TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Admiralicja zatwierdza system konwojów

Kategoria:
Wojsko
Front:
Wojna na morzu
Data:
14 czerwca 1917
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Royal Navy, okręty podwodne, marynarka handlowa, John Jellicoe

14 czerwca 1917 roku Pierwszy Lord Morski, admirał John Jellicoe, formalnie zatwierdził raport komitetu do spraw konwojów, który Admiralicja powołała w połowie maja. Raport, złożony 6 czerwca, przewidywał regularne konwoje statków płynących do Wielkiej Brytanii z czterech punktów zbiórki: z Gibraltaru, z Dakaru, z Hampton Roads w Wirginii i z Nowego Jorku. Konwoje wychodzące miały się zbierać w Milford Haven, Lamlash na szkockiej wyspie Arran i Falmouth. Przez ocean statki miały prowadzić krążowniki, a 300–400 mil od brzegu miały je przejmować niszczyciele. Plan obejmował nie tylko statki brytyjskie, lecz także alianckie i neutralne, płynące do portów brytyjskich i francuskich.

Próby i wahania

Decyzję poprzedziły dwa udane doświadczenia. Pierwszy próbny konwój z Gibraltaru dotarł bez strat w maju. Drugi, który 24 maja wyszedł z Hampton Roads pod osłoną krążownika Roxburgh, przypłynął mniej więcej 8 czerwca, dwa dni po złożeniu raportu. Sam konwój nie stracił ani jednego statku. Dwa parowce, które nie nadążały za resztą, odpadły jednak od niego po drodze i jeden z nich został storpedowany. Dowódca Roxburgha, komandor Whitehead, ocenił, że statki dobrze trzymały szyk i że w konwoju można by ich prowadzić znacznie więcej. 8 czerwca Jellicoe zameldował gabinetowi wojennemu o powodzeniu obu prób i zapowiedział cotygodniowe konwoje zbiornikowców i statków z żywnością.

Admiralicja wciąż jednak uważała, że z braku okrętów eskortowych nie zdoła objąć ochroną większej części ruchu przez Atlantyk. Lloyd George pisał później, powołując się na sprawozdanie kontrolera żeglugi, że zgoda z 14 czerwca była dana „w literze, a nie w duchu”, bo niezbędnych sił nie przydzielono. Według premiera dopiero jego stanowcza interwencja skłoniła admirałów, by „wprowadzili w życie własną decyzję”. Historycy marynarki traktują tę relację ostrożnie, podobnie jak jego opis wcześniejszej wizyty w Admiralicji. Pewne jest, że okrętów rzeczywiście brakowało. Według Lloyd George’a z 279 niszczycieli na wodach brytyjskich do konwojów przydzielono początkowo tylko 20–30. Około stu z tych niszczycieli należało do Grand Fleet.

Organizacja

Pracą systemu kierował zastępca szefa sztabu marynarki, kontradmirał Alexander Duff, a jego asystentem był komandor Reginald Henderson. To on wiosną wykazał, że statków oceanicznych zawija do brytyjskich portów znacznie mniej, niż sądzono. 25 czerwca płatnik floty H. W. E. Manisty, członek komitetu, został mianowany kierownikiem organizacji konwojów. Lloyd George wspominał, że nie dostał ani pokoju, ani personelu i musiał je sobie zdobywać sam. Stopniowo zbudował jednak wydział konwojów, który układał rozkłady wyjść, przydzielał eskortę i wyznaczał trasy. W Ministerstwie Żeglugi powstał podobny wydział pod kierunkiem Normana Lesliego. Zbierał on informacje o tym, gdzie są statki, dokąd płyną, jak szybko i z jakim ładunkiem.

Potrzeba była pilna. W maju Niemcy zatopili mniej niż w katastrofalnym kwietniu, ale sama żegluga brytyjska straciła około 350 tysięcy ton. W czerwcu straty znów wzrosły. Według brytyjskiej historii oficjalnej sięgnęły prawie 420 tysięcy ton, a od początku nieograniczonej wojny podwodnej brytyjskie statki straciły już blisko 2 miliony ton.

Do końca czerwca z Hampton Roads wyszły cztery kolejne próbne konwoje. 2 lipca ruszyła stamtąd regularna seria konwojów, 10 lipca pierwszy konwój wyszedł z Sydney na kanadyjskiej wyspie Cape Breton, którego raport w ogóle nie przewidywał, 14 lipca z Nowego Jorku, 26 lipca z Gibraltaru, a 11 sierpnia z Dakaru. Konwoje płynęły z prędkością 8 węzłów, a z Gibraltaru 7 węzłów. Statki szybsze niż 12 węzłów i wolniejsze niż 8 węzłów nadal pływały samotnie. Konwoje wychodzące z Wielkiej Brytanii ruszyły dopiero w sierpniu. W następnych miesiącach okazało się, że statki płynące w konwojach giną znacznie rzadziej niż te, które płyną samotnie. Ogólne straty zaczęły jednak spadać dopiero wtedy, gdy system objął większą część żeglugi.