Ostrzelanie Dedeagacz
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 21 października 1915
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Bułgaria, Royal Navy, Francja, Rosja
Po południu 21 października 1915 roku zespół okrętów brytyjskich, francuskich i rosyjskich ostrzelał bułgarski port Dedeagacz, dziś grecką Aleksandropolis, oraz wybrzeże Morza Egejskiego na zachód od niego, aż po Porto Lagos. Był to pierwszy atak floty Ententy na Bułgarię, pięć dni po ogłoszeniu blokady jej egejskiego wybrzeża. Ostrzał trwał około trzech godzin. Okręty zniszczyły koszary, dworzec kolejowy, tabor, magazyny i urządzenia portowe, nie napotykając żadnego oporu.
Cel: kolej do Konstantynopola
Według brytyjskiej historii oficjalnej rozkaz ataku wiceadmirał John de Robeck dostał, gdy Rosja zapowiedziała, że tego samego dnia ostrzela bułgarski port Warnę nad Morzem Czarnym. Liczono, że uderzenie z dwóch stron odciągnie część bułgarskich sił od Serbii. Brytyjskie trawlery zwiadowcze meldowały, że Bułgarzy gorączkowo okopują się na wybrzeżu, obawiając się desantu. Najważniejszym celem była kolej. Do Dedeagacz dochodziła linia z wnętrza Bułgarii, która po układzie z Turcją biegła już wyłącznie po bułgarskiej ziemi. W Dedeagacz linia z Salonik schodziła nad morze i biegła dalej do Konstantynopola, przez kilkanaście kilometrów narażona na ogień z okrętów. Około ośmiu kilometrów w głębi lądu, w miejscu nazywanym przez Brytyjczyków Bodoma, zbudowano obejście za wzgórzami, którym pociągi mogły omijać port. Ten węzeł, w zasięgu ciężkich dział monitorów, admirał wyznaczył jako główny cel.
Główny zespół, dowodzony przez komandora Franka Larkena, tworzyły krążowniki Doris i Theseus, trzy monitory, cztery niszczyciele oraz okręt-baza wodnosamolotów Ben-my-Chree, którego lotnicy mieli korygować ogień. Drugi zespół, złożony z francuskiego krążownika Kléber, rosyjskiego krążownika Askold, czterech brytyjskich niszczycieli i czterech trawlerów, pod dowództwem komandora S. Iwanowa z Askolda, miał działać na zachód od Dedeagacz, aż po Porto Lagos. Brytyjczycy podejrzewali, że tam, w Dedeagacz i w ujściu Maricy są składy paliwa dla niemieckich okrętów podwodnych. Okręty miały szukać baterii nadbrzeżnych, oszczędzać statki neutralne i w miarę możliwości domy mieszkalne. De Robeck obserwował operację z jachtu Triad.
Ogień na port
Rano niszczyciele przeszukały wody przed miastem, ale nie znalazły min. Lotnicy zameldowali jednak, że widoczność jest za słaba, by kierować ogniem na odległy węzeł Bodoma, a monitory, spóźnione przez przeciwny wiatr, jeszcze nie dotarły. Uwagę skupiono więc na samym Dedeagacz. O 13.00 Doris i Theseus otworzyły ogień do koszar z odległości około 4,5 kilometra. Według brytyjskiego opisu każdy pocisk trafiał, setki żołnierzy uciekały w stronę wzgórz, a cały ciąg zabudowań wkrótce zamienił się w płonące ruiny. Potem okręty ostrzelały inne obiekty wojskowe, dworzec i długie szeregi wagonów nad morzem. Dwa niszczyciele podeszły blisko brzegu i podpaliły wiele wagonów, prawdopodobnie wypełnionych ropą. Pierwszy z monitorów, M16, zniszczył most kolejowy na wschód od miasta, a pozostałe dołączyły do ostrzału taboru, torów, portu, magazynów i statków. Niszczyciele podpaliły jeszcze hałdę węgla i skład paliwa. O 16.00 ogień przerwano. W tym czasie drugi zespół zniszczył magazyny w Porto Lagos i stacje sygnałowe na wybrzeżu. W nocy okręty pozorowały desant po obu stronach portu, ale i wtedy nikt im się nie przeciwstawił.
Brytyjska Admiralicja ogłosiła 23 października, że okręty wyrządziły poważne szkody w porcie, na stacji kolejowej i wśród statków, starając się strzelać wyłącznie do celów wojskowych. Francuskie Ministerstwo Marynarki podkreślało, że nie ostrzeliwano dzielnic mieszkalnych. Komunikat z Sofii twierdził z kolei, że okręty ostrzelały otwarte, nieufortyfikowane miasta: Porto Lagos, Makri i Dedeagacz, a cała akcja nie miała znaczenia wojskowego.
Bez wpływu na losy Serbii
Atak zaskoczył Bułgarów, ale nie powstrzymał ich ofensywy. Ich wysiłki skupiały się wtedy na Skopje, które zajęli następnego dnia. Dla rządu brytyjskiego był to kolejny powód, by nie iść w ślady generała Maurice’a Sarraila, który poprowadził francuskie dywizje z Salonik w głąb Macedonii na pomoc Serbom. Ostrzał wybrzeża pokazał, że flota może uderzać w Bułgarię bezkarnie, ale samymi okrętami nie dało się zmienić biegu wojny na lądzie.