Rząd belgijski w Brukseli
- Kategoria:
- Polityka
- Data:
- 21 listopada 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Belgia, Albert I, okupacja niemiecka
21 listopada 1918 roku w Belgii objął urząd nowy rząd jedności narodowej, na którego czele stanął katolik Léon Delacroix. Zastąpił gabinet Gérarda Cooremana, który przez ostatnie miesiące wojny urzędował na wygnaniu, najpierw w Sainte-Adresse pod Hawrem, a od października w wyzwolonej Brugii. Brytyjska chronologia wojny notuje pod tym dniem powrót belgijskiego rządu do Brukseli, którą Niemcy zajęli 20 sierpnia 1914 roku. Odnotowuje też, że Delacroix jako pierwszy szef belgijskiego rządu nosił oficjalnie tytuł premiera. Jego poprzednicy, Charles de Broqueville i Cooreman, przewodniczyli radzie ministrów bez takiego tytułu.
Rozmowy w Loppem
Nowy rząd powstał w niezwykłych okolicznościach. Od 24 października król Albert I mieszkał w zamku rodziny van Caloen w Loppem pod Brugią, a ministrowie zajęli hotel w mieście. 11 listopada po południu przyjechali tam z okupowanej jeszcze Brukseli liberalny poseł Paul-Émile Janson, socjalista Edward Anseele, pełniący obowiązki burmistrza Gandawy, i hiszpański wysłannik Pedro Saura. Przyjechali z inicjatywy Émile’a Francquiego, przewodniczący Komitetu Narodowego Pomocy i Żywności, który w czasie okupacji żywił kraj. Przywieźli niepokojące wieści. W Brukseli zbuntowani żołnierze niemieccy wywiesili czerwoną flagę, utworzyli radę żołnierską i wzywali ludność do rewolucji. Według listu ministra Aloysa Van de Vyvere’a, spisanego jeszcze w listopadzie, socjalistyczny poseł Joseph Wauters musiał w Domu Ludu przez dwie godziny przekonywać robotników, by nie ogłaszali republiki, i obiecał im w zamian powszechne prawo wyborcze od 21 roku życia.
Wieczorem 13 listopada, po rozmowie z królem, Cooreman złożył w Loppem dymisję swojego gabinetu. Rano tego dnia rada ministrów uzgodniła jeszcze, że rząd wróci z królem do Brukseli, zda sprawę parlamentowi z czterech lat polityki wojennej i dopiero potem ustąpi. Katoliccy koledzy Cooremana mieli mu za złe, że poszedł na rękę monarsze bez ich wiedzy. Od 14 do 20 listopada król przyjął w Loppem około dwudziestu polityków. Socjaliści i liberałowie mówili jednym głosem. Do rządu chcieli wejść tylko pod warunkiem, że najbliższe wybory odbędą się według zasady „jeden człowiek, jeden głos”, bez dotychczasowego głosowania wielokrotnego, dla wszystkich mężczyzn od 21 roku życia. Miało to nastąpić od razu, bez długiej procedury zmiany konstytucji. Katolicy, którzy chcieli dać głos także kobietom, musieli się zadowolić prawem wyborczym dla wdów wojennych, matek poległych żołnierzy i kobiet więzionych za opór wobec okupanta. Rozmawiano też o uznaniu związków zawodowych i o nauczaniu po niderlandzku na uniwersytecie w Gandawie.
Gabinet trzech partii
Delacroix był adwokatem przy Sądzie Kasacyjnym i radnym Ixelles. W polityce krajowej był nowicjuszem, a w czasie okupacji pracował z Francquim w Komitecie Narodowym. Według belgijskich historyków to Francqui podsunął królowi jego kandydaturę jako umiarkowanego „nowego człowieka”, gotowego przeprowadzić reformy. Nowy premier objął też ministerstwo finansów. W rządzie zasiadło sześciu katolików, trzech liberałów i trzech socjalistów. Ministrem spraw zagranicznych pozostał liberał Paul Hymans, Broqueville objął sprawy wewnętrzne, socjalista Émile Vandervelde ministerstwo sprawiedliwości, Anseele roboty publiczne, a Wauters przemysł, pracę i aprowizację. Katolik Henri Jaspar dostał sprawy gospodarcze, a Jules Renkin koleje, pocztę i telegraf. Był to przełom: katolicy, którzy przed wojną od 1884 roku rządzili sami, a w parlamencie wciąż mieli bezwzględną większość, oddali liberałom i socjalistom połowę tek, a socjaliści na dobre weszli do grona partii rządzących.
Tego samego dnia zmienił się minister wojny. Generał porucznik Armand de Ceuninck, który kierował resortem od sierpnia 1917 roku i urzędował nie w Hawrze, lecz przy armii pod Veurne, ustąpił miejsca cywilowi, liberalnemu adwokatowi z Mons Fulgence’owi Massonowi. Masson w czasie okupacji protestował przeciw deportacjom Belgów do Niemiec, a w 1918 roku sam został wywieziony do niemieckiego więzienia, z którego wyszedł dopiero w listopadzie. Belgijskie zestawienia podają 21 listopada jako początek jego urzędowania, choć według niektórych biografii objął resort 24 listopada.
Co dalej
Następnego dnia, 22 listopada, król Albert wjechał uroczyście do Brukseli na czele swoich wojsk, a w parlamencie zapowiedział w mowie tronowej równe prawo wyborcze dla wszystkich mężczyzn. Konserwatywni katolicy uznali później, że król pod presją socjalistów przekroczył swoje konstytucyjne uprawnienia, i mówili o „zamachu stanu w Loppem”. W 1930 roku Albert I musiał w liście opublikowanym w prasie zapewnić, że decyzje z listopada 1918 roku podjął w pełni swobodnie.