TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek bitwy pod Flers-Courcelette

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
15 września 1916
Autor:
Natalia
Bitwa:
Bitwa pod Flers-Courcelette
Tagi:
czołgi, Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, Kanada, Nowa Zelandia

15 września 1916 roku o 6.20 rano brytyjska 4 Armia i prawe skrzydło Armii Rezerwowej uderzyły nad Sommą na froncie długości około dziesięciu kilometrów, od wąwozu pod Combles po drogę z Albert do Bapaume. Było to najsilniejsze natarcie brytyjskie od pierwszego dnia bitwy, 1 lipca, i pierwsze w historii, w którym wzięły udział czołgi. Kilkadziesiąt stalowych maszyn, o których istnieniu nie wiedziała większość brytyjskich żołnierzy, a tym bardziej Niemcy, wypełzło z porannej mgły przed nacierającą piechotą. Do wieczora Brytyjczycy zdobyli las High Wood, wsie Flers i Martinpuich, a Kanadyjczycy Courcelette. Przełamania, na które liczył generał Douglas Haig, nie było, ale żaden dzień od początku ofensywy nie przyniósł Brytyjczykom tyle ziemi. W pamięci zostało przede wszystkim jedno zdanie: o czołgu, który jedzie główną ulicą Flers, a za nim idą wiwatujący żołnierze.

Noc przed bitwą

Ostrzał przygotowawczy trwał już trzecią dobę. Według brytyjskiej historii oficjalnej artyleria 4 Armii wystrzeliła w ostatniej dobie przed natarciem prawie 289 tysięcy pocisków, trzy razy więcej niż w pierwszych dniach ostrzału, który zaczął się 12 września. Wieczorem 14 września bataliony szturmowe wyszły z biwaków i zajęły okopy wyjściowe. Większość zdążyła przespać kilka godzin, wydano gorący posiłek, gdzieniegdzie rum. Niektóre bataliony dopiero nad ranem dowiedziały się, o której mają ruszyć. Za frontem stało pięć dywizji kawalerii, które miały przejść przez wyłom na Bapaume, a ich długie kolumny, oglądane przez piechotę w drodze na front, wydawały się zapowiedzią zwycięstwa.

W tym czasie czołgi przejeżdżały ostatni odcinek drogi do punktów wyjściowych, od jednej do dwóch mil po polu zrytym lejami, w świetle zachodzącego księżyca, po trasach wytyczonych białymi taśmami. Załogi prawie nie spały od dwóch dób. Młodzi dowódcy czołgów musieli nauczyć się na pamięć tras, azymutów i godzin, bo map nie starczyło dla wszystkich, a stare okopy, dobrze widoczne na zdjęciach lotniczych, na ziemi trudno było rozpoznać. Nad niemieckimi okopami nisko latały samoloty, by warkotem silników zagłuszyć hałas gąsienic. Część maszyn utknęła w lejach, część zapadła się w stare schrony, inne się zepsuły. Z 42 czołgów przeznaczonych dla 4 Armii na miejsce dotarło według historii oficjalnej 30, a wszystkie sześć przydzielonych Kanadyjczykom.

Pierwsze czołgi w boju

Pierwszy czołg ruszył do walki jeszcze przed głównym natarciem. Około 5.15 wóz D1 kapitana Harolda Mortimore’a wyjechał spod lasu Delville, by razem z kompaniami batalionu z Yorkshire oczyścić niemiecki występ na wschód od lasu. Zastrzelił kilku Niemców, zanim pocisk zniszczył mu przekładnię kierowniczą. Uchodzi za pierwszy czołg, który wziął udział w bitwie.

Około 6.00, w mgle przed Ginchy, żołnierze bawarskiego 21 Pułku Piechoty zobaczyli trzy dziwne pojazdy, które zbliżały się do ich okopów. Według historii pułku z początku sądzono, że to wozy sanitarne, ale pojazdy przez kilka minut ostrzeliwały okop z karabinów maszynowych, a potem zawróciły. Wśród niemieckich żołnierzy od kilku dni krążyły pogłoski o jakimś brytyjskim „pancernym aucie”, ale prawie nikt nie wiedział, co to jest. Niektórzy, widząc dym z rury wydechowej, myśleli, że to gaz, i w biegu zakładali maski. Jeden z wziętych do niewoli Niemców powiedział po angielsku, że czołgi to „nie wojna, tylko cholerna rzeź”.

O 6.20 ogień artylerii przeszedł w ruchomą zaporę i z okopów wyszła piechota. Batalion z Otago Dywizji Nowozelandzkiej ruszył pół minuty przed czasem, idąc za przykładem londyńskiego batalionu na lewo od siebie, i wpadł we własną zaporę.

