- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 4 października 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa pod Broodseinde
4 października 1917 roku o szóstej rano, w mżawce i porywistym wietrze, dwanaście dywizji brytyjskich i dominialnych uderzyło na wschód od Ypres na grzbiet Broodseinde, z którego od 1915 roku Niemcy patrzyli na cały łuk Ypres. Był to trzeci skok generała Herberta Plumera w trzeciej bitwie pod Ypres, osiem dni po bitwie o Polygon Wood. Główny ciężar dźwigały cztery dywizje Anzac, trzy australijskie i nowozelandzka, po raz pierwszy w tej wojnie nacierające obok siebie. Na ten sam świt niemiecka 4 Dywizja Gwardii i pułk 45 Dywizji Rezerwowej przygotowały własne natarcie, więc Australijczycy zderzyli się z nacierającymi Niemcami w ziemi niczyjej. Przed dziewiątą grzbiet był zdobyty, do niewoli trafiło kilka tysięcy Niemców, a ich przeciwnatarcia rozbiły się o ogień artylerii. W południe zaczęło padać.
Noc na taśmach
Bataliony szły na pozycje od zmroku 3 października. Około północy zaczął siąpić deszcz, chmury zasłoniły księżyc w pełni, a za końcem drewnianych kładek żołnierze brnęli po śliskiej ziemi, trzymając się taśm i palików. Najtrudniej miała 3 Dywizja Australijska generała Johna Monasha, która musiała przejść przez bagnistą dolinę strumienia pod Zonnebeke pod okiem niemieckich obserwatorów i zatrzymywała się za każdym razem, gdy w górę szły rakiety. Prawie wszystkie bataliony stłoczono tuż przy linii frontu, by po godzinie zero szybko wyjść spod niemieckiej zapory. Nastroje były dobre. Weterani 1 i 2 Dywizji, którzy dwa tygodnie wcześniej wygrali bitwę przy drodze do Menin, cieszyli się, że idą do natarcia razem z 3 Dywizją i Nowozelandczykami, a nie w pojedynkę, jak nad Sommą.
Niemcy także nie spali. Od 11 wieczorem żołnierze australijskiego 25 Batalionu na skraju Zonnebeke widzieli przesuwające się przed nimi grupy, które brali za luzowanie oddziałów. O 5.15 patrol 5 Batalionu przyprowadził pięciu jeńców, którzy bardzo chcieli, by szybko odesłano ich na tyły, i powiedzieli, że o 5.30 ma się zacząć niemiecki ostrzał. O żadnym natarciu nie wspomnieli.
Żółte rakiety
Około 5.20 nad grzbietem wzbiła się żółta rakieta zamiast zwykłej białej, za nią następne, a kilka minut później spadła nawała. Był to ostrzał przygotowujący niemiecką operację „Höhensturm”, którą odłożono o dobę po krwawej porażce z 1 października. Australijscy oficerowie byli pewni, że ich natarcie zostało wykryte. Pociski i miny spadły przede wszystkim na 1 i 2 Dywizję Australijską, leżące w lejach z pelerynami narzuconymi na głowy. Gdy pocisk trafiał w pusty lej, szkody były niewielkie. Gdy w zajęty, ginęli wszyscy, którzy w nim leżeli. Według australijskiego historyka oficjalnego Charlesa Beana jeszcze przed godziną zero zginęło lub zostało rannych około jednej siódmej nacierających żołnierzy I Korpusu Anzac. Zginęło około dwudziestu oficerów. Wśród nich był major Philip Howell-Price, którego dwaj bracia zginęli nad Sommą i pod Bullecourt. Generał William Birdwood, chcąc go oszczędzić, wziął go do sztabu korpusu, ale Howell-Price uprosił powrót do swojego 1 Batalionu na to natarcie. Wezwać ognia zaporowego nie było można: w ostatnich dziesięciu minutach przed natarciem artyleria nie odpowiadała na sygnały.
Spotkanie w ziemi niczyjej
O szóstej spadła brytyjska nawała, a niemiecki ostrzał urwał się jak nożem uciął. Żołnierze wstali z lejów, zapalili papierosy i ruszyli. Zapora była rzadsza niż 20 i 26 września. Mokra ziemia nie wzbijała pyłu, a wybuchy wyglądały, jak zanotował jeden z obserwatorów, jak tłum parujących talerzy, ustawionych gęsto jeden przy drugim na całym zboczu. Po kilkudziesięciu metrach Australijczycy dostrzegli w półmroku drugą tyralierę, podnoszącą się z lejów około 30 metrów przed nimi. Byli to żołnierze niemieckiego 212 Pułku Rezerwowego, gotowi do natarcia, część z bagnetami na karabinach. Większość Australijczyków od razu otworzyła ogień. Ktoś krzyknął, że to swoi i żeby nie strzelać, ale usłyszał tylko, żeby pilnował własnego nosa. Pierwsza niemiecka fala padła, a reszta uciekła, często prosto pod brytyjską zaporę.
