Joseph Gallieni ministrem wojny
- Kategoria:
- Polityka
- Data:
- 30 października 1915
- Autor:
- Łukasz Skowroń
30 października 1915 roku ministrem wojny Francji w nowym rządzie Aristide’a Brianda został generał Joseph Gallieni. Zastąpił Alexandre’a Milleranda, który odszedł z rządem Vivianiego. Dekret nominacyjny prezydent podpisał późnym wieczorem 29 października. Gallieni był od sierpnia 1914 roku gubernatorem wojskowym Paryża i we Francji uchodził za jednego z twórców zwycięstwa nad Marną. Politycy liczyli, że generał o takim autorytecie uporządkuje krytykowaną administrację wojskową i uspokoi parlament.
Minister wbrew sobie
Pierwszy zwrócił się do niego premier René Viviani, który próbował jeszcze ratować swój rząd. Wieczorem 23 października wezwał generała do ministerstwa spraw zagranicznych i zapytał, czy w razie potrzeby przyjąłby tekę ministra wojny. Według zapisków prowadzonych przez sekretarzy Gallieniego generał wyliczył trzy zastrzeżenia: nie zna się na polityce i jej nie lubi, nie umie przemawiać, a do tego jest człowiekiem władczym, który nie zniesie niekończących się dyskusji i komisji. Viviani odpowiadał, że Izba potrzebuje człowieka czynu, że deputowani z Paryża wychwalają generała i że jest on bardzo popularny. W końcu Gallieni, wezwany do służby w imię dobra kraju, oddał się do dyspozycji premiera.
Tego samego dnia Viviani zapytał naczelnego wodza, generała Josepha Joffre’a, kogo poleciłby na ministra, gdyby resort miał objąć wojskowy. Według prezydenta Raymonda Poincarégo Joffre odparł, że dziewięciu generałów na dziesięciu byłoby bardzo złymi ministrami. Zapytany o Gallieniego, najpierw powiedział „być może”, a po chwili namysłu wyraźnie „tak”. Wybór był delikatny, bo stosunki obu generałów od czasu bitwy nad Marną były chłodne, a Gallieni, w 1914 roku podległy Joffre’owi, jako minister stawał się teraz jego zwierzchnikiem.
Kiedy Viviani nie zdołał przebudować rządu, Briand zapewnił Gallieniego, że dotrzyma wszystkich obietnic poprzednika. Generał nie krył jednak niechęci. Jak notowało jego otoczenie, mówił, że pójdzie do ministerstwa „jak pies, którego się chłoszcze”, a na swojej fotografii posłanej przyjacielowi, generałowi Weickowi, dopisał: „Minister wbrew sobie”. Briandowi przypominał o swoim zdrowiu: od początku wojny nie miał ani dnia odpoczynku, a dawna kolonialna malaria wciąż dawała o sobie znać.
Pierwsze dni
Już przed objęciem urzędu Gallieni zebrał opinie o stanie ministerstwa. Uznał, że jego poprzednik nie zapewnił armii dość amunicji i sprzętu i nie zorganizował dobrze służby zdrowia, a lotnictwo również działało źle. 29 października, na prośbę Brianda, Poincaré poprosił generała, by zostawił Joffre’owi swobodę w prowadzeniu operacji i w obsadzie dowództw na froncie. Gallieni chętnie to obiecał i pokazał prezydentowi serdeczny list, w którym zapewniał naczelnego wodza o pełnym poparciu. Tego samego wieczoru w Pałacu Elizejskim doszło do spotkania obu generałów. „Kazano nam się uściskać, co z mojej strony nie było trudne” – opowiadał potem z flegmą Gallieni.
Poincaré szybko zauważył, że nowy minister informuje rząd o wiele dokładniej niż Millerand. Gallieni od razu zajął się sprawą masek przeciwgazowych, które okazały się niewystarczające podczas niemieckiego ataku gazowego pod Tahure w Szampanii pod koniec października. Na jego dawne stanowisko gubernatora wojskowego Paryża 2 listopada zgodził się przejść niemal niewidomy po ciężkiej ranie generał Michel Joseph Maunoury. Zgoda między ministrem a naczelnym wodzem nie przetrwała jednak długo. Na początku 1916 roku, w związku z bitwą pod Verdun, Gallieni wszedł w ostry konflikt z Joffre’em i w marcu 1916 roku, ciężko chory, ustąpił. Zmarł w maju tego samego roku.