„Czołg na głównej ulicy Flers”

Najwięcej czołgów, dziesięć, przydzielono 41 Dywizji, która miała zdobyć Flers. Była to dywizja z Nowych Armii Kitchenera, od maja we Francji, w swojej pierwszej wielkiej bitwie. Jej bataliony wzięły pierwsze linie niemieckie w niespełna godzinę, a około 8.20, gdy ogień przeniósł się poza wieś, do Flers wjechał czołg. Brytyjska historia oficjalna pisze, że była to scena „bez precedensu w dziejach wojen”: czołg, strzelając, toczył się główną ulicą, a za nim szły wiwatujące grupy piechoty. Inne wozy jechały wzdłuż wschodniego skraju wsi i rozbijały domy, w których kryli się karabinierzy maszynowi. Historia oficjalna wskazuje jako czołg z głównej ulicy wóz D16, ale większość późniejszych opracowań mówi o czołgu D17 „Dinnaken” porucznika Stuarta Hastiego, który za ten dzień dostał Krzyż Wojskowy. Bawarczycy w większości uciekli w stronę Gueudecourt, a do dziesiątej opór we Flers ustał.

Nad wsią krążyły samoloty kontaktowe Royal Flying Corps, którego lotnicy latali tego dnia, jak pisze historia oficjalna, więcej godzin i stoczyli więcej walk niż w jakimkolwiek dniu od początku wojny. O 8.45 do dowództwa III Korpusu dotarł meldunek lotnika: „czołg widziany na głównej ulicy Flers posuwa się naprzód, a za nim wielu żołnierzy”. Przekazano go do XV Korpusu, a korespondenci wojenni, jak zauważa historia oficjalna, „wykorzystali go do maksimum”. W gazetach meldunek przybrał formę zdania, które obiegło cały świat: „Czołg idzie główną ulicą Flers, a za nim wiwatuje armia brytyjska”.

Rzeczywistość po zdobyciu wsi była mniej podniosła. W 41 Dywizji zostało niewielu oficerów, a wielu żołnierzy uznało, że ze zdobyciem Flers ich zadanie się skończyło. Pod coraz silniejszym ostrzałem niemieckiej artylerii zaczęli się małymi grupami cofać do okopów na południe od wsi. Dopiero po południu major Gwyn Thomas ze sztabu brygady i saper porucznik Carter zebrali, kogo się dało, obeszli Flers z obu stron i obsadzili linię za wsią, w chwili gdy wysunięte grupy, przekonane, że zostały same, zamierzały się wycofać. Z czterech czołgów, które pomogły zdobyć Flers, jeden spłonął pod Gueudecourt po pojedynku z niemiecką baterią, drugi został rozbity pociskami w okopach za wsią, trzeci, trafiony dwa razy, porzucono na wschodnim skraju Flers. Tylko jeden wrócił bez szwanku.

Na lewo od Flers Nowozelandczycy zdobyli do 6.50 niemiecką linię Switch Line, a później kolejne okopy. Gdy batalion strzelców utknął przed nieprzeciętymi zasiekami, około 10.30 nadjechały dwa czołgi, zmiażdżyły druty i rozprawiły się z karabinami maszynowymi. Do jedenastej Nowozelandczycy stali na trzecim celu na północny zachód od wsi.

Gwardia pod Ginchy

Zupełnie inaczej wyglądał ten dzień na prawym skrzydle. Dywizja Gwardii ruszyła spod ruin Ginchy, zdobytego sześć dni wcześniej, w stronę Lesbœufs. Z dziesięciu przydzielonych jej czołgów żaden jej nie pomógł: jedne nie dojechały, inne zgubiły kierunek. Gwardziści szli trzydzieści jardów za zaporą ogniową, gdy z prawej strony, z niezdobytej reduty zwanej Czworobokiem, ostrzelały ich karabiny maszynowe. Mimo ciężkich strat przebili się przez pierwszy okop. 2 i 3 Batalion Gwardii Coldstream poprowadził dalej podpułkownik John Campbell przy dźwiękach rogu myśliwskiego, za co dostał Krzyż Wiktorii. W pejzażu bez żadnych punktów orientacyjnych dowódcy pomylili jednak zdobyty okop z trzecim celem, który leżał jeszcze ponad kilometr dalej.

Około 16.30, w natarciu 3 Batalionu Grenadierów Gwardii pod Ginchy, kula w pierś trafiła porucznika Raymonda Asquitha, najstarszego syna premiera Herberta Henry’ego Asquitha. Według relacji jego żołnierzy zapalił papierosa, by ukryć, jak ciężko jest ranny, i nie przerywać natarcia. Zmarł, zanim doniesiono go do punktu opatrunkowego. Premier, który tydzień wcześniej odwiedził kwaterę Haiga we Francji, według biografów długo nie mógł się otrząsnąć po tej wiadomości. W tym samym natarciu ciężko ranny został inny oficer Grenadierów, Harold Macmillan, przyszły premier, który ponad dwanaście godzin przeleżał w leju, czytając według własnych wspomnień Ajschylosa.

