Zatonięcie „Glattona”
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 16 września 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Wielka Brytania, Royal Navy, Norwegia
16 września 1918 roku około kwadransa po szóstej wieczorem na stojącym w porcie Dover brytyjskim monitorze „Glatton” rozległ się wybuch. W środkowej komorze amunicyjnej dział 6-calowych zapalił się kordyt, a płomienie przebiły dach jednej z wież i zaczęły się rozprzestrzeniać w stronę rufy. Okręt, który nie zdążył jeszcze oddać ani jednego strzału do nieprzyjaciela, stał się bombą zagrażającą całemu miastu. Dwie godziny później spoczywał przewrócony na dnie portu, zatopiony torpedami brytyjskich niszczycieli.
Okręt dla Norwegii
„Glatton” powstał jako okręt obrony wybrzeża „Bjørgvin”, zamówiony w 1913 roku przez Norwegię w stoczni koncernu Armstrong Whitworth w Elswick nad Tyne. Zwodowano go 8 sierpnia 1914 roku, kilka dni po wybuchu wojny. Admiralicja zarekwirowała go razem z bliźniaczym „Nidarosem”, który jako „Gorgon” również trafił do Royal Navy, i zwróciła Norwegom wpłacone już pieniądze. Budowę wstrzymano w 1915 roku na rzecz pilniejszych okrętów, a wznowiono dopiero we wrześniu 1917 roku według nowego projektu, z wielkimi bąblami przeciwtorpedowymi wzdłuż kadłuba. Uzbrojony w dwa działa 9,2-calowe i cztery 6-calowe „Glatton” wszedł do służby pod koniec sierpnia 1918 roku, a 11 września przypłynął do Dover. Miał wspierać ogniem planowaną na koniec miesiąca ofensywę we Flandrii.
Torpedy we własny okręt
Dowódca okrętu, komandor Neston Diggle, spacerował w chwili wybuchu po klifach z dowódcą Patrolu Dover, wiceadmirałem Rogerem Keyesem. Obaj natychmiast wrócili do portu. Diggle wszedł na płonący okręt i zastał na nim tylko jednego żywego oficera, młodego lekarza. Przejął dowodzenie i kazał otworzyć zawory zalewowe komór amunicyjnych. Przednie komory udało się zalać, ale do zaworów komór rufowych nie dało się dotrzeć przez ogień. Groził wybuch, który mógł zniszczyć znaczną część portu i miasta, tym bardziej że niespełna 150 metrów dalej stał statek amunicyjny „Gransha”.
Keyes postanowił zatopić „Glattona”. Z pokładu niszczyciela „Cossack” wystrzelono w płonący monitor torpedę, ale odpalona ze zbyt bliska nie eksplodowała. Druga, około 19.40, wybiła otwór w burcie, lecz jej głowica okazała się za słaba, by przebić bąbel przeciwtorpedowy i zatopić okręt. Dopiero około 20.15 niszczyciel „Myngs” trafił w ten sam otwór dwiema cięższymi, 21-calowymi torpedami. „Glatton” przewrócił się i osiadł masztami i nadbudówkami na dnie portu, a woda ugasiła pożar.
Ofiary i śledztwo
Straty były ciężkie, a źródła podają różne liczby. Według brytyjskiego historyka Paula Kempa 60 ludzi zginęło od razu, a 124 zostało rannych, z czego 19 zmarło później od oparzeń. Oficjalna relacja Admiralicji mówiła o 79 zabitych i 105 rannych. Wykazy strat Royal Navy z następnych tygodni pełne są nazwisk marynarzy z „Glattona”, którzy zmarli w szpitalach. Wśród ratujących wyróżnił się okrętowy lekarz Edward Atkinson, uczestnik wyprawy antarktycznej Roberta Scotta. Choć wybuch ogłuszył go i poparzył, a on sam niemal oślepł, wyniósł z ognia kilku rannych. Odznaczono go za to Medalem Alberta.
Komisja śledcza ustaliła, że wybuch zaczął się w środkowej komorze amunicyjnej, położonej między kotłownią a maszynownią. Palacze mieli zwyczaj zsypywać gorący żużel z kotłów pod grodzią przylegającą do komory, by ostygł. W kwietniu 1919 roku komisja uznała, że przyczyną było powolne tlenie się korkowej izolacji ścian komory, które w końcu zapaliło kordyt. Wrak „Glattona” częściowo rozebrano w 1926 roku i przesunięto w róg portu, a później zasypano go podczas budowy terminalu promowego.