Walki bożonarodzeniowe w Berlinie
- Kategoria:
- Polityka
- Data:
- 24 grudnia 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
24 grudnia 1918 roku, w Wigilię, krótko przed ósmą rano oddziały wojsk rządowych otworzyły ogień z dział i karabinów maszynowych do zamku w centrum Berlina i do sąsiedniego gmachu stajni dworskich (Neuer Marstall). Kwaterowała w nich Ludowa Dywizja Marynarki (Volksmarinedivision), rewolucyjna formacja marynarzy, która dzień wcześniej uwięziła komendanta miasta i otoczyła siedzibę rządu. Po kilku godzinach walki wojsko, otoczone przez tłum cywilów i uzbrojonych robotników, wycofało się. Walki bożonarodzeniowe (Weihnachtskämpfe) były pierwszym krwawym starciem rewolucji w stolicy. Zakończyły się upokorzeniem rządu i rozpadem koalicji obu partii socjalistycznych.
Marynarze w zamku
Ludowa Dywizja Marynarki powstała 11 listopada z marynarzy, którzy przyjechali do Berlina po buncie w Kilonii, i z marynarzy stacjonujących w stolicy. W szczytowym okresie liczyła ponad 3 tysiące ludzi. Miała strzec dzielnicy rządowej i uchodziła za elitę rewolucji, choć politycznie była niejednolita. Od połowy listopada jej sztab mieścił się w opuszczonym pałacu Hohenzollernów, a żołnierze w Marstallu. Socjaldemokratyczny komendant Berlina Otto Wels uważał ją za coraz bardziej kłopotliwą. 12 grudnia pruski minister finansów oskarżył marynarzy o rozkradanie skarbów zamku. Rada Pełnomocników Ludowych postanowiła przyjąć najpewniejszych marynarzy do nowej republikańskiej straży, a resztę zwolnić z odprawą. Dywizja miała opuścić zamek i zmniejszyć się do 600 ludzi. Marynarze odmówili. 17 grudnia ich delegacja wtargnęła na salę zjazdu rad, domagając się demokratyzacji wojska. Aby zmusić ich do ustępstw, Wels wstrzymał im żołd, co tuż przed świętami było dotkliwym środkiem nacisku.
Napięcie w rządzie rosło. Trzej socjaldemokraci większościowi z Friedrichem Ebertem na czele nie zamierzali wprowadzać uchwalonych przez zjazd punktów hamburskich, które odbierały oficerom władzę nad żołnierzami. Trzej niezależni socjaliści z Hugonem Haasem zarzucali im zmowę z generałami. Ebert od 10 listopada porozumiewał się bowiem z kwatermistrzem generalnym Wilhelmem Groenerem: armia uznała nowy rząd, a ten obiecał pomoc w utrzymaniu porządku. Między 10 a 15 grudnia naczelne dowództwo wprowadziło do Berlina dziesięć dywizji frontowych pod dowództwem generała Arnolda Lequisa, które miały przywrócić porządek i rozbroić stolicę. Żołnierze, którzy chcieli tylko wrócić do domów, szybko się jednak rozeszli.
23 grudnia
21 grudnia rząd polecił komendanturze miasta odebrać marynarzom klucze do zamku w zamian za zaległy żołd, według niemieckich opracowań 80 tysięcy marek. 23 grudnia przywódcy dywizji, wśród nich porucznik Heinrich Dorrenbach, oddali klucze nie Welsowi, lecz niezależnemu socjaliście Emilowi Barthowi z Rady Pełnomocników. Wels odmówił wypłaty pieniędzy bez polecenia Eberta, a Ebert nie chciał przyjąć marynarzy. Wtedy ich oddział zamknął wszystkie wejścia do kancelarii Rzeszy, zajął centralę telefoniczną i przeciął linie. Członkowie rządu znaleźli się w areszcie domowym.
