Amerykanie atakują w lesie Belleau
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 6 czerwca 1918
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa o Belleau Wood
- Tagi:
- Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja
6 czerwca 1918 roku, w dniu, w którym wygasała niemiecka ofensywa nad Aisne, amerykańska 2 Dywizja Piechoty po raz pierwszy przeszła pod Château-Thierry do natarcia. Uderzyła jej 4 Brygada Piechoty Morskiej, od kilku dni broniąca drogi z Paryża do Metzu. O świcie marines zdobyli wzgórze 142, a po południu ruszyli na las pod wsią Belleau i na wieś Bouresches. Do wieczora zajęli wzgórze, Bouresches i skraj lasu, ale zapłacili za to stratami, jakich ich formacja nigdy wcześniej nie poniosła w ciągu jednego dnia: 31 oficerów i 1056 żołnierzy zabitych, rannych i zaginionych. Fakty i godziny podajemy za przewodnikiem amerykańskiej komisji pomników wojennych (American Battle Monuments Commission, 1938), brytyjską historią oficjalną i amerykańskimi opracowaniami historii piechoty morskiej. Szczegóły, zwłaszcza liczby strat poszczególnych batalionów, różnią się w zależności od źródła.
Przed natarciem
2 Dywizja przyjechała na front ciężarówkami w ostatnich dniach maja, gdy Niemcy stali już nad Marną, i od 1–2 czerwca trzymała linię na północny zachód od Château-Thierry, od zabudowań Triangle przy drodze do Paryża przez Lucy-le-Bocage po wzgórze 142. Należała do francuskiego XXI Korpusu generała Jeana Degoutte’a. Przez kilka dni odpierała ataki niemieckiej 7 Armii, aż 4 czerwca Niemcy zrezygnowali z dalszego marszu w tym kierunku i okopali się na linii od Vaux przez Bouresches i las Belleau po Torcy. Amerykańskie opracowania podają, że niemieckie dowództwo, gdy dowiedziało się o Amerykanach, poleciło nie dopuścić do żadnego ich sukcesu i zadać im jak największe straty.
Degoutte chciał wykorzystać to, że natarcie przeciwnika się wyczerpało, i poprawić linię. Rozkaz na 6 czerwca przewidywał dwie fazy. Rano francuska 167 Dywizja miała nacierać na lewo od Amerykanów, a marines mieli zdobyć wzgórze 142, z którego Niemcy mogliby razić Francuzów ogniem z boku. Po południu 2 Dywizja miała zająć las Belleau, Bouresches i grzbiet nad Torcy. Las, dawny teren łowiecki o powierzchni około 2,5 km², z gęstym podszyciem, głazami i skalnymi rozpadlinami, wyglądał z daleka niewinnie. Nikt go porządnie nie rozpoznał. Zakładano, że jest słabo obsadzony, tymczasem okopały się w nim oddziały niemieckiej 237 Dywizji z gęstą siecią gniazd karabinów maszynowych, wspierane przez artylerię.
Wzgórze 142
O 3.45 nad ranem, po krótkim przygotowaniu artyleryjskim, do ataku ruszył 1 batalion 5 Pułku Piechoty Morskiej majora Juliusa Turrilla. Na pozycjach wyjściowych były tylko dwie jego kompanie, reszta jeszcze nadchodziła. Marines szli falami, z bagnetami na karabinach, przez otwarte pole pszenicy, ostrzeliwane z karabinów maszynowych i artylerii. Dowódca 67 kompanii zginął niemal na początku, a 49 kompania kapitana George’a Hamiltona przebijała się od zagajnika do zagajnika i doszła nawet za wyznaczony cel. Hamilton stracił wszystkich młodszych oficerów. Przed południem wzgórze było w rękach Amerykanów, którzy posunęli się o około kilometr i odpierali kolejne kontrataki. Podczas jednego z nich sierżant Charles Hoffman (prawdziwe nazwisko Ernest Janson) z kilkoma ludźmi rozbił grupę dwunastu Niemców z pięcioma lekkimi karabinami maszynowymi, którzy podczołgali się na skrzydło kompanii. Za ten czyn dostał Medal Honoru, według amerykańskich opracowań pierwszy przyznany marines w tej wojnie. Batalion stracił w ciągu kilku godzin kilkaset ludzi.
