Wybuch pancernika Impieratrica Marija
- Kategoria:
- Wojsko
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 20 października 1916
- Autor:
- Natalia
- Tagi:
- Rosja, Morze Czarne, wywiad
Rankiem 20 października 1916 roku (7 października według kalendarza juliańskiego, obowiązującego wówczas w Rosji) na redzie Sewastopola wyleciał w powietrze najnowszy rosyjski drednot Impieratrica Marija, okręt flagowy Floty Czarnomorskiej. W komorze amunicyjnej przedniej wieży artylerii głównej wybuchł pożar, a potem nastąpiła seria eksplozji. W niecałą godzinę okręt przewrócił się do góry dnem i zatonął w odległości około pół mili od brzegu. Zginęło ponad 200 marynarzy. Przyczyny katastrofy nigdy nie wyjaśniono.
Duma floty
Impieratrica Marija, nazwana na cześć cesarzowej wdowy Marii Fiodorowny, matki Mikołaja II, była pierwszym z serii drednotów budowanych dla Floty Czarnomorskiej w stoczni Russud w Mikołajowie. Miała około 23 tysięcy ton wyporności, dwanaście dział kalibru 305 mm w czterech potrójnych wieżach i ponad 1200 ludzi załogi. Do Sewastopola przypłynęła latem 1915 roku i jej wejście do służby zmieniło układ sił na Morzu Czarnym. Do tej pory rosyjskie stare pancerniki nie mogły dogonić niemiecko-tureckiego krążownika liniowego Goeben, który pływał pod banderą turecką jako Yavuz. Nowy drednot dorównywał mu siłą ognia. Osłaniał ostrzał wybrzeża tureckiego i bułgarskiego, a w 1916 roku dwukrotnie ostrzeliwał lekki krążownik Midilli, dawny Breslau, który za każdym razem zdołał uciec. Latem 1916 roku dowództwo Floty Czarnomorskiej objął wiceadmirał Aleksandr Kołczak i uczynił Impieratricę Mariję swoim okrętem flagowym.
Katastrofa
Okręt stał na kotwicy w Zatoce Północnej. Krótko po szóstej rano marynarze zauważyli dym wydobywający się z okolic przedniej wieży. Według większości relacji około 6.20 nastąpił pierwszy, potężny wybuch, który wyrzucił w górę słup ognia i zniszczył przednią część okrętu. Po nim przyszły kolejne. Według jednej z relacji w ciągu 48 minut doliczono się 15 następnych eksplozji. Dowódca okrętu, komandor Iwan Kuzniecow, kazał zalać komory amunicyjne. Grupa marynarzy pod wodzą mechanika, miczmana Ignatjewa, zdołała otworzyć zawory zalewające komory pocisków przedniej wieży i prawdopodobnie zapobiegła wybuchowi, który rozerwałby cały kadłub. Wszyscy zginęli. Kołczak przypłynął na płonący okręt kutrem i sam kierował akcją ratunkową, ale okrętu nie dało się ocalić. Po kolejnym wybuchu, w okolicy przedziału torpedowego, woda zalała przednie przedziały. Impieratrica Marija zanurzyła się dziobem, przechyliła na prawą burtę i przewróciła się. Z kadłuba wypadły i poszły na dno wielotonowe wieże dział.
Liczby ofiar podawane przez różne źródła się różnią. Najczęściej pisze się o 225 lub 228 zabitych i około 85 ciężko rannych. Inne zestawienia, uwzględniające ludzi zmarłych później z ran i oparzeń, podają liczby jeszcze wyższe. Flota Czarnomorska straciła swój najsilniejszy okręt. Zatonięcie okrętu flagowego, i to w bazie, a nie w walce, było też wielkim ciosem dla prestiżu Kołczaka.
Wypadek czy sabotaż?
Przyczyny badała specjalna komisja z Piotrogrodu pod przewodnictwem admirała Nikołaja Jakowlewa, w której zasiadał między innymi wybitny konstruktor okrętów Aleksiej Kryłow. Wzięła pod uwagę trzy możliwości: samozapalenie się prochu, nieostrożność z ogniem lub samym prochem i celowe podpalenie. Ustaliła, że wszystko zaczęło się od pożaru w przedniej komorze ładunków miotających, ale jego przyczyny nie zdołała rozstrzygnąć. Zwracała uwagę na poważne zaniedbania w pilnowaniu dostępu do komór amunicyjnych, przez które obcy ludzie mogli się do nich dostać. Wielu historyków uważa, że najbardziej prawdopodobny był samozapłon rozkładającego się prochu bezdymnego, który był przyczyną podobnych katastrof w innych flotach. Z tego samego powodu najpewniej wyleciał w powietrze brytyjski krążownik Natal. Zaledwie dwa i pół miesiąca wcześniej w Tarencie zatonął po wybuchu włoski drednot Leonardo da Vinci. Włosi byli przekonani, że to dzieło austro-węgierskich sabotażystów, ale tego nie udowodniono.
Wersja o sabotażu nigdy nie zniknęła. W latach 30. radziecka policja polityczna rozbiła w Mikołajowie siatkę niemieckiego wywiadu, której przywódca, Wiktor Werman, miał przyznać się do przygotowania wybuchu na zlecenie Niemców. Część rosyjskich historyków uznaje te zeznania, złożone w śledztwie radzieckiej policji politycznej (OGPU), za dowód. Inni wątpią w ich wiarygodność. Sprawy nie rozstrzygnięto do dziś.
Według projektu, który zaproponował Kryłow, wrak podniesiono przy pomocy sprężonego powietrza, wciąż do góry dnem. Wypłynął w maju 1918 roku, gdy Sewastopol zajmowali już Niemcy. W czasie rewolucji i wojny domowej nikt nie był w stanie go wyremontować. W latach 20. okręt rozebrano na złom. Jego wieże artyleryjskie wydobyto z dna, a według części źródeł działa z nich trafiły później do baterii nadbrzeżnej broniącej Sewastopola w czasie II wojny światowej.