Bitwa pod Łowczówkiem
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front wschodni
- Data:
- 22 grudnia 1914
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa pod Łowczówkiem
- Tagi:
- Austro-Węgry, Rosja, Galicja, Legiony Polskie
22 grudnia 1914 roku I Brygada Legionów Polskich weszła do boju pod Łowczówkiem, na wzgórzach nad doliną Białej, kilkanaście kilometrów na południe od Tarnowa. Tego dnia zaczęła się bitwa pod Łowczówkiem, najcięższy bój legionistów w 1914 roku, trwający do Bożego Narodzenia. Brygada, sformowana zaledwie trzy dni wcześniej, przyszła tu wprost z marszu i jeszcze przed nocą odbiła z rąk Rosjan wzgórze, które rano utracili Austriacy.
Telegram z dowództwa armii
Po bitwie pod Limanową legioniści Józefa Piłsudskiego odpoczywali w Nowym Sączu. Tam 19 grudnia ich oddziały przekształcono w brygadę, która według historyka Michała Klimeckiego liczyła około 2600 żołnierzy. Liczyli, że spędzą w mieście święta. 20 grudnia w południe przyszedł jednak telegram z dowództwa austro-węgierskiej 4 Armii: brygada miała natychmiast wyruszyć pod Tarnów. Piłsudskiego nie było, bo pojechał na rozmowy polityczne do Wiednia. Dowodził więc szef sztabu, podpułkownik Kazimierz Sosnkowski. Po nocach w Zbyszycach i Zakliczynie, skąd słychać już było kanonadę, legioniści szli 22 grudnia rozmokłymi drogami w stronę Rychwałdu i Lichwina.
W tym samym czasie rosyjska 3 Armia generała Radko Dimitriewa przeszła do kontrataku na całym froncie od Dunajca po Karpaty. Okolice Łowczówka leżały na styku dwóch armii austro-węgierskich i były słabo bronione. Rano 22 grudnia oddziały rosyjskiego XXI Korpusu zepchnęły ze wzgórz nad wsią nieliczne kompanie 18 Pułku Piechoty Landwehry z grupy pułkownika Pattaya. Groziło to przerwaniem frontu i obejściem wojsk broniących się nad Białą.
Natarcie o zmroku
W sztabie grupy Pattaya, w karczmie Brzezie w Lichwinie, Sosnkowski dostał zadanie odbicia wzgórz 360 i 343. Był krótki grudniowy dzień, padał deszcz ze śniegiem i zbliżał się zmrok. Sosnkowski postanowił uderzyć od razu, zanim Rosjanie okopią się na zdobytych pozycjach. 1 pułk majora Edwarda Rydza-Śmigłego podszedł wąwozami pod wzgórze 360 i trafił na zasieki i ogień karabinów maszynowych. Sprawę rozstrzygnął atak z flanki lewoskrzydłowego batalionu kapitana Stanisława Burhardta-Bukackiego. Legioniści przeszli przez druty i walcząc bagnetami, kolbami i łopatkami, zepchnęli ze wzgórza żołnierzy rosyjskiego 132 Benderskiego Pułku Piechoty. Według historyka Tomasza Woźnego w pierwszym rzucie szło zaledwie kilkuset legionistów, ale przeciwnik był rozproszony w trudnym terenie i zmęczony całodziennym bojem z landwehrą.
Wieczorem legioniści byli panami pozycji. Patrole 1 pułku poszły dalej, w głąb terenu zajętego przez Rosjan. Ośmioosobowy patrol pod dowództwem podoficera Świderskiego wziął do niewoli niemal cały sztab pułku benderskiego, z podpułkownikiem na czele. Gorzej poszło 5 pułkowi, który miał zdobyć sąsiednie wzgórze 343. Idąc od strony Meszny, dostał się pod silny ogień rosyjskiej artylerii. Po ciemku, w nieznanym terenie i bez łączności z austriackimi bateriami dowódcy nie chcieli ryzykować ataku i odłożyli go do świtu.
Cztery dni
Wzgórze 343 legioniści zdobyli przed świtem 23 grudnia. Przez następne dni, wysunięci przed linię sąsiadów, bez jedzenia i z brakami amunicji, odpierali rosyjskie kontrataki, także w Wigilię, gdy okopy obu stron dzieliło miejscami 30–50 metrów. 25 grudnia, gdy Rosjanie przełamali front obok nich, musieli się wycofać. Brygada straciła, według najczęściej podawanych danych, 128 zabitych i 342 rannych. Polegli spoczywają na cmentarzu wojennym nr 171 na wzgórzu Kopaliny nad Łowczówkiem.