TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Niemiecki atak na Jasin

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Afryka
Data:
18 stycznia 1915
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Bitwa pod Jasinem
Tagi:
Niemiecka Afryka Wschodnia, Paul von Lettow-Vorbeck, Indie Brytyjskie, Wielka Brytania

O świcie 18 stycznia 1915 roku niemieckie wojska kolonialne podpułkownika Paula von Lettow-Vorbecka uderzyły na Jasin, plantację palm kokosowych i sizalu tuż za granicą Brytyjskiej Afryki Wschodniej. Brytyjczycy zajęli ją w Boże Narodzenie i od tej pory trzymali tam wysunięty posterunek. Główne siły generała brygady Michaela Tighe’a obozowały kilka kilometrów dalej na północ, nad graniczną rzeką Umba.

Przygotowania

Lettow-Vorbeck uznał obecność Brytyjczyków w Jasinie za zapowiedź marszu wzdłuż wybrzeża na Tangę. Na początku stycznia osobiście obejrzał teren. Plan ataku pomógł mu przygotować oficer rezerwy, który przed wojną latami pracował na tej plantacji i znał każdą ścieżkę. Kompanie spod Kilimandżaro przewieziono koleją nad morze. 16 stycznia wysiadły pod Tangą i od razu ruszyły na północ. Wieczorem 17 stycznia dziewięć kompanii z dwoma działami polowymi zebrało się na plantacji Totohovu, około 11 kilometrów na południe od Jasinu.

Niemiecki dowódca liczył, że atak na wysunięty posterunek wywabi główne siły Brytyjczyków z umocnionych obozów. Zamierzał rozbić je w buszu, gdy ruszą na pomoc. Dwie kompanie miały obejść Jasin z prawej strony, dwie z lewej, a jedna uderzyć wprost wzdłuż drogi. Za nią szły główne siły z kompanią europejską i działami. Na drodze z północnego zachodu, od Samanyi, czekał w zasadzce oddział arabskich ochotników.

Twierdza w buszu

Atak zaskoczył Brytyjczyków. Niemieckie kompanie szybko zajęły zabudowania plantacji, ale natrafiły na coś, czego się nie spodziewały. W Jasinie stał starannie zbudowany i zamaskowany szaniec, a w nim około 300 żołnierzy indyjskich: kompania 101 Pułku Grenadierów i żołnierze 2 Batalionu Strzelców Kaszmirskich z indyjskiego księstwa Dżammu i Kaszmir, z jednym karabinem maszynowym. Dowodził nimi Raghbir Singh, dowódca batalionu kaszmirskiego. Około 40 Kaszmirczyków obsadzało jeszcze osobny posterunek przy fabryce sizalu, na północ od szańca.

Do południa Niemcy otoczyli szaniec, ale nie mogli go zdobyć. Nawet działa polowe, ustawione niespełna 200 metrów od umocnień, niewiele mogły zdziałać. Straty atakujących szybko rosły. Ciężko ranny w brzuch został oficer sztabu Lettow-Vorbecka, kapitan von Hammerstein, który kilka dni później zmarł. Sam Lettow-Vorbeck, idąc na prawe skrzydło, dostał postrzał w ramię, a druga kula przebiła mu kapelusz.

Nieudana odsiecz

Tighe ruszył na pomoc. Z obozu nad Umbą wyszły kompanie King’s African Rifles pod dowództwem kapitana George’a Giffarda, a za nimi pół batalionu piechoty z księstwa Jind i dwa działa górskie. Afrykańscy strzelcy kilka razy przeprawiali się przez strumień Suba i walczyli wręcz w bagnistej dolinie, ale za każdym razem musieli się cofnąć. Arabscy ochotnicy na niemieckim lewym skrzydle nie wytrzymali napięcia i uciekli, lecz idącą stamtąd kolumnę zatrzymały dwie niemieckie kompanie kapitana Adlera. Około południa do ataku ruszyła piechota z Jind. Jej oficerowie i podoficerowie padali jeden po drugim, a natarcie utknęło.

Noc pod ogniem

Walka trwała przez całe popołudnie i noc. Niemieckim askarysom zaczęło brakować amunicji. Kolejką polową plantacji dowożono amunicję, a wywożono rannych do szpitala urządzonego w Totohovu. W szańcu sytuacja była jeszcze gorsza. Brakowało wody, amunicji ubywało, a jedyny karabin maszynowy przestał działać. Raghbir Singh zginął jeszcze 18 stycznia. Obrońcy posterunku przy fabryce sizalu, gdy wystrzelali naboje, przebili się bagnetami na północ. Do brytyjskiego obozu dotarło niemal trzydziestu z nich. Tighe postanowił dać swoim wyczerpanym oddziałom odpocząć i rano ponownie uderzyć na Niemców. Garnizon w szańcu musiał przetrwać jeszcze jedną noc.