TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Nalot na Cuxhaven

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Wojna na morzu
Data:
25 grudnia 1914
Autor:
Natalia
Tagi:
Royal Naval Air Service, sterowce, Royal Navy, Niemcy

W Boże Narodzenie 1914 roku wodnosamoloty Royal Naval Air Service wystartowały z wód Zatoki Helgolandzkiej do ataku na bazę niemieckich sterowców w pobliżu Cuxhaven. Przywiozły je w pobliże niemieckiego wybrzeża trzy przebudowane promy, które służyły jako okręty-bazy wodnosamolotów. Był to pierwszy w historii nalot przeprowadzony przez samoloty przewiezione na miejsce przez okręty. Hangarów zeppelinów nie udało się odnaleźć, ale nalot pokazał, że lotnictwo może działać razem z flotą daleko od własnych baz.

Plan Admiralicji

Brytyjska Admiralicja chciała niszczyć niemieckie sterowce, zanim zdążą zaatakować Anglię. Samoloty lądowe zbombardowały już hangary w Düsseldorfie i zakłady we Friedrichshafen, ale bazy sterowców marynarki nad Morzem Północnym leżały poza ich zasięgiem. Główna z nich znajdowała się w Nordholz, około 13 kilometrów na południe od Cuxhaven. Stał tam olbrzymi podwójny hangar, osadzony na obrotnicy, tak by jego wrota można było ustawić zgodnie z kierunkiem wiatru. Do ataku na niego potrzebne były samoloty, które dotrą w pobliże celu na pokładach okrętów.

Do tego zadania przystosowano szybkie promy kursujące przed wojną przez kanał La Manche: Engadine, Riviera i Empress. Każdy zabierał po trzy wodnosamoloty Short, przechowywane w hangarach na pokładzie i spuszczane dźwigiem na wodę. Jesienią podjęto już próby takiego nalotu, ale udaremniła je pogoda albo odwołano je z obawy przed niemieckimi okrętami. Tym razem okręty-bazy osłaniały krążowniki i niszczyciele z Harwich pod dowództwem komandora Reginalda Tyrwhitta, a w pobliżu niemieckiego wybrzeża czekały okręty podwodne komodora Rogera Keyesa, gotowe ratować lotników. Nawigację nalotu przygotował porucznik rezerwy marynarki Erskine Childers, autor powieści szpiegowskiej „Zagadka piasków”, który przed wojną żeglował po tych wodach.

Lot nad mgłą

Zespół wyszedł z Harwich 24 grudnia. Wczesnym rankiem w Boże Narodzenie, przed świtem, okręty dotarły na pozycję na północ od Helgolandu. Na wodę spuszczono dziewięć wodnosamolotów, ale w zimnym powietrzu tylko siedmiu udało się uruchomić silniki i wystartować. Każdy niósł trzy bomby o wadze około 9 kilogramów.

Nad niemieckim wybrzeżem zalegały mgła i niskie chmury. Żaden z pilotów nie odnalazł hangaru w Nordholz. Lotnicy zrzucili bomby na inne cele, które uznali za wojskowe, ale nie wyrządzili większych szkód. Ostrzeliwała ich niemiecka artyleria przeciwlotnicza i okręty. Wodnosamolot, którym leciał Childers, przeleciał nad redą Schillig u ujścia Jade, gdzie stały okręty Floty Pełnomorskiej, a lotnicy zdołali zebrać cenne informacje o rozmieszczeniu niemieckich sił.

W tym czasie Niemcy próbowali zaatakować brytyjskie okręty z powietrza. Dwa niemieckie wodnosamoloty i sterowiec L 6 zrzuciły bomby na pozostający w tyle okręt Empress, który miał kłopoty z kotłami. Żadna nie trafiła, choć jedna wybuchła zaledwie kilka metrów od dziobu. Było to jedno z pierwszych starć okrętów z lotnictwem. Na wycofujące się okręty polowały także niemieckie okręty podwodne, również bez powodzenia.

Powrót

Wodnosamoloty pozostawały w powietrzu ponad trzy godziny. Do okrętów-baz wróciły tylko trzy z nich, w tym maszyna z Childersem. Trzy inne, którym kończyło się paliwo, wodowały u wyspy Norderney. Ich załogi zabrał na pokład okręt podwodny E11, a samoloty zatopiono, by nie wpadły w ręce Niemców. Siódmy pilot, Francis Hewlett, wodował z powodu awarii silnika kilkanaście kilometrów od Helgolandu i uznano go za zaginionego. Odnalazł go jednak holenderski kuter rybacki, który zawiózł go do IJmuiden. Hewlett wrócił do Wielkiej Brytanii na początku stycznia 1915 roku. Brytyjczycy stracili cztery wodnosamoloty, ale żaden lotnik nie zginął.

Znaczenie

Pod względem wojskowym nalot zakończył się niepowodzeniem, bo jego głównego celu nie odnaleziono. Mimo to w Wielkiej Brytanii przyjęto go jako dowód odwagi i pomysłowości lotnictwa marynarki. Po raz pierwszy w historii flota zaatakowała przeciwnika jednocześnie na morzu, spod wody i z powietrza. Według przechwyconej przez brytyjską cenzurę depeszy z Kopenhagi nalot miał skłonić niemieckie dowództwo do przeniesienia części okrętów spod Cuxhaven w głąb lądu, nad Kanał Kiloński, ale nie jest to pewne. Nalot zapoczątkował drogę, która kilka lat później doprowadziła do powstania lotniskowców.