TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek buntów w armii francuskiej

Kategoria:
Wojsko
Front:
Front zachodni
Data:
3 maja 1917
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Francja, Robert Nivelle, Philippe Pétain

2 i 3 maja 1917 roku w Saint-Bandry, wiosce na zachód od Soissons, gdzie po kwietniowych walkach odpoczywała francuska 2 Dywizja Piechoty Kolonialnej, doszło do pierwszego wielkiego buntu w armii francuskiej. Dywizja dostała rozkaz powrotu na front, by wziąć udział w kolejnym natarciu na Chemin des Dames. Według zestawienia francuskiego historyka André Loeza około tysiąca żołnierzy, głównie z 43 Pułku Piechoty Kolonialnej, zebrało się w kwaterach, śpiewało Międzynarodówkę i krzyczało „Precz z wojną!” („À bas la guerre!”). Padły strzały, a po obozowisku krążyły ulotki przeciw wojnie. Nie był to jeszcze pierwszy przypadek zbiorowej odmowy posłuszeństwa, ale żaden wcześniejszy nie miał takiej skali. Był to początek fali buntów, które w maju i czerwcu przetoczyły się przez kilkadziesiąt francuskich dywizji i na długo wyłączyły Francję z wielkich ofensyw.

2 Dywizja Kolonialna

Nazwa mylić może polskiego czytelnika. „Kolonialne” były we francuskiej armii jednostki dawnej piechoty morskiej, złożone w większości z Francuzów, a nie z żołnierzy z kolonii. W kwietniu dywizja walczyła na zachodnim skrzydle ofensywy Nivelle’a, pod Laffaux, gdzie natarcie 6 Armii generała Charles’a Mangina pierwszego dnia wdarło się zaledwie na kilkaset metrów w niemieckie umocnienia, a potem w ciężkich bojach posuwało się z trudem. 24 kwietnia wycofano ją na odpoczynek w okolice Soissons. Żołnierze liczyli na dłuższy wypoczynek i na urlopy, wstrzymane na czas ofensywy. Według Loeza już 1 maja jeden z żołnierzy 43 Pułku napisał do dowództwa dywizji list z „pełną szacunku prośbą” o odpoczynek.

Tymczasem dowództwo przygotowywało ostatnie duże natarcie bitwy, wyznaczone na 4 i 5 maja. Na odcinku 6 Armii, której dowódcę Mangina właśnie 2 maja odwołano, miało ono wedrzeć się w Linię Hindenburga pod Laffaux. 3 maja dywizja dostała rozkaz zebrania się i wymarszu na pozycje. Wtedy wybuchły manifestacje. Żołnierze, jak w większości późniejszych buntów, nie rzucali się na przełożonych, lecz demonstrowali i odmawiali wymarszu. Sytuację udało się jednak opanować: 4 maja oddziały dywizji ruszyły w stronę Laffaux i zajęły odcinek na froncie. Jeszcze 5 maja w jej kwaterach pod Laffaux pojawiły się anonimowe karteczki z hasłami „Precz z wojną” i „Śmierć winnym”. W literaturze angielskiej epizod ten bywa opisywany jako bunt „2 Dywizji” 3 maja, bez dopowiedzenia, że chodzi o dywizję kolonialną.

Który bunt był pierwszy

Wskazanie „pierwszego” buntu zależy od tego, co uznać za bunt. Francuski historyk Guy Pedroncini, który w 1967 roku jako pierwszy opisał te wydarzenia na podstawie archiwów wojskowych, liczy zbiorowe akty niesubordynacji już od 17 kwietnia, dnia po rozpoczęciu ofensywy. Od połowy kwietnia mnożyły się też indywidualne odmowy pójścia na front. Za pierwszy zbiorowy bunt uważa się zwykle wydarzenia z 29 kwietnia w 20 Pułku Piechoty z 33 Dywizji, który walczył o wzgórza Moronvilliers w Szampanii. W obozie pod Mourmelon-le-Grand około 200 żołnierzy odmówiło powrotu na pozycje i śpiewało Międzynarodówkę. Najpewniej o tym samym incydencie pisze brytyjska historia oficjalna (Falls), która nazywa go pierwszym poważnym przejawem niepokojów i umieszcza go w jednym z batalionów grupy armii Centrum, który brał udział w natarciu na wzgórza Szampanii. Część popularnych opracowań podaje, że 29 kwietnia zbuntował się 2 batalion 18 Pułku Piechoty, ale bunt w tym pułku wybuchł dopiero pod koniec maja. Wydarzenia w 2 Dywizji Kolonialnej były jednak pierwszym tak dużym, gwałtownym i politycznym w wymowie wystąpieniem: z udziałem około tysiąca ludzi, ze strzałami, rewolucyjną pieśnią i ulotkami.

