TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Nalot na Londyn 7 lipca

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
7 lipca 1917
Autor:
Natalia
Tagi:
lotnictwo, Wielka Brytania, Niemcy, Royal Flying Corps

W sobotę 7 lipca 1917 roku, niespełna cztery tygodnie po pierwszym wielkim nalocie Goth, niemieckie bombowce Gotha znów pojawiły się w biały dzień nad Londynem. Około 10.20 formacja dwudziestu jeden dwusilnikowych maszyn przeleciała nad północnymi dzielnicami, City i East Endem, zrzucając bomby od Stoke Newington po London Bridge. Według brytyjskiej historii oficjalnej wojny powietrznej H. A. Jonesa w Londynie zginęły 54 osoby, a 190 zostało rannych. Razem z ofiarami w Margate daje to 57 zabitych i 193 rannych, czyli około 250 ofiar, o których mówi brytyjska chronologia wojny. Był to ostatni dzienny nalot na Londyn w tej wojnie, ale jego skutki polityczne okazały się większe niż czerwcowego.

Druga wyprawa Kleinego

Eskadrą bombową Kagohl 3 dowodził teraz kapitan Rudolf Kleine. Poprzedni dowódca, Ernst Brandenburg, został ciężko ranny w katastrofie lotniczej kilka dni po nalocie 13 czerwca. Czekając na pogodę dobrą nad Londynem, Kleine 4 lipca rano wysłał 18 Goth na bazy marynarki w Harwich i Felixstowe. Według Iana Castle’a, brytyjskiego historyka nalotów, zginęło wtedy 17 osób, w większości żołnierzy i marynarzy. Trzy dni później przyszła wreszcie pogoda, na którą czekał: słaby wiatr ze wschodu, mało chmur, tylko wysoko nad miastem warstwa mglistych obłoków.

Obserwatorzy na latarniowcu Kentish Knock zauważyli formację nad morzem o 9.14. Według Castle’a startowały 22 Gothy. Około 9.30 jedna z nich, z uszkodzonym silnikiem, zawróciła i zrzuciła trzy bomby na Margate. Jedna zburzyła dom, zabijając trzy osoby. Uważano wtedy, że to manewr, który miał odciągnąć myśliwce, ale Jones pisze, że była to po prostu maszyna wracająca do bazy. Główna formacja, 21 bombowców ustawionych w romb, przekroczyła wybrzeże u ujścia rzeki Crouch w hrabstwie Essex około 9.45 i pod ogniem dział przeciwlotniczych poleciała prosto na Londyn.

Bomby nad City

Nad lasem Epping Gothy rozdzieliły się na dwie grupy. Pierwsza skręciła nad Tottenham w stronę centrum, druga doleciała do Hendon i dopiero tam zawróciła, tak że uderzenie przyszło w dwóch falach, w odstępie kilku minut. Pierwsze bomby spadły na Chingford, Tottenham i Edmonton. Pierwsze ofiary przyniosły dwie bomby w Stoke Newington, gdzie zginęło dziewięć osób. W sumie według Castle’a na obszar od Stoke Newington na północy po London Bridge na południu i od King’s Cross po Whitechapel i Stepney spadły 72 bomby.

W City pięć osób zginęło przy Bartholomew Close, czterech mężczyzn przy Lower Thames Street, a na posterunku przy Centralnym Urzędzie Telegraficznym zginął żołnierz. Bomby uszkodziły budynki przy Aldersgate Street, Barbican i Leadenhall Street oraz targ rybny Billingsgate. Tym razem Londyńczycy wiedzieli już, co oznacza warkot silników, ale wielu i tak patrzyło z ulic i okien na wyraźnie widoczne samoloty. Obserwował je także szef Imperialnego Sztabu Generalnego, generał William Robertson, z okien gmachu Ministerstwa Wojny. Około 2 tysięcy pocisków wystrzelonych przez 44 działa przeciwlotnicze nie strąciło żadnej Gothy, a spadające odłamki zabiły 10 osób i raniły 55. Straty materialne w Londynie oszacowano na ponad 205 tysięcy funtów.

