- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 9 kwietnia 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa pod Arras (1917)
9 kwietnia 1917 roku, w Poniedziałek Wielkanocny, o 5.30 rano, tysiące dział otworzyły ogień na froncie długości ponad dwudziestu kilometrów wokół Arras w północnej Francji, a piechota brytyjska i kanadyjska wyszła z okopów. Tak zaczęła się wielka wiosenna ofensywa Brytyjczyków, która miała ściągnąć niemieckie odwody przed francuskim natarciem nad Aisne. Pierwszy dzień był jednym z najlepszych dni armii brytyjskiej w całej wojnie. Brytyjska historia oficjalna pisze, że Poniedziałek Wielkanocny 1917 roku „trzeba zaliczyć do wielkich dni wojny”: było to najpotężniejsze i zarazem najbardziej udane natarcie brytyjskie, jakie dotąd przeprowadzono. Na północ od rzeki Scarpe wojska brytyjskie posunęły się o ponad pięć kilometrów, najdalej w ciągu jednego dnia od początku wojny pozycyjnej, a Kanadyjczycy zdobyli prawie cały grzbiet Vimy.
Przed świtem
Przygotowania trwały miesiącami. Na front 3 Armii generała Edmunda Allenby’ego i Korpusu Kanadyjskiego z 1 Armii ściągnięto blisko 2,8 tysiąca dział i haubic, prawie trzy razy więcej, niż mieli Niemcy na całym froncie bitwy. Ostrzał zaczął się 4 kwietnia. Atak zaplanowano na Niedzielę Wielkanocną, 8 kwietnia, ale na prośbę Francuzów feldmarszałek Douglas Haig przesunął go o dobę. Dodatkowy dzień ostrzału się przydał, bo słoneczna niedziela była pierwszym od dawna dniem dobrej widoczności. W nocy artyleria zasypywała niemieckie baterie, sztaby i schrony pociskami z gazem.
Według brytyjskiej historii oficjalnej w samej strefie przyfrontowej 3 Armii, pasie długości około 10 mil (16 km) i głębokości dwóch mil, stało tej nocy około 200 tysięcy ludzi z dziesięciu dywizji pierwszego rzutu, a większość piechoty tłoczyła się w okopach tuż przy froncie. Wielu czekało na sygnał pod ziemią: w ogromnych piwnicach pod placami Arras i w średniowiecznych kamieniołomach kredy pod przedmieściami, połączonych tunelami z pierwszą linią. Dowódcy najbardziej obawiali się, że Niemcy w ostatniej chwili ostrzelają te tłumy. Nie zrobili tego. Wiele ich baterii zostało zniszczonych lub obezwładnionych, brytyjski ogień nie pozwalał obserwatorom wychylić głowy, a dowództwo niemieckiej 6 Armii było przekonane, że atak nastąpi dopiero za tydzień.
Każdy piechur niósł karabin z bagnetem, łopatkę, manierkę, chlebak z racjami na dwa dni, 170 naboi, dwa granaty, flarę sygnałową i trzy worki na piasek, a wielu jeszcze kilof lub łopatę i nożyce do drutu. Historia oficjalna szacuje, że drobniejszy żołnierz dźwigał połowę własnej wagi. Allenby kazał zostawić płaszcze, by mokre nie przytłaczały ludzi jeszcze bardziej. Uderzająco dużo było wśród atakujących Szkotów: w trzech szkockich dywizjach i w innych jednostkach 44 ze 120 batalionów pierwszego rzutu pochodziło ze Szkocji.
Natarcie
O 5.30 ruszyła ruchoma zapora ogniowa, a za nią piechota. Poranek przyniósł szkwały deszczu, deszczu ze śniegiem i śniegu. Silny zachodni wiatr pędził zawieje w twarze Niemców, co według historii oficjalnej kilka razy wyraźnie pomogło atakującym. Pierwsze linie niemieckie były zrównane z ziemią. Obrońcy siedzieli w głębokich schronach i wielu z nich, zaskoczonych, wychodziło prosto do niewoli. Na większości frontu pierwszą pozycję zdobyto szybko, zgodnie z harmonogramem.
Na północ od Scarpe XVII Korpus generała Charlesa Fergussona zdobył kolejno wszystkie pozycje. 9 (Szkocka) Dywizja, w której walczyła brygada południowoafrykańska, przeszła przez wieś Athies, która według historii oficjalnej rozsypała się w pył na oczach nacierającej piechoty, i zdobyła linię Point du Jour. Jeden z jej batalionów stracił przy tym zaledwie 69 ludzi. Po południu przez jej szyki przeszła świeża 4 Dywizja i przełamała następną pozycję, linię Oppy – Méricourt. Wielu Niemców od razu się poddawało, inni uciekali. Pluton z batalionu Rifle Brigade, który miał zaatakować redutę Hyderabad, kopnął piłkę w jej stronę i rzucił się za nią, zajmując redutę. W zatopionej drodze do Gavrelle wzięto do niewoli niemieckiego generała, którego opuścił szofer. Wieczorem batalion Duke of Wellington’s zajął Fampoux. 4 Dywizja posunęła się w sumie o około 3,5 mili. Według historii oficjalnej było to najdłuższe natarcie w ciągu jednego dnia, jakie od początku wojny pozycyjnej wykonała na froncie zachodnim którakolwiek z walczących armii.
