Kitchener wyjeżdża nad Dardanele
W nocy z 4 na 5 listopada 1915 roku brytyjski minister wojny lord Herbert Kitchener wyjechał z Londynu do Paryża, w pierwszy etap podróży nad Morze Śródziemne. Dzień wcześniej nowy Komitet Wojenny uznał, że nie może jeszcze przyjąć rady generała Charlesa Monro, który 31 października zalecił ewakuację półwyspu Gallipoli. Ministrowie poprosili Kitchenera, by sam pojechał na miejsce i ocenił całe położenie na Bliskim Wschodzie, łącznie z obroną Egiptu. Brytyjska historia oficjalna kampanii morskiej zwraca uwagę, że sprawa wymagała szerszego spojrzenia niż czysto wojskowa ocena jednego generała, bo ewakuacja była w równym stopniu problemem politycznym.
Minister, który bał się ewakuacji
Kitchener obawiał się wycofania wojsk z Gallipoli bardziej niż ktokolwiek w rządzie. Sądził, że kosztowałoby ono tysiące zabitych i wziętych do niewoli oraz podważyłoby prestiż Wielkiej Brytanii na całym Wschodzie. Według australijskiego historyka oficjalnego Charlesa Beana powiedział premierowi, że nocami chodzi po pokoju i widzi ostrzeliwane, wywracające się łodzie i tonących żołnierzy. Nadzieję dawał mu plan komodora Rogera Keyesa, szefa sztabu floty pod Dardanelami, który chciał jeszcze raz przedrzeć się okrętami przez cieśniny. Kitchener spotkał się z nim 2 listopada i plan bardzo mu się spodobał. W nocy z 3 na 4 listopada zapowiedział generałowi Williamowi Birdwoodowi na Gallipoli, że przyjeżdża, i polecił mu rozważyć lądowanie, które wsparłoby atak floty.
Po południu 4 listopada Kitchener jeszcze raz omówił plan z Keyesem i pierwszym lordem Admiralicji Arthurem Balfourem w jego gabinecie. Keyes wyszedł z przekonaniem, że zgoda na przedarcie się przez cieśniny jest wciąż możliwa. Godzinę później odbyło się ostatnie przed wyjazdem ministra spotkanie członków rządu. Według brytyjskiej historii oficjalnej kampanii gallipolijskiej postanowiono na nim, że na atak floty można się zgodzić tylko razem z nowym natarciem armii. Świeżych wojsk do takiego natarcia nie było. Wieczorem Kitchener odwołał więc swój wcześniejszy telegram do Birdwooda. „Obawiam się, że flota może nie dopisać – pisał. – Im dłużej przyglądam się temu problemowi, tym mniej widzę wyjście, więc lepiej opracuj bardzo spokojnie i bardzo tajnie jakiś plan wycofania wojsk”.
Wygodny wyjazd
Podróż była na rękę wielu kolegom ministra. Jesienią 1915 roku Kitchener tracił zaufanie gabinetu. Zarzucano mu, że nie dzieli się informacjami, decyduje sam i nie korzysta ze Sztabu Generalnego. Bean pisze, że ministrowie męczyli się pod jego milczącą dominacją i najwyraźniej liczyli, że zostanie na Wschodzie, a we Francji uznano wręcz, że odsunięto go od władzy. Biograf Kitchenera, George Arthur, wspominał, że życzliwi ostrzegali ministra przed kolegami, którzy z radością przyjęliby każdy powód przedłużenia jego nieobecności. Premier Herbert Henry Asquith liczył, że Kitchener da się namówić na objęcie naczelnego dowództwa na Wschodzie, i na czas jego wyjazdu sam przejął kierownictwo War Office, czyli brytyjskiego Ministerstwa Wojny. Według niektórych relacji Kitchener, przeczuwając to, zabrał ze sobą pieczęcie urzędu, by nie można go było odwołać pod jego nieobecność. Gdy gabinet przyjął pomysł wyjazdu, miał powiedzieć: „Może, jeśli będę musiał stracić tam wielu ludzi, nie zechcę już wrócić”.
Przez Paryż do Marsylii
5 listopada w Paryżu Kitchener ku swojemu zaskoczeniu dowiedział się, że nowy francuski rząd Aristide’a Brianda stanowczo sprzeciwia się ewakuacji półwyspu. Francuzów bardziej obchodziła liczba brytyjskich żołnierzy wysyłanych do Salonik niż ich wartość bojowa. To obudziło w nim ostatnią nadzieję. Gdyby pierwsze dwie dywizje z Francji, przeznaczone dla Salonik, skierować nad Dardanele, a w zamian wysłać do Grecji zmęczone dywizje spod Suvli lub Helles, może udałoby się utrzymać półwysep przez zimę, a nawet znów zaatakować. Kitchener zatelegrafował do Birdwooda, że uważa ewakuację za „straszliwą katastrofę, której trzeba uniknąć za wszelką cenę”, i że spróbuje zebrać dwie dywizje regularne, brygadę Gurkhów i brygadę z Egiptu. Poprosił też Admiralicję, by Keyes dołączył do niego w Marsylii i omówił z nim plan ataku floty. Telegramu nie przekazano Keyesowi, bo nie zdążyłby na czas.
Kitchenerowi towarzyszyli jego sekretarz osobisty pułkownik Oswald FitzGerald i generał Henry Horne. 7 listopada, według brytyjskiej historii oficjalnej kampanii morskiej, minister dotarł do Marsylii. Czekał tam na niego krążownik Dartmouth, który miał go zawieźć do Aleksandrii, ale w ostatniej chwili kazano mu płynąć prosto do Mudros na wyspie Limnos, gdzie stała flota sprzymierzonych. Tego samego dnia Asquith zatelegrafował do Birdwooda, że rząd nie zdecydował się na ewakuację i nie zdecyduje, dopóki nie pozna opinii Kitchenera, ale plan wycofania wojsk trzeba w największej tajemnicy przygotować. Kitchener spędził na Morzu Śródziemnym prawie cały listopad i dopiero po obejrzeniu półwyspu, Salonik i rozmowie z greckim królem przychylił się do ewakuacji.