Koniec bitwy o grzbiet Pilckem
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 2 sierpnia 1917
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa o grzbiet Pilckem
2 sierpnia 1917 roku, trzeci dzień z rzędu, nad łukiem Ypres padał deszcz. Pierwsze wielkie natarcie trzeciej bitwy pod Ypres, które 31 lipca dało Brytyjczykom i Francuzom grzbiet Pilckem, zamieniło się w walkę z błotem. Obie strony próbowały jeszcze poprawić swoje pozycje: po południu brytyjska artyleria rozbiła dwa niemieckie ataki pod redutą Pommern, a na północ od Ypres Brytyjczycy znów zajęli ruiny Sint-Juliaan (St. Julien) i przerzucili posterunki przez strumień Steenbeek. Tego samego dnia dowódca 5 Armii, generał Hubert Gough, odłożył wznowienie ofensywy. Brytyjska komisja do spraw nazewnictwa bitew uznała później 2 sierpnia za ostatni dzień bitwy o grzbiet Pilckem.
Deszcz i błoto
Według pomiarów przytaczanych przez historyków 31 lipca spadło ponad 20 milimetrów deszczu, a w kolejnych czterech dniach po 5–10 milimetrów dziennie. Same opady nie były rekordowe, ale niebo pozostawało zachmurzone, nie wiał wiatr i woda prawie nie parowała. Dwa tygodnie ostrzału zniszczyły przy tym flandryjskie rowy melioracyjne, a strumienie Steenbeek, Hanebeek i Bassevillebeek wylały z rozbitych brzegów. Pas ziemi szeroki na kilka kilometrów za nową linią frontu zamienił się w grzęzawisko pełne lejów po pociskach, w których zbierała się woda. Żołnierze przenoszący amunicję i żywność chodzili po drewnianych chodnikach, a kto z nich zszedł, mógł utonąć. Rannych noszono do punktów opatrunkowych godzinami. Lotnicy, którzy mieli kierować ogniem artylerii, prawie nie mogli wzbić się w powietrze.
Decyzje Gougha i Haiga
Gough chciał wznowić natarcie na najważniejszym odcinku, płaskowyżu Gheluvelt, już 2 sierpnia, a drugie wielkie uderzenie całą armią zaplanował na 4 sierpnia. 1 sierpnia szef operacji w sztabie feldmarszałka Douglasa Haiga, generał John Davidson, przestrzegł przed pośpiechem. Radził, by II Korpus uderzył dopiero po dwóch–trzech pogodnych dniach, gdy artyleria zdąży zniszczyć niemieckie schrony zaznaczone na zdobytych 31 lipca mapach, i by użyto do tego świeżych dywizji. 2 sierpnia Gough odwołał natarcie, a dowódca brytyjskich czołgów, generał Hugh Elles, uzyskał zgodę, by ocalałe wozy Mark IV wstrzymać do czasu, gdy ziemia wyschnie. Z około 140 czołgów, które ruszyły 31 lipca, mniej więcej połowa ugrzęzła albo została zniszczona.
Haig nie tracił optymizmu. 4 sierpnia przekonywał gabinet w Londynie, że natarcie było sukcesem, a straty, około 32 tysięcy zabitych, rannych i zaginionych od 31 lipca do 2–3 sierpnia, są niewielkie jak na tak wielką bitwę. Według brytyjskiej historii oficjalnej sama 5 Armia straciła od 31 lipca do 3 sierpnia 27 001 ludzi, z czego 3697 zabitych. Haig twierdził też, że dziewięć niemieckich dywizji zostało rozbitych i trzeba je było pospiesznie zluzować. Dalsze terminy wyznaczano i przesuwano jeszcze przez dwa tygodnie: atak na płaskowyż ruszył dopiero 10 sierpnia, a drugie natarcie ogólne, pod Langemarck, 16 sierpnia.
Po drugiej stronie
Niemcy też cierpieli. 2 sierpnia sztab grupy „Ypern”, broniącej odcinka od Pilckem po drogę do Menin, trafnie ocenił, że Brytyjczycy znów uderzą na płaskowyż i na północ, w stronę Langemarck. Zameldował też, że z jego sześciu dywizji tylko dwie nadają się jeszcze do walki, a cztery pozostałe straciły łącznie około 10 tysięcy ludzi. Dzień później dowódca grupy armii, następca tronu Bawarii Rupprecht, zapisał w dzienniku, że pogoda szybko wyczerpuje piechotę. Dywizje traciły w linii po 1500–2000 ludzi, mniej niż nad Sommą w 1916 roku, ale tylko dlatego, że luzowano je znacznie częściej. Brytyjskie ostrzały gazowe zaskakiwały oddziały noszące zaopatrzenie na pierwszą linię: sama 6 Bawarska Dywizja Rezerwowa straciła od gazu około 1200 ludzi.
Pogoda w sporze historyków
Sierpień 1917 roku był we Flandrii wyjątkowo mokry. W całym miesiącu spadło około 127 milimetrów deszczu, a pochmurne niebo i brak wiatru sprawiały, że ziemia nie schła. Historyk John Lee nazwał go najgorszym sierpniem od 75 lat. W 1929 roku szef wywiadu Haiga, generał John Charteris, napisał, że badanie zapisów z ponad osiemdziesięciu lat wykazało, iż pogoda we Flandrii załamuje się na początku każdego sierpnia z regularnością indyjskiego monsunu. Jego słowa cytowali potem Lloyd George i wielu historyków jako dowód, że ofensywę zaplanowano lekkomyślnie. Brytyjska historia oficjalna je odrzuciła, a szef meteorologów armii, Ernest Gold, pisał, że przeczą im fakty: pomiary z Lille z lat 1867–1916 pokazują, że sierpień bywał tam częściej suchy niż mokry. Spór o to, czy deszcz dało się przewidzieć, nie wygasł do dziś. Pewne jest jedno: ulewy, które zaczęły się po południu 31 lipca, odebrały ofensywie tempo, a Niemcom dały czas na ściągnięcie rezerw.