Inna grupa marynarzy poszła do komendantury przy Unter den Linden. Przed budynkiem doszło do strzelaniny ze strażą, w której zginął co najmniej jeden marynarz (według części relacji trzech). Strzały słyszano w pobliskiej operze, z której uciekła publiczność. Marynarze uprowadzili Welsa i dwóch jego oficerów do Marstallu, gdzie ich pobito. Ebert połączył się tymczasem tajną linią, której marynarze nie kontrolowali, z naczelnym dowództwem w Kassel. Major Kurt von Schleicher obiecał wysłać wierne oddziały z okolic stolicy, a Groener namawiał do zdecydowanego działania. Z Poczdamu i Babelsbergu ruszyły resztki wojsk Lequisa, według różnych źródeł od 800 do 1200 żołnierzy z artylerią polową.
Wieczorem obie strony stanęły naprzeciw siebie przy kancelarii. Ebert obiecał rozwiązać sprawę następnego dnia decyzją rządu i oddziały się rozeszły: marynarze do Marstallu, wojsko do Tiergarten. Niezależni socjaliści opuścili kancelarię, nie wiedząc o wezwaniu wojska. Około drugiej w nocy, przekonany, że życie Welsa jest zagrożone, Ebert wydał rozkaz ataku. Trzej socjaldemokratyczni członkowie rządu, bez porozumienia z partnerami z USPD, polecili ministrowi wojny Heinrichowi Scheuchowi „uczynić, co konieczne”, by uwolnić komendanta. Niemiecki historyk Ulrich Kluge nazwał to pełnomocnictwem in blanco dla wojska. Według Scheidemanna Wels zjawił się jednak w kancelarii już około trzeciej, kilka godzin przed natarciem.
Wigilia przy zamku
Ostrzał zaczął się przed ósmą. W ciągu pierwszej godziny w zamek i Marstall trafiło około 60 pocisków, które poważnie uszkodziły budynki, ale nie złamały obrońców. Między dziewiątą a dziesiątą zebrały się tłumy nieuzbrojonych berlińczyków, w tym kobiety i dzieci, wzywających żołnierzy do przerwania walki. Około dziesiątej ogłoszono przerwę, by odprowadzić cywilów. Gdy o 10.30 walka rozgorzała na nowo, do marynarzy przyłączyła się straż bezpieczeństwa, podległa szefowi berlińskiej policji Emilowi Eichhornowi z USPD, a także uzbrojeni robotnicy. Część żołnierzy rządowych przeszła na drugą stronę albo porzuciła szeregi. Około południa wojsko zgodziło się odejść. Ebert kazał przerwać walkę.
Obie strony zabrały swoich zabitych i rannych, więc niezależnych danych o stratach brak. Według najczęściej przytaczanych relacji zginęło 56 żołnierzy rządowych i 11 marynarzy, a także cywile. Generałowie tłumaczyli porażkę tym, że nie chcieli strzelać do kobiet i dzieci. Współcześni historycy, jak Irlandczyk Mark Jones, wskazują także na złe zaplanowanie ataku i zbyt małe siły, które miały raczej zademonstrować potęgę niż stoczyć bitwę.
Skutki
Rząd musiał spełnić żądania marynarzy. Dywizja dostała zaległy żołd i weszła w całości do republikańskiej straży, a jej zmniejszenie odłożono. Wels musiał ustąpić ze stanowiska komendanta. Gdy chowano poległych marynarzy, na pogrzeb przyszły tysiące ludzi z transparentami: „Oskarżamy o mord na marynarzach Eberta, Landsberga i Scheidemanna”. Liebknecht pisał o „krwawych świętach Eberta”.
Niezależni socjaliści zażądali wyjaśnień. Wspólne posiedzenie rządu i Rady Centralnej, w której zasiadali wyłącznie socjaldemokraci większościowi, poparło jednak postępowanie Eberta. W nocy z 28 na 29 grudnia trzej członkowie USPD wystąpili z Rady Pełnomocników Ludowych, a ich miejsca zajęli socjaldemokraci, między innymi Gustav Noske, który objął sprawy wojska i marynarki. Klęska regularnego wojska przekonała rząd i dowództwo, że nie można polegać na rozprzężonej armii z poboru. Noske coraz bardziej opierał się na ochotniczych oddziałach Freikorpsu. Gdy na początku stycznia rząd pruski zwolnił Eichhorna, w Berlinie wybuchło powstanie, które te oddziały krwawo stłumiły.