Natarcie na las
O 17.00 ruszyła druga faza. 3 batalion 5 Pułku majora Benjamina Berry’ego szedł od zachodu, przez pszenicę sięgającą do pasa, na zachodni skraj lasu, a na prawo od niego 3 batalion 6 Pułku majora Bertona Sibleya uderzył od strony Lucy na jego południową część. Według relacji korespondenta „Chicago Tribune” Floyda Gibbonsa, który szedł z batalionem Berry’ego, sierżant Daniel Daly, weteran dwukrotnie odznaczony Medalem Honoru, poderwał swoich ludzi okrzykiem: „Naprzód, sukinsyny, chcecie żyć wiecznie?”. Pierwsze fale, idące w równych szeregach, zostały wybite przez karabiny maszynowe. Berry został ranny, a natarcie jego batalionu załamało się na otwartym polu. Gibbons, ciężko ranny w tym ataku, stracił oko.
Batalionowi Sibleya udało się wedrzeć do południowej części lasu. Tam marines walczyli wśród skał i powalonych drzew z ukrytymi stanowiskami karabinów maszynowych, często wręcz i bagnetem, przy ogniu niemieckich strzelców wyborowych. Do wieczora zdobyli przyczółek na południowym skraju lasu, ale reszta pozostała w rękach Niemców. Snajper ciężko ranił w pierś dowódcę 6 Pułku, pułkownika Albertusa Catlina, który obserwował natarcie z pierwszej linii.
Bouresches
Na prawym skrzydle 2 batalion 6 Pułku majora Thomasa Holcomba, późniejszego komendanta Korpusu Piechoty Morskiej, nacierał na Bouresches – wieś na południowy wschód od lasu. Także on szedł przez pola pod ogniem z lasu i stracił wielu ludzi. Wieczorem garstka marines z 96 kompanii, prowadzona przez poruczników Cliftona Catesa i Jamesa Robertsona, wdarła się do wsi i wyparła z niej Niemców. Za nimi nadeszły posiłki. Według przewodnika komisji pomników wojennych Amerykanie utrzymali Bouresches mimo pięciu zdecydowanych niemieckich prób odbicia wsi w następnych dniach.
Bilans dnia
Wieczorem 6 czerwca 2 Dywizja miała wzgórze 142, Bouresches i skrawek lasu Belleau. 4 Brygada Piechoty Morskiej straciła 1087 ludzi. Były to największe straty jednego dnia w historii Korpusu Piechoty Morskiej do tego czasu, a niektórzy autorzy podkreślają, że tego dnia zginęło więcej marines niż przez całe wcześniejsze dzieje formacji. Wielu rannych leżało w polach do nocy, a punkty opatrunkowe sanitariuszy marynarki wojennej pod Lucy nie nadążały z pomocą. Brytyjska historia oficjalna odnotowuje krótko, że Amerykanie zdobyli Bouresches i zajęli południową część lasu.
Natarcie było przeprowadzone po amatorsku: bez rozpoznania, z krótkim i słabym przygotowaniem artyleryjskim, falami przez otwarte pole, jak w 1914 roku. Pokazało jednak Francuzom i Niemcom, że Amerykanie są gotowi atakować bez względu na straty. Relacja Gibbonsa, przepuszczona przez cenzurę wraz z wyraźną wzmianką o piechocie morskiej, rozsławiła marines w Stanach Zjednoczonych w ciągu kilku dni, przy niemałej urazie żołnierzy armii. Walki o las Belleau dopiero się zaczynały. Miały trwać prawie trzy tygodnie i skończyć się dopiero 25–26 czerwca, gdy marines opanowali ostatni skrawek lasu.