TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Wilson prosi Kongres o wypowiedzenie wojny

Kategoria:
Polityka
Data:
2 kwietnia 1917
Autor:
Natalia
Tagi:
Stany Zjednoczone, Woodrow Wilson, Niemcy, okręty podwodne

2 kwietnia 1917 roku wieczorem prezydent Woodrow Wilson stanął przed połączonymi izbami Kongresu i poprosił, by uznały postępowanie rządu niemieckiego za „nic innego jak wojnę” przeciw rządowi i narodowi Stanów Zjednoczonych. Na tę chwilę czekano w Waszyngtonie od dwóch tygodni, odkąd prezydent zwołał Kongres na sesję nadzwyczajną. Orędzie trwało 36 minut i zawierało zdanie, które przeszło do historii: „Świat musi stać się bezpieczny dla demokracji”.

Dzień w Kapitolu

Kongres nowej kadencji zebrał się w południe. Najpierw trzeba było zorganizować Izbę Reprezentantów, w której demokraci i republikanie mieli niemal po równo mandatów. Przewodniczącym izby po raz kolejny wybrano demokratę Champa Clarka, który dostał 217 głosów wobec 205 dla republikanina Jamesa Manna. Gdy przy odczytywaniu listy obecności padło nazwisko Jeannette Rankin z Montany, pierwszej kobiety wybranej do Kongresu, obie strony sali zgotowały jej owację. Około piątej po południu izba była gotowa do pracy i ogłosiła przerwę do wpół do dziewiątej.

Wilson przyjechał na Kapitol wieczorem pod eskortą szwadronu kawalerii. Sala Izby Reprezentantów wyglądała tego wieczoru inaczej niż zwykle. Przed mównicą zasiedli sędziowie Sądu Najwyższego, z boku korpus dyplomatyczny we frakach. Senatorowie weszli za wiceprezydentem Thomasem Marshallem, prawie każdy z małą amerykańską flagą w ręku lub w klapie. Według relacji „New York Timesa” flag nie mieli tylko nieliczni, wśród nich senatorowie Robert La Follette z Wisconsin i James Vardaman z Missisipi. Prezydenta powitano owacją, jakiej Kongres nigdy mu wcześniej nie zgotował. Przez dwie minuty nie mógł zacząć mówić.

Co powiedział prezydent

Wilson czytał z kartek, prawie nie podnosząc wzroku. Przypomniał, że 3 lutego zawiadomił Kongres o niemieckiej zapowiedzi zatapiania bez ostrzeżenia wszystkich statków w strefach wokół Wielkiej Brytanii, Francji i na Morzu Śródziemnym. Mówił, że okręty podwodne posyłają na dno statki każdego rodzaju, także neutralne, szpitalne i te, które wiozły pomoc dla Belgii. Niemiecka wojna podwodna przeciw handlowi to według niego „wojna przeciw ludzkości”. Prezydent zastrzegł, że nie myśli o stratach materialnych, tylko o życiu ludzi, bo „za mienie można zapłacić, za życie spokojnych i niewinnych ludzi – nie”.

Potem przyznał, że jego lutowy plan się nie sprawdził. Zbrojna neutralność okazała się niewykonalna. Okręt podwodny trzeba zniszczyć, zanim zdradzi swoje zamiary, a Niemcy zapowiadali, że uzbrojonych strażników na amerykańskich statkach będą traktować jak piratów. Taka neutralność, mówił Wilson, „najpewniej wciągnie nas do wojny bez praw i bez skuteczności, jakie mają strony walczące”. Dlatego radził Kongresowi uznać, że Niemcy prowadzą już wojnę ze Stanami Zjednoczonymi, formalnie przyjąć narzucony status strony wojującej i użyć wszystkich sił kraju, by zmusić Rzeszę do ustępstw i zakończyć wojnę.

Wymienił też, co to oznacza w praktyce: jak najściślejszą współpracę z państwami walczącymi z Niemcami, hojne kredyty dla nich, mobilizację gospodarki, wyposażenie floty przede wszystkim w środki do walki z okrętami podwodnymi oraz powiększenie armii o co najmniej 500 tysięcy ludzi, wybieranych „na zasadzie powszechnego obowiązku służby”, a w razie potrzeby o kolejne kontyngenty tej samej wielkości. Wojna miała być w miarę możliwości finansowana z podatków, a nie wyłącznie z pożyczek, by nie wywołać inflacji.

