.

„To samochody mnie pokonały”

Jordaan był Afrykanerem, tak jak sam De Wet i większość żołnierzy, którzy go ścigali. Generał miał powiedzieć z ulgą, że dzięki Bogu nie pojmał go Anglik. Przypisuje mu się też zdanie, że to samochody go pokonały. Jego pościg uważa się za jedną z pierwszych operacji, w której zmotoryzowane oddziały ścigały przeciwnika na koniach.

De Weta przewieziono do więzienia w Johannesburgu. W 1915 roku sąd uznał go winnym zdrady stanu i skazał na sześć lat więzienia oraz 2 tysiące funtów grzywny. Grzywnę zapłacili jego zwolennicy ze składek, a sam generał wyszedł na wolność po około pół roku, gdy zobowiązał się nie angażować w politykę. Zmarł w 1922 roku na swojej farmie. Jego schwytanie było ciężkim ciosem dla rebelii, choć nie oznaczało jej końca. Na wolności pozostawał jeszcze Beyers, a Jan Kemp i Maritz walczyli dalej na pograniczu niemieckiej kolonii.