Druga potyczka pod Hafiz Kor
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Data:
- 5 września 1915
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Indie Brytyjskie, dżihad, Wielka Brytania
5 września 1915 roku wojska brytyjskie i indyjskie po raz drugi starły się z Mohmandami pod Hafiz Kor, u podnóża gór na północ od Peszawaru. W kwietniu pierwsza potyczka była krótkim odparciem wypadu. Tym razem chronologiczne miano „potyczki” mocno zaniża skalę wydarzeń. Współcześni i późniejsi autorzy zgodnie piszą, że była to największa bitwa na północno-zachodnim pograniczu Indii od wielkiego powstania plemion w 1897 roku.
Pogranicze wrzało od połowy sierpnia. Mułłowie wzywali plemiona pasztuńskie do dżihadu przeciw niewiernym, a wieści o wojnie Turcji z Wielką Brytanią dodawały im posłuchu. 17 sierpnia kilka tysięcy Bunerwalów zeszło z gór w stronę Rustamu i zostało odparte. Pod koniec miesiąca jeszcze większe zbiegowisko plemion ruszyło w dolinę Swatu, gdzie na grzbiecie Landakai zatrzymała je Malakandzka Kolumna Ruchoma. Gdy z kraju Mohmandów napływały coraz groźniejsze meldunki, dowództwo 1 (Peszawarskiej) Dywizji ściągnęło pod fort Śabkadar dwie brygady piechoty z kawalerią i artylerią, a pod Abazai drugą kolumnę ruchomą.
Na początku września Mohmandowie zeszli na przedgórze i zaczęli budować kamienne szańce (sangary) koło Hafiz Kor. Brytyjczycy celowo pozwolili im zejść z gór na równinę, gdzie łatwiej było z nimi walczyć. Szacunki ich siły bardzo się różnią: od około 2,5 tysiąca wojowników, których 4 września widziano na wzgórzach, po 10 tysięcy lub nawet więcej według relacji z epoki. 5 września rano plemieńcy podeszli otwartym terenem niemal pod samą wieś Śabkadar i zagrozili lewemu skrzydłu. Dowodzący wojskami generał major Frederick Campbell przyjął bitwę. Artyleria otworzyła ogień, a piechota, w tym bataliony brytyjskie i indyjskie, między innymi 36 Pułk Sikhów, zajęła wzgórza na północ od wsi.
Najgłośniejszym epizodem dnia była szarża dwóch szwadronów 21 Pułku Lansjerów, tego samego, który w 1898 roku szarżował pod Omdurmanem. Szwadron prowadzony przez dowódcę pułku, podpułkownika Johna Scrivena, wpadł na ukryty w zaroślach głęboki parów i się rozproszył, a Mohmandowie uderzyli na niego z pól kukurydzy. Drugi szwadron osłonił go ogniem i pomógł się wycofać. Pułk stracił kilku zabitych, w tym Scrivena i dwóch innych oficerów, oraz kilkunastu rannych. Kowal pułkowy Charles Hull wyniósł spod ognia adiutanta, kapitana Learoyda, którego koń padł, i za ten czyn otrzymał później Krzyż Wiktorii. Po kilku godzinach walki Mohmandowie ustąpili, a kawaleria ścigała ich aż do wzgórz. Ich straty były ciężkie, ale wiarygodnych liczb nie znamy.
Zwycięstwo nie zakończyło niepokojów. Mułłowie znów zebrali plemiona i na początku października pod Hafiz Kor stanęło, według brytyjskich relacji, około 9 tysięcy ludzi. Dopiero kolejna porażka, w której Brytyjczycy po raz pierwszy w Indiach użyli w walce samochodów pancernych, na dłużej uspokoiła Mohmandów. Dla władz w Indiach, ogołoconych z regularnych wojsk wysłanych na fronty w Europie, Mezopotamii i Afryce, wrześniowa bitwa była dowodem, że granica z Afganistanem pozostaje niebezpieczna, choć emir Habibullah Chan trzymał się neutralności.