Najwięcej miejsca poświęcił jednak celom. „Nie mamy sporu z narodem niemieckim” – zapewniał. Winę zrzucał na rząd, który zaczął wojnę, nie pytając poddanych o zdanie, i od początku wojny nasyłał na Amerykę szpiegów oraz spiskowców. Dowodem jego wrogich zamiarów była notka do niemieckiego posła w Meksyku, czyli telegram Zimmermanna. Trwały pokój mogło według Wilsona zapewnić tylko porozumienie narodów demokratycznych, „liga honoru”, a jej godnym partnerem stała się Rosja, w której kilka tygodni wcześniej obalono samodzierżawie. Wtedy padły najsłynniejsze słowa: „Świat musi stać się bezpieczny dla demokracji. (…) Nie mamy samolubnych celów. Nie pragniemy podbojów ani panowania. Nie szukamy dla siebie odszkodowań”.

Prezydent celowo nie wspomniał o sojusznikach Niemiec. Przypomniał tylko, że ponieważ Austro-Węgry poparły nieograniczoną wojnę podwodną, Waszyngton nie mógł przyjąć nowego ambasadora hrabiego Adama Tarnowskiego, ale Wiedeń nie walczył dotąd z Amerykanami na morzu i sprawę stosunków z nim prezydent odłożył. Zapewnił też, że miliony Amerykanów niemieckiego pochodzenia pozostaną lojalnymi obywatelami, a nielicznych nielojalnych spotka „twarda ręka surowych represji”. Zakończył słowami, że prawo jest cenniejsze niż pokój, i zdaniem, w którym zwykle widzi się nawiązanie do słów Marcina Lutra: Ameryka, „jeśli Bóg jej pomoże, nie może postąpić inaczej”.

Owacja i milczenie

Wilson skończył o 21:11. Sala wstała. Sędziowie, dyplomaci, kongresmeni i senatorowie bili brawo i machali flagami. Reporter „New York Timesa” zauważył, że La Follette stał bez ruchu z rękami skrzyżowanymi wysoko na piersi, tak by nikt nie miał wątpliwości co do jego stanowiska. Senator z Wisconsin już w marcu stał na czele grupy, która obstrukcją zablokowała ustawę o uzbrojeniu statków.

Zaraz po wyjściu prezydenta obie izby zebrały się osobno. W Senacie demokrata Thomas Martin, a w Izbie Reprezentantów przewodniczący komisji spraw zagranicznych Henry Flood, obaj z Wirginii, wnieśli projekt wspólnej rezolucji stwierdzającej, że stan wojny z Niemcami, „który został narzucony Stanom Zjednoczonym”, zostaje formalnie ogłoszony, i upoważniającej prezydenta do użycia całej armii i floty. Projekty skierowano do komisji, które miały zebrać się następnego dnia rano. Jeszcze tego wieczoru Departament Stanu rozesłał streszczenie orędzia do wszystkich placówek dyplomatycznych na świecie.

Tego samego dnia do Waszyngtonu dotarła wiadomość, że w nocy z 1 na 2 kwietnia u wybrzeży Bretanii, w pobliżu wyspy Ouessant, zatonął amerykański parowiec Aztec. Był pierwszym uzbrojonym amerykańskim statkiem handlowym, który zatonął: miał na pokładzie działa i strażników z marynarki wojennej. Po wybuchu, którego przyczyny załoga nie zdołała ustalić, statek szybko szedł na dno w ciemnościach i szkwałach. Francuski patrolowiec uratował 19 ludzi, w tym dowódcę straży, a 28 uznano za zaginionych.

Senat przegłosował rezolucję 4 kwietnia, a Izba Reprezentantów po całonocnej debacie w nocy z 5 na 6 kwietnia. Tego dnia prezydent ją podpisał i Stany Zjednoczone znalazły się w stanie wojny z Niemcami.