TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Strajk styczniowy w Niemczech

Kategoria:
Społeczeństwo
Data:
28 stycznia 1918
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Niemcy, Socjaldemokratyczna Partia Niemiec, inicjatywy pokojowe, gospodarka

Rankiem w poniedziałek 28 stycznia 1918 roku tokarze berlińskich fabryk dali sygnał do strajku, uderzając młotkami w butle z tlenem do spawania. W ciągu kilku godzin stanął cały przemysł zbrojeniowy stolicy. Po południu w berlińskim domu związków zawodowych zebrało się 414 delegatów, reprezentujących około 400 tysięcy strajkujących. Był to pierwszy od początku wojny polityczny strajk masowy w Niemczech. Według Niemieckiego Muzeum Historycznego w całej Rzeszy przyłączyło się do niego około miliona ludzi, a ich hasłem było „Pokój i chleb!”.

Strajk przygotowali tak zwani rewolucyjni mężowie zaufania, sieć działaczy berlińskiego związku metalowców z tokarzem Richardem Müllerem na czele, związanych przeważnie z Niezależną Socjaldemokratyczną Partią Niemiec. Już w kwietniu 1917 roku zorganizowali w stolicy wielki strajk przeciw obcięciu racji chleba. Datę 28 stycznia trzymali w tajemnicy, ale kilka dni wcześniej ujawniła ją ulotka Związku Spartakusa, wzywająca do strajku bezterminowego i opisująca wielki strajk w Wiedniu i innych miastach Austro-Węgier. Do głodu trzeciej wojennej zimy dochodziło rozczarowanie rokowaniami w Brześciu, gdzie generał Max Hoffmann rozłożył przed Trockim mapę z niemieckimi żądaniami terytorialnymi. Już 25 stycznia zastrajkowali robotnicy warsztatu torpedowego w Kilonii, a za nimi większość tamtejszych zakładów. Według admirała Gustava Bachmanna strajkowało tam 60–70 tysięcy ludzi.

Zgromadzenie delegatów, któremu przewodniczył Müller, jednogłośnie uchwaliło żądania. Pierwszym był szybki pokój bez aneksji i odszkodowań, z udziałem przedstawicieli robotników wszystkich krajów w rokowaniach. Dalej szły lepsze zaopatrzenie w żywność, zniesienie stanu oblężenia, przywrócenie wolności prasy i zgromadzeń, koniec wojskowej ingerencji w sprawy związków zawodowych i gruntowna demokratyzacja państwa. Na początek strajkujący żądali powszechnego, równego prawa wyborczego, także dla kobiet, do pruskiego sejmu. Trójklasowe prawo wyborcze w Prusach, największym państwie Rzeszy, było jedną z głównych podpór starego porządku. Delegaci wybrali jedenastoosobowy komitet akcji, złożony prawie wyłącznie z mężów zaufania, i zaprosili do niego po trzech przedstawicieli obu partii socjaldemokratycznych. Niezależni przysłali Hugona Haasego, Georga Ledeboura i Wilhelma Dittmanna. Zaproszenie Socjaldemokratycznej Partii Niemiec, która popierała wojnę, przeszło dopiero po interwencji Müllera, większością dwóch głosów. Weszli z jej ramienia do komitetu Friedrich Ebert, Philipp Scheidemann i Otto Braun. W 1924 roku Ebert zeznał przed sądem, że wszedł do kierownictwa strajku tylko po to, by go uspokoić i jak najszybciej zakończyć.

Strajk objął Hamburg, Monachium, gdzie strajk w zakładach amunicyjnych zorganizował przywódca bawarskich niezależnych Kurt Eisner, Zagłębie Ruhry i wiele innych ośrodków. Rząd kanclerza Georga von Hertlinga nie zamierzał rozmawiać z robotnikami. Już następnego dnia wojskowe dowództwo Marchii zakazało komitetów strajkowych, a sekretarz stanu spraw wewnętrznych Max Wallraf zgodził się przyjąć tylko posłów Haasego i Scheidemanna, ale nie Müllera i jego towarzysza. 30 stycznia zawieszono socjaldemokratyczny dziennik „Vorwärts”. 31 stycznia w Berlinie ogłoszono zaostrzony stan oblężenia, wiece rozpędzała policja, Dittmanna aresztowano, a największe fabryki oddano pod zarząd wojskowy. Strajkującym wyznaczono termin powrotu do pracy do 4 lutego pod groźbą aresztowania lub wcielenia do wojska. 3 lutego komitet akcji odwołał strajk. Żadnego z żądań nie spełniono, a wielu robotników, w tym samego Müllera, wysłano na front.

Strajk styczniowy pokazał, jak bardzo Niemcy byli zmęczeni wojną, i był próbą generalną ruchu rad robotniczych, który w listopadzie 1918 roku miał odegrać główną rolę w rewolucji. Wiele rad, które powstawały wtedy w całych Niemczech, wzorowało się na komitecie z 28 stycznia. Udział Eberta i Scheidemanna w kierownictwie miał też długie następstwa. Prawica oskarżała potem socjaldemokratów, że w decydującym roku wojny wbili walczącej armii nóż w plecy.