W tym zamieszaniu nie brakowało dziwnych scen. Major Page z 25 Batalionu podszedł we mgle do grupy żołnierzy, wziętych przez niego za Australijczyków, i został pojmany. Gdy pocisk brytyjski rozrzucił jego strażników, wystrzelił do nich z rewolweru i uciekł. Porucznik McIntyre z 22 Batalionu, prowadzący swoich ludzi według kompasu, zastrzelił kilku Niemców, zanim sam padł z kulą w głowie. W Zonnebeke część Niemców cofała się w porządku, skokami po 30–40 metrów, a ich podoficerowie przy każdym przystanku kazali prowadzić szybki ogień. Ruiny wsi oczyścił idący za pierwszą falą 26 Batalion. Za ziemią niczyją schrony bronili gwardziści, którzy tym razem walczyli zacieklej niż przeciwnicy Australijczyków 20 września.
Lej przy drodze
Między 6.45 a 7.20 dywizje Anzac stanęły na pierwszym celu, kilkaset metrów przed szczytem. Przerwa przed drugim etapem okazała się najcięższą częścią dnia. Wzdłuż drogi z Beselare do Passchendaele, biegnącej grzbietem, strzelały karabiny maszynowe ze schronów i okopów, a działa polowe biły na wprost. Najtwardszym punktem był wielki lej przy drodze, w którym mieściły się sztaby dwóch niemieckich batalionów. Wiktoriańczycy z 6 Batalionu podeszli pod niego ogniem karabinów Lewis i granatników karabinowych. Kapitan Annear obchodził spokojnie krawędź leja, strzelając w dół z rewolweru, gdy Niemcy obrzucali go granatami, i padł śmiertelnie ranny. Po dwudziestu minutach lej był zdobyty, a grupa niemieckich oficerów, która broniła się jeszcze w rowie za żywopłotem, poddała się. Jeden z nich, jak się okazało dowódca batalionu, nie chciał się poddać i zmarł od rany bagnetem. Kilkaset metrów dalej kapitan Traill z 8 Batalionu z porucznikiem Watersem i trzema żołnierzami podczołgali się okopem do niemieckiej baterii. Gdy ruszyli do szturmu, przez klapę w stropie podziemnego schronu wysunęła się biała flaga. Był to sztab artylerii. Niektórzy Australijczycy próbowali od razu obrócić zdobyte działa przeciw Niemcom.
Dla niemieckich sztabów na grzbiecie, czekających na wieści o własnym natarciu, był to szok. Dowódca jednego z batalionów 5 Pułku Gwardii Pieszej, major Wegehaupt, który zdołał uciec z leja, o siódmej zameldował w sztabie batalionu wsparcia, że oba bataliony na grzbiecie zostały rozbite.
Za grzbietem
O 8.10 ruszył drugi etap. 1 i 2 Dywizja Australijska przeszły szczyt niemal bez oporu i po raz pierwszy od maja 1915 roku brytyjscy żołnierze zobaczyli to, co Niemcy widzieli stąd przez dwa i pół roku. Przed nimi leżał zielony grzbiet Keiberg, po prawej drzewa i wieża kościoła w Beselare, a dalej niezniszczona flamandzka równina, na której, gdy ucichł ostrzał, widać było jadące wozy, pasące się krowy i dym z kominów. Kilometr na północ, przy tej samej drodze, czerwieniały ruiny kościoła w Passchendaele. Na stoku poniżej uciekali niemieccy żołnierze. Australijczycy okopali się w piaszczystej, dobrze odsączonej ziemi. 7 Brygada przy skrzyżowaniu w Broodseinde zatrzymała się przed ogniem z zagajnika Daisy Wood i obsadziła stary okop, w którym żołnierze, kopiąc, natrafiali na mundury Brytyjczyków poległych w latach 1914–1915.
