Początek piątej bitwy nad Isonzo
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front włoski
- Data:
- 11 marca 1916
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Piąta bitwa nad Isonzo
- Tagi:
- Włochy, Austro-Węgry, Luigi Cadorna, wojna pozycyjna
11 marca 1916 roku włoska artyleria otworzyła silny ogień wszystkich kalibrów na pozycje austro-węgierskiej 5 Armii nad Soczą, od przedmościa Gorycji po wybrzeże pod Monfalcone. Tym ostrzałem zaczęła się piąta bitwa nad Isonzo, pierwsza włoska ofensywa 1916 roku. Generał Luigi Cadorna prowadził ją bez przekonania. Nie chodziło mu o przełamanie frontu, lecz o spełnienie zobowiązania wobec Francji, która od trzech tygodni odpierała niemieckie natarcie pod Verdun.
Data
Brytyjska chronologia wojny podaje, że piąta bitwa nad Isonzo zaczęła się 15 lutego 1916 roku. To pomyłka. W lutym nad Soczą trwała zimowa wojna pozycyjna: pojedynki artyleryjskie, nocne potyczki patroli, walki na granaty i miny w miejscach, gdzie okopy obu stron leżały najbliżej siebie. Austriacka historia oficjalna odnotowuje w połowie lutego tylko nieudany atak kilku włoskich kompanii pod San Martino del Carso 13 lutego. Sama bitwa zaczęła się w marcu, choć jej daty różnie się podaje. Włoskie wojsko liczy ją od 9 do 15 marca, bo według planu ofensywę miały poprzedzić drobne ataki pozorujące. Austriacka historia oficjalna, a za nią wiele opracowań, przyjmuje za początek 11 marca, gdy ogień otworzyła cała włoska artyleria.
Dlaczego w marcu
Na drugiej konferencji w Chantilly w grudniu 1915 roku sojusznicy obiecali sobie jednoczesne ofensywy na wszystkich frontach i pomoc dla tego, kto zostanie zaatakowany. Włosi szykowali wielkie natarcie dopiero na lato, ale niemieckie uderzenie pod Verdun zmieniło plany. Gdy w pierwszej dekadzie marca Niemcy rozszerzyli natarcie na lewy brzeg Mozy, francuskie dowództwo poprosiło o pomoc. Rozkaz włoskiego naczelnego dowództwa tłumaczył, że zobowiązania sojusznicze wymagają, by z największą energią związać stojące naprzeciw siły wroga i nie pozwolić na ich przerzucenie na inne fronty.
Cadorna miał też własne powody do ostrożności. Wiedział o koncentracji wojsk austro-węgierskich w południowym Tyrolu, a w górach leżał głęboki śnieg i od końca lutego padały ulewne deszcze. Nie przygotował więc jednego planu. Dowódcom 2 i 3 Armii kazał samym wybrać cele, przypominając tylko, że pozostają nimi Gorycja i Tolmin. Ciężar walki przypadł 3 Armii księcia Aosty, która miała atakować Podgorę pod Gorycją, Monte San Michele i San Martino na płaskowyżu Kras oraz okopy pod Selz.
Pierwszy dzień
Ogień spadł nie tylko na okopy, lecz także na drogi, którymi do linii frontu podchodziły zmiany i zaopatrzenie. Mimo złej widoczności włoskie baterie strzelały przez całą noc i następny dzień, a małe oddziały szturmowe podpełzały pod austriackie zasieki, by je przeciąć. Piechota nie ruszyła jednak do natarcia. Większe ataki, zawsze na wąskich odcinkach, przyszły dopiero 13 marca.
Włosi nie wiedzieli, że austro-węgierskie naczelne dowództwo właśnie osłabia ten front. Od 12 marca znad Soczy zaczęły odjeżdżać dywizje III Korpusu, wybrane przez generała Franza Conrada von Hötzendorfa do wiosennej ofensywy z Tyrolu. Generał Svetozar Boroević miał w połowie marca według austriackiej historii oficjalnej już tylko około 100 batalionów, w większości z pospolitego ruszenia, i 467 dział zamiast 693. Mimo to w ciągu kilku dni odparł wszystkie włoskie natarcia, a zła pogoda szybko zakończyła ofensywę. Obie strony straciły w niej po około 2 tysiące ludzi.