Dlaczego

Bezpośrednią przyczyną był zawód po ofensywie Nivelle’a. Generał Robert Nivelle obiecywał przełamanie frontu w 24, najwyżej 48 godzin i koniec wojny. Żołnierze w to uwierzyli, a brytyjska historia oficjalna pisze, że przed 16 kwietnia morale było znakomite. Tym większe było rozczarowanie, gdy w kilka dni ofensywa kosztowała ponad sto tysięcy zabitych, rannych i zaginionych, a przełomu nie było. Falls wymienia także chaotyczne zmiany planów i odwoływanie rozkazów oraz załamanie służby zdrowia: tysiące rannych godzinami czekały na pomoc i ewakuację na oczach kolegów. Za główną przyczynę niezadowolenia uważał brak urlopów. Wiele buntów nie miało według niego innego źródła niż protest przeciw długiemu wstrzymaniu urlopów w czasie ofensywy.

Do tego dochodziło zmęczenie trzecim rokiem wojny, po rzeziach pod Verdun i nad Sommą, złe jedzenie, zbyt krótki odpoczynek między kolejnymi wejściami na front i poczucie, że na tyłach, wśród „embusqués”, tych, którzy znaleźli sobie bezpieczne posady, nikt się żołnierzami nie przejmuje. Wiadomości z Rosji, gdzie rewolucja obaliła cara, a żołnierze wybierali komitety, zapowiadały, że wojnę można zakończyć inaczej niż zwycięstwem. Obok Francuzów nad Aisne walczyły dwie brygady rosyjskie. Po ciężkich stratach w kwietniu wycofano je z frontu, a 1 maja świętowały w obozie na tyłach, co było początkiem ich własnego buntu. Dowództwo francuskie, a za nim Falls, wiele winy zrzucało na pacyfistyczną propagandę z kraju i na ministra spraw wewnętrznych Louisa Malvy’ego, który według Nivelle’a nie chciał jej tłumić. Późniejsi historycy, od Pedronciniego po Leonarda Smitha i André Loeza, widzą w buntach raczej kryzys zaufania do dowódców i protest przeciw sposobowi prowadzenia wojny niż spisek rewolucjonistów. Buntownicy na ogół nie odmawiali obrony okopów. Odmawiali udziału w kolejnych natarciach, które w ich oczach niczego nie dawały.

Co dalej

3 maja był dopiero początek. Według francuskiej historii oficjalnej, na którą powołuje się Falls, wznowienie natarć na początku maja na pewien czas powstrzymało rozprzestrzenianie się buntów, a prawdziwy kryzys przyszedł później: ze 119 zarejestrowanych przypadków zbiorowej niesubordynacji 80 przypadło na okres od 25 maja do 10 czerwca. Objęły one 54 dywizje. Nowsze badania mówią o ponad stu dziesięciu buntach w około 60 dywizjach i o kilkudziesięciu tysiącach uczestników. Najbardziej dotknięte były armie, które najdłużej walczyły na Chemin des Dames i w Szampanii: 6, 4 i 10. Niepokoje przeniosły się też do pociągów z urlopowiczami, w których śpiewano rewolucyjne pieśni i wywieszano czerwone flagi. Do Niemców wiadomości o buntach na szczęście dla Francji w porę nie dotarły.

Opanowanie kryzysu przypadło generałowi Philippe’owi Pétainowi, który od 29 kwietnia był szefem sztabu generalnego, a 15 maja zastąpił Nivelle’a na stanowisku wodza naczelnego. Połączył on surowość wobec przywódców buntów, z kilkuset wyrokami śmierci, z których wykonano kilkadziesiąt, z reformami: regularnymi urlopami, lepszym jedzeniem i kwaterami oraz rezygnacją z kosztownych natarć.