Na północ od linii kolejowej najtrudniej miał 40 Batalion z Tasmanii, który na ostrodze Gravenstafel szedł na linię Flandern I, ostrzeliwany z frontu i z lewej strony przez dziesięć karabinów maszynowych. Kapitan Ruddock wyprowadził kompanię na skrzydło przez odcinek Nowozelandczyków i stamtąd zaczęto zdobywać schron po schronie. Sierżant Lewis McGee przebiegł 50 metrów pod ogniem i zastrzelił z rewolweru obsługę karabinu maszynowego na dachu jednego ze schronów, a kapral Walter Peeler z 3 Batalionu Pionierów, przydzielony do 37 Batalionu, prowadził ataki na kolejne gniazda. Obaj otrzymali Krzyże Wiktorii. Porucznik Cane z 40 Batalionu wziął w jednym schronie 31 jeńców, nie oddając ani jednego strzału. O 9.12 cały cel 3 Dywizji był zdobyty, a Nowozelandczycy zajęli ostrogę Gravenstafel z wzniesieniem Abraham Heights i farmą Kronprinz, biorąc do niewoli 1159 Niemców. Żołnierze 6 Brygady Australijskiej złapali dwa niemieckie gołębie pocztowe. Jednego wypuścili z kartką: „Deutschland über Alles. Ha! Ha! Akurat”.
Przeciwnatarcia w Daisy Wood
Niemieckie odwody wychodziły przeciw grzbietowi przez cały dzień, ale nie mogły nawet podejść. Major Freiherr von Schleinitz, dowódca 5 Pułku Grenadierów Gwardii, siedział w farmie na Keibergu bez żadnych odwodów i z meldunkami, że Brytyjczycy idą na wschód. „Postanowiłem, cokolwiek się stanie, utrzymać mój sztab” — pisał po wojnie. Gdy przypadkiem trafił do niego żołnierz bawarski szukający swojego pułku, Schleinitz wysłał bawarskiemu podpułkownikowi rozkaz natarcia, choć był tylko majorem, a pułk nie podlegał jego dowództwu. Bawarczycy usłuchali. Około 13.30 dotarł do niego meldunek z linii: „Hura, posiłki!”. W rzeczywistości bataliony 4 Dywizji Bawarskiej, kierowane na skrzyżowanie w Broodseinde, wpadały kolejno pod brytyjską zaporę i ogień karabinów maszynowych z grzbietu i zbijały się w zagajniku Daisy Wood, który australijscy obserwatorzy przez całe popołudnie zasypywali ogniem artylerii. Oficer 26 Batalionu widział konnych, którzy zaganiali rozbiegających się żołnierzy z powrotem w szyk, jak bydło na pastwisku. Przed 41 Batalionem, gdzie Niemcy zalegli w starych okopach 200 metrów od australijskiej linii i zaczęli ją ostrzeliwać, porucznik Skewes poderwał swoich ludzi do kontrataku z krzykiem i rozpędził przeciwnika, ale sam zginął.
Deszcz
Około 11.00 meldunki lotników potwierdziły, że cele są zdobyte niemal na całym froncie natarcia, od lasu Polygon po Poelcappelle. Dowódcy korpusów chcieli iść za ciosem, a Plumer rozważał natarcie na Keiberg, ale Birdwood był przeciwny i o 14.00 Plumer zrezygnował. Pół godziny po południu zaczął padać deszcz. Przejście przez doliny za grzbietem natychmiast zamieniło się w mordęgę dla noszowych i tragarzy, a w 3 Dywizji, gdzie droga do punktów opatrunkowych była najdłuższa, ewakuacja rannych się załamała. Ciężko ranni leżeli całą noc w błocie wokół przepełnionych schronów. Wieczorem pocisk zabił w sztabie przy Dame Wood podpułkownika Rave’a, dowódcę 212 Pułku Rezerwowego.
Na odcinku Anzac niemieckie przeciwnatarcia nie zmusiły do wprowadzenia ani jednego batalionu z odwodu. Brytyjczycy policzyli 4759 jeńców, a feldmarszałek Douglas Haig podawał w raporcie ponad 5 tysięcy, w tym 138 oficerów. Plumer miał nazwać ten dzień „największym zwycięstwem od Marny”, a niemiecka historia oficjalna pisała później o „czarnym dniu 4 października”. Wieczorem szef wywiadu Haiga meldował, że Niemcy nie mają w pobliżu frontu ani jednej świeżej dywizji, a Haig był pewien, że przeciwnik jest bliski załamania. Kolejne natarcie miało ruszyć za kilka dni, ale deszcz, który zaczął się w południe, nie ustawał.