Atak na górę Banyo
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Afryka
- Data:
- 4 listopada 1915
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa o górę Banyo
- Tagi:
- Kamerun, kolonie niemieckie, Wielka Brytania, Niemcy
O świcie 4 listopada 1915 roku cztery kompanie piechoty Pułku Nigeryjskiego zaczęły wspinać się na górę Banyo w północno-zachodniej części Kamerunu Niemieckiego. Na jej szczycie i zboczach okopała się niemiecka załoga, która miała tu przetrwać do końca wojny. Atak prowadził generał Frederick Cunliffe, dowódca wojsk brytyjskich z Nigerii, który kilka tygodni wcześniej na próżno szturmował górę nad Morą. Tym razem przygotował się starannie i liczył się z tym, że walka potrwa kilka dni.
Do miasta Banyo Nigeryjczycy weszli bez walki już 24 października. Niemcy nie bronili go, tylko całą załogą, około 23 Europejczyków i 200 afrykańskich żołnierzy pod dowództwem kapitana Adolfa Schippera, schronili się na samotnej górze kilka kilometrów na wschód. Wznosiła się ona około 370 metrów ponad okolicę, a jej strome zbocza pokrywały wielkie głazy. Według brytyjskiej historii oficjalnej Niemcy połączyli je mniej więcej trzystoma kamiennymi murkami, na wszystkich wysuniętych punktach zbudowali małe reduty, a na szczycie zgromadzili zboże, bydło i wodę w cementowych zbiornikach. Cunliffe uznał, że jeśli chce iść dalej na południe, ku Jaunde, musi zaryzykować szturm.
Do 2 listopada otoczył górę: cztery i pół kompanii z dziesięcioma karabinami maszynowymi stanęło na niższych wzniesieniach, a piechota konna rozstawiła się szerokim kręgiem na równinie. Rozkaz z 3 listopada przewidywał zbieżne natarcie czterech kompanii z północnego wschodu, zachodu, południowego zachodu i południa, przy wsparciu trzech dział górskich. Żołnierze mieli posuwać się powoli i metodycznie, od osłony do osłony, a dowódcy kompanii sami odpowiadali za zaopatrzenie swoich ludzi.
Rano górę spowijała gęsta mgła. Przeszkadzała w porozumiewaniu się kompanii, ale pozwoliła im podejść wysoko, zanim obrońcy je dostrzegli. Kompania H 3 batalionu dotarła niemal na szczyt, gdy nagle wpadła w krzyżowy ogień z bliska. Jej dowódca, kapitan Bowyer-Smijth, którego brytyjska historia oficjalna nazywa jednym z najodważniejszych oficerów Cunliffe’a, zginął, a kompanię zepchnięto daleko w dół. Do południa pozostałe kompanie doszły mniej więcej do połowy zbocza i w wielu miejscach leżały około 30 metrów od niemieckich murków. Do zmroku mogły jedynie kurczowo trzymać się zdobytego terenu za głazami.
Po zapadnięciu ciemności obrońcy zaczęli rzucać w dół bomby z dynamitem. Nigeryjczycy zetknęli się z tą bronią po raz pierwszy i przez pewien czas, jak przyznaje Moberly, położenie było bardzo krytyczne. Gdy żołnierze przekonali się, że huk wybuchów jest groźniejszy niż ich skutki, uporządkowali szeregi i w ciemności posunęli się jeszcze trochę w górę. Tego dnia zginął też prawdopodobnie kapitan Schipper. Brytyjska historia oficjalna wymienia go tylko wśród zabitych, ale niemieckie opracowania biograficzne podają jako datę jego śmierci właśnie 4 listopada.