TheGreatWar.pl
← Oś czasu

USA żądają odwołania Boy-Eda i Papena

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
4 grudnia 1915
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Stany Zjednoczone, Niemcy, neutralność, wywiad

4 grudnia 1915 roku sekretarz stanu USA Robert Lansing wysłał ambasadorowi Niemiec w Waszyngtonie, hrabiemu Johannowi Heinrichowi von Bernstorffowi, notę z żądaniem natychmiastowego odwołania dwóch członków ambasady: attaché morskiego Karla Boy-Eda i attaché wojskowego kapitana Franza von Papena. Nota potwierdzała na piśmie to, co Lansing powiedział Bernstorffowi ustnie już 1 grudnia. Brytyjska chronologia wojny notuje żądanie pod 4 grudnia, ale Departament Stanu ogłosił je publicznie dzień wcześniej, a 4 grudnia sprawa trafiła na pierwsze strony amerykańskich gazet. Trzy miesiące wcześniej Waszyngton zażądał odwołania ambasadora Austro-Węgier Konstantina Dumby, teraz po raz pierwszy uderzył w niemiecką placówkę.

Kim byli attaché

Boy-Ed pracował w Waszyngtonie od 1913 roku. Do jego obowiązków należało zbieranie informacji o flotach państw Ameryki Północnej, a po wybuchu wojny także zaopatrywanie niemieckich krążowników na Atlantyku. Papen, oficer pruskiego sztabu generalnego, był attaché wojskowym w Stanach Zjednoczonych i Meksyku. Obaj kierowali z Nowego Jorku siecią ludzi, którzy kupowali broń i surowce, werbowali rezerwistów i, jak się później okazało, przygotowywali akty sabotażu wymierzone w dostawy amunicji dla aliantów. Według późniejszych opracowań brytyjski wywiad śledził ich działalność i dzielił się informacjami z Amerykanami.

Przez 1915 rok nazwiska attaché wypływały w kolejnych sprawach. Na początku roku przed sądem stanęli ludzie, którzy zdobywali fałszywe amerykańskie paszporty dla niemieckich rezerwistów i agentów. Latem brytyjskie władze w Falmouth zabrały amerykańskiemu dziennikarzowi Jamesowi Archibaldowi pocztę ambasad państw centralnych, a wśród niej list Papena do żony o „idiotycznych Jankesach”. Jesienią przed sądem federalnym w Nowym Jorku stanął dyrektor nowojorskiego przedstawicielstwa towarzystwa żeglugowego HAPAG Karl Buenz z kilkoma współpracownikami. Oskarżono ich, że na podstawie fałszywych dokumentów wysyłali z amerykańskich portów statki z zaopatrzeniem dla niemieckich okrętów wojennych. W pierwszych dniach grudnia zapadł wyrok skazujący, a kary sięgnęły półtora roku więzienia. Za zaopatrywanie krążowników odpowiadał właśnie attaché morski.

Bez podawania powodów

Lansing przyjął Bernstorffa 1 grudnia rano. Oświadczył mu, że prezydent Woodrow Wilson uznał obu oficerów za osoby niepożądane z powodu ich działalności wojskowej i morskiej. Ambasador zapytał, czy zarzuty dotyczą także jego. Lansing stanowczo zaprzeczył i dodał, że to nie jest sprawa polityczna, w którą byłaby wplątana ambasada jako taka. Bernstorff tego samego dnia przekazał wiadomość do Berlina, a Lansinga prosił, by ogłaszając żądanie, wyraźnie zaznaczył, że ambasador nie jest w nie zamieszany. W przeciwnym razie, pisał, ataki wrogów Niemiec na jego osobę nie ustaną i uniemożliwią mu pracę. Lansing obiecał też postarać się u aliantów o bezpieczny przejazd obu attaché do Niemiec.

Nota z 4 grudnia była krótka. Stwierdzała, że do rządu USA dotarły fakty i okoliczności łączące obu oficerów z „nielegalnymi i wątpliwymi działaniami pewnych osób w Stanach Zjednoczonych”, wobec czego prezydent doszedł do przekonania, że ich dalsza obecność w ambasadzie nie służy już celom ich misji. Boy-Ed i Papen nie byli już do przyjęcia dla rządu Stanów Zjednoczonych, a Berlin miał ich natychmiast odwołać. Rząd USA wyrażał głębokie ubolewanie, ale podkreślał, że nie ma innego wyjścia. Szczegółów nie podano. Gdy Boy-Ed, który tego dnia przyjechał do Waszyngtonu, poprosił o rozmowę, by poznać powody, Lansing odmówił. Odpisał Bernstorffowi, że może o sprawie rozmawiać tylko z nim, a decyzję podjęto po długim i starannym namyśle.

Żądanie nie zrywało stosunków z Niemcami, ale pokazywało, że cierpliwość Waszyngtonu się kończy. Spór o zatopienie Lusitanii wciąż nie był rozstrzygnięty, Departament Stanu szykował ostrą notę do Wiednia w sprawie zatopienia Ancony, a amerykańska opinia publiczna coraz częściej łączyła pożary i wybuchy w fabrykach i portach z niemieckimi agentami. Berlin nie odpowiedział od razu. Zanim odwołał attaché, zażądał wyjaśnień, jakie fakty skłoniły Amerykanów do tego kroku.