Na południe od rzeki VI Korpus zajął Tilloy, gdzie dziesiątki Niemców wychodziło z rękami w górze, i przeszedł przez wzgórze Observation Ridge. Gdy dwa bataliony 12 Dywizji zeszły z niego w dolinę Battery Valley, rozegrała się scena, jak pisze historia oficjalna, rzadka na tym froncie: cała dolina była usiana niemieckimi bateriami, z których jedne porzucono, inne uciekały, a jeszcze inne strzelały do piechoty na wprost z kilkuset metrów. Brytyjczycy zdobyli je skokami, pod osłoną ognia karabinów maszynowych. Dalszy marsz zatrzymał jednak ogień z umocnień przy Feuchy Chapel na drodze do Cambrai. Tylko 15 (Szkocka) Dywizja zdobyła pozycję Wancourt – Feuchy na swoim odcinku, około 17.30, przy pomocy jedynego czołgu, który tam dotarł. Większość z 40 czołgów 3 Armii ugrzęzła w błocie lub została trafiona. Na prawym skrzydle VII Korpus, który atakował po kolei od lewej, przeszedł przez umocnienia Neuville-Vitasse i Telegraph Hill, ale dwie dywizje stojące przed samą Linią Hindenburga zatrzymały się na nietkniętych zasiekach.
Jednocześnie na północy cztery dywizje Korpusu Kanadyjskiego, po raz pierwszy walczące razem, szturmowały grzbiet Vimy. Do wieczora zdobyły prawie cały grzbiet z wyjątkiem wzgórza 145 i wzgórza na jego północnym krańcu, wzięły ponad 3,4 tysiąca jeńców i otworzyły widok na równinę Douai.
Stracona okazja
Pod wieczór na wschód od Arras otworzyła się luka. Dwie dywizje kawalerii czekały między Arras a Tilloy, ale na południe od Scarpe, gdzie miały wyjść do przodu, pozycja Wancourt – Feuchy padła za późno. Wieczorem wycofano je na biwaki. Oficerowie 4 i 9 Dywizji byli przekonani, że na północnym brzegu kawaleria miała otwartą drogę. Generał brygady Adrian Carton de Wiart, sam kawalerzysta, powiedział oficerowi łącznikowemu, że najbliższa brygada konnicy nadejdzie dopiero nazajutrz, a „jutro będzie za późno”. Tak samo telefonował do swojego brygadiera jeden z dowódców batalionów 9 Dywizji. Historia oficjalna przyznaje, że zamiast całych dywizji konnicy lepiej było wysłać pojedyncze szwadrony, które mogłyby zająć sporo terenu, a piechota przejęłaby go po zmroku. Za piechotą natychmiast ruszyli saperzy i pionierzy, którzy całą noc naprawiali drogi i układali tory kolejek polowych, by przesunąć artylerię.
Wieczorem 3 Armia meldowała o wzięciu 5,6 tysiąca jeńców i 36 dział, a jeńcy i działa wciąż napływali. Straty były według historii oficjalnej z pewnością mniejsze niż połowa strat zadanych Niemcom. Dwie dywizje VII Korpusu, które przeszły przez Neuville-Vitasse i Telegraph Hill, straciły średnio niespełna tysiąc ludzi każda. Historia oficjalna wymienia dwa czynniki, które najbardziej odróżniały ten dzień od pierwszego dnia nad Sommą: przede wszystkim znacznie silniejszą artylerię i lepszą amunicję, a w drugiej kolejności słabości niemieckiej obrony.
Po stronie niemieckiej
Klęska niemieckiej 6 Armii generała pułkownika Ludwiga von Falkenhausena wynikała w dużej mierze z jego błędów. Pierwsze linie były gęsto obsadzone i miały się bronić za wszelką cenę, a gdy padły, każda dywizja straciła około jednej trzeciej piechoty. Pięć dywizji odwodu, które miały kontratakować, stało 25–30 km za frontem, bo Falkenhausen spodziewał się ataku dopiero w połowie kwietnia. Nie zdążyły wejść do walki tego dnia. Następca tronu Bawarii Rupprecht, dowódca grupy armii, zanotował w dzienniku: „Teraz musimy cierpieć, ponieważ 6 Armia, mimo moich wyraźnych życzeń, nie przysunęła odwodów bliżej dywizji frontowych”. Generał Erich Ludendorff, który właśnie tego dnia obchodził 52. urodziny, wspominał po wojnie, że oczekiwał ataku z ufnością, a po meldunkach spod Arras był głęboko przygnębiony. Od razu zaczął ściągać pod Arras odwody.
Pod Arras nie było jednak przełomu. Za zdobytymi pozycjami leżała jeszcze jedna linia obrony, przełącznik Drocourt – Quéant, a do pola bitwy zbliżały się świeże niemieckie dywizje. W kolejnych dniach Brytyjczycy zdobyli jeszcze Monchy-le-Preux i resztę grzbietu Vimy, ale z każdym dniem posuwali się wolniej i ponosili większe straty.