Charles Monro obejmuje dowództwo na Gallipoli
- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Bliski Wschód
- Data:
- 28 października 1915
- Autor:
- Łukasz Skowroń
Rano 28 października 1915 roku generał sir Charles Monro wylądował na wyspie Imbros i objął dowództwo Śródziemnomorskich Sił Ekspedycyjnych, walczących od kwietnia na półwyspie Gallipoli. Przez jedenaście dni, od odjazdu generała Iana Hamiltona, wojskami dowodził tymczasowo generał William Birdwood. Monro przywiózł ze sobą nowego szefa sztabu, generała Arthura Lynden-Bella. Dzień wcześniej, w porcie Mudros na Limnos, przeglądał brygadę australijską i był pod wrażeniem postawy jej żołnierzy.
Zadanie
Monro nie przyjechał po to, by prowadzić kampanię dalej, lecz by ocenić, czy w ogóle ma ona sens. Instrukcje, które dostał od lorda Kitchenera, były jasne. Miał szczerze i wyczerpująco zameldować o sytuacji wojskowej, rozważyć, jak wyjść z impasu, i jak najszybciej odpowiedzieć, czy z czysto wojskowego punktu widzenia lepiej ewakuować półwysep, czy jeszcze raz spróbować go zdobyć. Miał też oszacować straty, jakie przyniosłaby ewakuacja, oraz liczbę żołnierzy potrzebnych do otwarcia cieśnin, utrzymania ich i zdobycia Konstantynopola. Winston Churchill zwracał później uwagę, że w instrukcjach nie było ani słowa o udziale floty w tej z natury desantowej operacji.
Nowy dowódca wyjechał z Londynu 22 października, po kilku naradach z Kitchenerem. Był doświadczonym generałem z frontu zachodniego, gdzie dowodził dywizją, korpusem i armią, a zarazem przekonanym „westernerem”, czyli zwolennikiem skupienia wszystkich sił we Francji. Według brytyjskiej historii oficjalnej już w drodze skłaniał się ku temu, by z Gallipoli zrezygnować.
Pierwsze dni
Rano 28 października Monro spotkał się z dowódcami korpusów, a po południu wysłał pierwszy meldunek do Ministerstwa Wojny. Nie było w nim mowy o ewakuacji. Pisał, że stan zdrowia i morale wojsk podobno się poprawia, prosił o doświadczonych dowódców kompanii i o materiały na zimowe umocnienia. Wieczorem przeczytał memoriał, który sztab przygotował dla niego jeszcze za Birdwooda. Opisywano w nim oba wyjścia, nowe natarcie wiosną i ewakuację, ale nie wskazywano, które wybrać, bo w Imbros nie znano planów rządu wobec innych frontów. Następnego dnia Monro powiedział autorowi memoriału, że zgadza się z wnioskami, ale żałuje, że ten nie opowiedział się wyraźniej za ewakuacją.
Kitchener się niecierpliwił. Rano 29 października, zanim Monro spędził na nowym stanowisku pełną dobę, zatelegrafował: „Proszę jak najszybciej przesłać mi raport w głównej sprawie w Dardanelach, to znaczy: odejść czy zostać”. Wieczorem depesza dotarła na Imbros. 30 października, w piękny, niemal letni dzień, Monro w ciągu jednego dnia objechał wszystkie trzy przyczółki: Helles, zatokę Anzac i Suvlę. Nikt wcześniej nie próbował zrobić tego w jeden dzień. Generała, przyzwyczajonego do francuskich portów i kolei, zdumiały prowizoryczne pomosty, wyładunek zapasów ręcznie z kołyszących się barek i ścisk na wąskich plażach pod ostrzałem. Pod Anzac miał powiedzieć towarzyszącemu mu oficerowi sztabu, że to jak w „Alicji w Krainie Czarów”: „coraz dziwniej i dziwniej”.
W kwaterze każdego korpusu zadawał dowódcom dywizji te same pytania: czy ich żołnierze są zdolni do długotrwałego natarcia i czy utrzymają pozycje przez zimę, gdyby nie dostali uzupełnień, a Turcy otrzymali niemieckie działa i amunicję. Odpowiedzi były podobne. Przy obecnym stanie zdrowia na wojska można było liczyć najwyżej przez dobę walki, a utrzymać pozycje dowódcy mogli obiecać tylko pod warunkiem, że Turcy nie dostaną nieograniczonej ilości amunicji.
„Przybył, zobaczył, skapitulował”
Monro wrócił na Imbros z wyrobionym zdaniem. 31 października zatelegrafował do Kitchenera, że wojska na półwyspie, poza korpusem australijsko-nowozelandzkim, nie są zdolne do długotrwałego wysiłku, a sprzymierzeni trzymają tylko skrawek wybrzeża naprzeciw silnie umocnionych Turków. Zalecił ewakuację półwyspu. Straty przy wycofaniu oszacował na 30–40 procent ludzi i sprzętu. Churchill, który bronił wyprawy do końca, podsumował to zdaniem: „Przybył, zobaczył, skapitulował”. Brytyjska historia oficjalna ocenia to inaczej. Uważa, że przy tym, co wiedziano wtedy na półwyspie, odważnej rekomendacji Monro nie można nic zarzucić, a po dwóch i pół miesiąca niezdecydowania rządu szybka decyzja przyniosła ulgę. Zastrzega jednak, że gdyby Monro mógł obiecać dowódcom świeże dywizje, uzupełnienia i amunicję, usłyszałby od nich zupełnie inne odpowiedzi.
Kitchener, który ewakuacji bardzo się obawiał, nie chciał podpisać takiego rozkazu, zanim sam nie zobaczy półwyspu. Na początku listopada sam wyruszył nad Morze Śródziemne. Ostateczna decyzja o wycofaniu wojsk z Gallipoli zapadła kilka tygodni później.