Obrona znów bezradna

Dwa dywizjony myśliwskie, które marszałek Douglas Haig wypożyczył po nalocie czerwcowym, wróciły do Francji 5 i 6 lipca. W powietrze wzbiło się 78 pilotów Royal Flying Corps i 17 pilotów Royal Naval Air Service, z dywizjonów obrony kraju, szkół, składnic i stacji nadbrzeżnych. Latali na 21 różnych typach samolotów, z których tylko około trzydziestu było nowoczesnymi myśliwcami. Startowali ze wszystkich stron i atakowali pojedynczo. Według Jonesa 36 pilotów zdołało podejść do bombowców na odległość strzału. Dwóch pilotów marynarki zaatakowało Gothy nad Chingford z bliska, ale obu zacięły się karabiny maszynowe. Dwumiejscowy Sopwith z 37 Dywizjonu został zestrzelony, a jego pilot zginął. Zginął także pilot szkolnego dywizjonu, który w pojedynkę zaatakował całą formację.

Nad morzem, w pobliżu przylądka North Foreland, załoga dwumiejscowego samolotu z 50 Dywizjonu dopadła lecącą nisko, najwyraźniej uszkodzoną Gothę i zestrzeliła ją do morza. Dwóch Niemców wydostało się na skrzydła, ale gdy później przeszukano to miejsce, nie znaleziono ani maszyny, ani załogi. Według niemieckich zapisów był to jedyny bombowiec zestrzelony w walce. Cztery kolejne rozbiły się przy lądowaniu w silnym wietrze, a jeden z nich spłonął.

Gniew i zamieszki

Drugi bezkarny nalot w biały dzień wywołał w Londynie i całej południowej Anglii wzburzenie, jakiego nie było po żadnym z wcześniejszych ataków. Jones pisze, że nocne naloty publiczność mogłaby jeszcze wybaczyć, ale tego, że wróg drugi raz w ciągu kilku tygodni przeleciał nad Anglią w pełnym świetle dnia, nie potrafiła już usprawiedliwić. Według Castle’a i innych historyków nalotów jeszcze tego dnia w Hackney i Tottenham doszło do antyniemieckich zamieszek. Tłumy, uznające za „Niemców” wszystkich o obco brzmiących nazwiskach, demolowały domy i sklepy imigrantów.

Gabinet zbiera się w sobotę

Gabinet Wojenny premiera Davida Lloyda George’a zebrał się na nadzwyczajnym posiedzeniu jeszcze tego samego popołudnia. Mówiono, że wynik wojny zależy teraz tak samo od wytrzymałości ludności, jak od wytrzymałości armii. Robertson wspominał, że panowało takie podniecenie, „jakby cały świat miał się skończyć”. Dowódca sił obrony kraju, marszałek John French, skarżył się na zbyt słabe siły. Gabinet postanowił przekazać obronie kraju dywizjon formowany dla Francji, kazać Haigowi przysłać do Anglii dwa dobre dywizjony myśliwskie i dać mu do zrozumienia, że pożądany byłby odwetowy nalot na Mannheim. Haig odpowiedział telegramem, że wykona rozkaz, ale walka o panowanie w powietrzu przed zbliżającą się ofensywą we Flandrii właśnie się zaczęła i wycofanie dywizjonów utrudni zwycięstwo. Nalot na Mannheim mógłby według niego zmusić do odwołania całej operacji.

W następnych dniach gabinet złagodził decyzję: do Anglii poleciał tylko jeden dywizjon Sopwithów Pup, a nalot na Mannheim odłożono. 11 lipca powołano komitet, któremu formalnie przewodniczył premier, ale pracę wykonał w praktyce sam generał Jan Smuts. Jego raporty doprowadziły do utworzenia jednolitego dowództwa obrony Londynu i do powstania w 1918 roku samodzielnego lotnictwa, Royal Air Force. Rząd zgodził się też ostrzegać ludność przed nalotami, a w następnych tygodniach wprowadzono sygnał alarmowy z petard hukowych. Jones zauważa, że eskadra Brandenburga może sobie przypisać niemały udział w założeniu RAF. Gothy wróciły nad Londyn dopiero we wrześniu, już nocą.