Niemiecka oferta pokojowa dla Belgii
- Kategoria:
- Dyplomacja
- Data:
- 15 września 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Belgia, Niemcy, inicjatywy pokojowe, Albert I
15 września 1918 roku, gdy świat poznawał właśnie treść austro-węgierskiej noty pokojowej, do prasy państw ententy dotarła nieoficjalna wiadomość, że Niemcy złożyły Belgii konkretną propozycję pokoju i że rząd belgijski stanowczo ją odrzucił. Berlin zdementował tę informację. Brytyjska chronologia wojny zapisuje pod tą datą „określoną ofertę pokojową” rządu niemieckiego dla Belgii. W rzeczywistości propozycja nie przyszła ani tego dnia, ani drogą oficjalną. Była to prywatna, choć uzgodniona w Berlinie, korespondencja sprzed kilku tygodni, a 15 września stała się po prostu publiczną tajemnicą.
Pośrednikiem był bawarski hrabia Hans Veit zu Toerring-Jettenbach, szwagier króla Alberta I: jego żona Zofia była siostrą królowej Belgów Elżbiety. Już jesienią 1915 i zimą 1916 roku spotykał się w Szwajcarii z wysłannikiem króla, profesorem Émile’em Waxweilerem, ale niemieckie warunki były wtedy dla Belgów nie do przyjęcia. Wiosną 1918 roku Toerring nawiązał kontakt z belgijskim posłem w Bernie Fernandem Peltzerem. Później napisał do niego długi list, w którym oświadczał, że po rozmowach z kanclerzem Georgiem von Hertlingiem i sekretarzem stanu Paulem von Hintzem może przedstawić zamiary rządu Rzeszy, choć formalnie nie ma żadnego pełnomocnictwa.
Według streszczenia, które amerykański poseł przy rządzie belgijskim Brand Whitlock wysłał 9 września z Hawru, Niemcy obiecywały po wojnie przywrócić Belgii pełną niepodległość polityczną i gospodarczą, nie zgłaszać żadnych roszczeń do jej ziem w Europie ani w Afryce i pozostawić jej wybór między powrotem do neutralności a pełną swobodą sojuszy. W zamian Belgia miała wstawić się u aliantów za zwrotem kolonii niemieckich, utrzymać na kilka lat po wojnie przedwojenny traktat handlowy z Niemcami, a sprawę flamandzką rozwiązać tak, by zadowolić „zainteresowane kręgi”, i objąć amnestią flamandzkich aktywistów, którzy współpracowali z okupantem. Tak Berlin tłumaczył słowa Hertlinga, który niedawno nazwał Belgię „zastawem” w przyszłych rokowaniach, co za granicą odebrano jako zapowiedź jej zatrzymania. O odszkodowaniach za zniszczenia nie było w liście ani słowa.
Minister spraw zagranicznych Paul Hymans, od stycznia kierujący belgijską dyplomacją, zanim odpowiedział, poprosił o opinię Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Francję, Włochy i Japonię. Sam ocenił, że deklaracje o niepodległości Belgii są postępem, ale zostały obwarowane warunkami: żądanie amnestii dla aktywistów to mieszanie się w wewnętrzne sprawy kraju, a stary traktat handlowy z klauzulą najwyższego uprzywilejowania krępowałby handel Belgii z aliantami. Nie odpowiadało to też żądaniom, które rząd belgijski przedstawił w odpowiedzi na notę pokojową papieża. 11 września sekretarz stanu Robert Lansing odpisał krótko, że rząd amerykański nie uważa listu Toerringa za godny przychylnego rozpatrzenia.
Według części kronik wojny rząd belgijski formalnie odrzucił propozycję 19 września. W samym Berlinie nie wiązano z tą drogą większych nadziei: według źródeł niemieckich Hintze w piśmie z 23 sierpnia uprzedzał Toerringa, że rozmowy z rządem belgijskim nie mają realnych podstaw. Epizod pokazał jednak, że po klęskach lata Niemcy gotowe były po cichu zrezygnować z planów trwałego podporządkowania Belgii, czego jeszcze w 1917 roku nie chciały jasno zadeklarować. Dla aliantów, którzy domagali się bezwarunkowego przywrócenia Belgii i odszkodowań, takie półśrodki nie miały już znaczenia.