Na prawo od Gwardii 6 Dywizja przez cały dzień bezskutecznie atakowała Czworobok, a 56 Dywizja zdobyła tylko część okopów nad wąwozem pod Combles. Jeden z jej czołgów, unieruchomiony pociskiem, przez pięć godzin odpierał ogniem karabinów maszynowych niemieckich grenadierów, zanim spłonął.

High Wood i Martinpuich

Na lewym skrzydle 47 Dywizja (londyńska) atakowała High Wood, las na szczycie grzbietu, o który Brytyjczycy walczyli od 14 lipca. Cztery czołgi, wysłane wbrew radom ich dowódców między pniaki i leje w środku lasu, ugrzęzły lub zostały zniszczone, a piechota padała w ogniu karabinów maszynowych. Dopiero około 11.40 brygadowa bateria moździerzy Stokesa wystrzeliła w kwadrans 750 pocisków i Bawarczycy zaczęli się poddawać. Około 13.00 High Wood było wreszcie w rękach brytyjskich. 15 Dywizja (szkocka) zajęła przed dziesiątą południowy skraj Martinpuich, a po południu Szkoci z batalionu Cameron Highlanders wyparli Niemców z reszty wsi.

Courcelette

Na lewym skrzydle całego natarcia, w Armii Rezerwowej, nacierał Korpus Kanadyjski. Noc była niespokojna, bo Niemcy dwa razy próbowali wyprzeć 4 Brygadę z jej okopów, ale o 6.20 2 Dywizja Kanadyjska ruszyła na czas i w kwadrans zdobyła pierwsze niemieckie okopy. Około 7.00 zajęła ruiny cukrowni przy drodze Albert–Bapaume, gdzie w głębokim schronie pod budynkami wzięto do niewoli dowódcę batalionu z oficerami. Sześć kanadyjskich czołgów nie nadążało za piechotą, ale, jak meldowano, sam ich widok dodawał otuchy.

Przed południem generał Julian Byng, dowódca korpusu, rozkazał zdobyć samą wieś. Rozkazy wyjaśniono dowódcom batalionów ustnie około pierwszej, bez czasu na rozpoznanie. O 18.15, w pełnym świetle dnia i bez okopów wyjściowych, 22 Batalion, złożony z francuskojęzycznych Kanadyjczyków z Quebecu, i 25 Batalion z Nowej Szkocji ruszyły za zaporą ogniową i po krótkiej walce na bagnety przeszły przez Courcelette. Po zmroku samolot kontaktowy zrzucił w sztabie dywizji mapę z zaznaczonymi kanadyjskimi flarami wzdłuż wschodniego i północnego skraju wsi. Niemcy z 45 Dywizji Rezerwowej kryli się jeszcze w piwnicach i schronach, a w nocy kontratakowali raz po raz. Dowódca 22 Batalionu, podpułkownik Thomas-Louis Tremblay, zapisał w dzienniku: „Jeśli piekło jest takie jak to, co widziałem pod Courcelette, nie życzyłbym go najgorszemu wrogowi”.

Wieczór

Około 15.00 generał Henry Rawlinson uznał, że natarcie straciło impet. Większość atakujących batalionów straciła po 300–400 ludzi, wielu dowódców batalionów zginęło lub zostało rannych, a meldunki z frontu przeczyły sobie nawzajem: jeszcze po 13.00 obserwator artylerii donosił, że Gwardia jest w Lesbœufs. Rawlinson wstrzymał dalsze ataki do następnego ranka. Kawaleria nie ruszyła z miejsca. Na prawo od Brytyjczyków francuska 6 Armia zaatakowała po południu Rancourt i Frégicourt, ale się nie przebiła. Zdobycz dnia była mimo to znaczna: według brytyjskiej historii oficjalnej trzecia pozycja niemiecka padła na odcinku około czterech kilometrów, a pod Flers Brytyjczycy posunęli się o ponad trzy kilometry. Morval, Lesbœufs i Gueudecourt, za którymi miała się otworzyć droga na Bapaume, wciąż jednak broniły się przed nimi.

Brytyjska opinia publiczna przyjęła wiadomości o czołgach z entuzjazmem. Gazety rozpisywały się o tajemniczych „lądowych pancernikach”, a meldunek z Flers stał się symbolem nadziei, że wojna okopowa znalazła wreszcie swoje rozwiązanie. Z 36 czołgów, które ruszyły do boju, w zdobywaniu umocnień pomogło według historii oficjalnej niespełna tuzin, ale Haig był zadowolony. Twórcy nowej broni, z podpułkownikiem Ernestem Swintonem na czele, uważali jednak, że tajemnicę zmarnowano zbyt małą liczbą maszyn, i ten spór miał trwać przez dziesięciolecia.