TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Początek czwartej bitwy nad Isonzo

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front włoski
Data:
10 listopada 1915
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Czwarta bitwa nad Isonzo
Tagi:
Włochy, Austro-Węgry, Luigi Cadorna, wojna pozycyjna

10 listopada 1915 roku, zaledwie pięć dni po zakończeniu trzeciej bitwy nad Isonzo, włoska 2 i 3 Armia znów uderzyły na austro-węgierskie pozycje nad Soczą. Generał Luigi Cadorna nie zamierzał dawać obrońcom czasu na odpoczynek. Tym razem atakował na węższym froncie, od przyczółka pod Plavą po wzgórze Sei Busi, a jego celem pozostały przedmoście Gorycji i Monte San Michele, klucz do płaskowyżu Kras. Pierwszego dnia natarcia załamały się prawie wszędzie.

Dlaczego tak szybko

Cadorna działał pod presją. Od wejścia Włoch do wojny minęło prawie pół roku, a armia nie zdobyła ani Triestu, ani Trydentu, ani nawet Gorycji. Na 1 grudnia zwołano parlament i rząd spodziewał się ostrej krytyki. Sojusznicy domagali się z kolei pomocy dla Serbii, którą od października podbijały państwa centralne. Cadorna postanowił przed zimą jeszcze raz spróbować zdobyć Gorycję. Austriacy nazwali potem tę bitwę „parlamentarną”.

Od 5 do 9 listopada wykrwawione dywizje włoskie, zwłaszcza z 3 Armii księcia Aosty, zastąpiono wypoczętymi. Według austriackiej historii oficjalnej na front od Rombonu do morza wystawiono razem około 28 dywizji. Na zaśnieżonych szczytach nad górną Soczą i pod Monfalcone miały się toczyć tylko natarcia wiążące. Główne uderzenie 2 Armii skierowano na grzbiet pod wsią Oslavia, między górą Sabotino a wzgórzem Podgora, które bronią dostępu do Gorycji od zachodu. 3 Armia miała zdobyć Monte San Michele, atakując z dwóch stron. Na samą górę Sabotino, przed którą Włosi wykrwawili się w październiku, tym razem nie planowano poważnego natarcia.

Austro-węgierska 5 Armia generała Svetozara Boroevicia nie dostała posiłków. Naczelne dowództwo w Cieszynie uważało, że wystarczy jej to, co ma, przynajmniej przez tydzień. Boroević uzupełnił pułki, dał najbardziej zmęczonym oddziałom kilka dni odpoczynku i zebrał w odwodzie około 22 batalionów. Obrońcy wiedzieli, co się szykuje. Lotnicy i dezerterzy meldowali o nowych oddziałach, a nocą z włoskich tyłów dochodził nieustanny turkot wozów z amunicją. 9 listopada po południu Włosi zaatakowali pod Plavą i na Podgorze, a artyleria silnie ostrzelała północną część Krasu. Część opracowań liczy bitwę już od tego dnia.

Pierwszy dzień

10 listopada rano ulewa i burza opóźniły początek bitwy. Gdy się przejaśniło, włoska artyleria ostrzeliwała przedmoście Gorycji przez około trzy godziny, a koło południa przeszła w godzinny ogień huraganowy wszystkich dział i moździerzy okopowych. Austriacka historia oficjalna zwraca uwagę, że Włosi wyciągnęli wnioski z poprzednich bitew. Zamiast rozkładać ogień na wiele dni i cały front, skupiali go krótko na wąskim odcinku tuż przed szturmem. Z tym dniem związała narodziny nad Soczą typowego dla tej wojny ognia huraganowego, a po stronie obrońców prawdziwego ognia zaporowego.

Około południa piechota ruszyła do natarcia na froncie długim na mniej więcej 20 kilometrów, od Sabotino po wzgórze 118 na Krasie. Pod Sabotino bataliony włoskiej 4 Dywizji doszły do zasieków i zdołały nawet ustawić działo około 50 metrów od austriackiego okopu, ale ogień baterii zza Soczy i obrońców 60 Brygady zmusił je do odwrotu. Atak grenadierów w dolinie potoku Piumica też się załamał. Natarcie 11 Dywizji na Oslavię zatrzymało się przed przeszkodami. Najdłużej walczono na południowym krańcu Podgory, gdzie włoska 12 Dywizja mimo burzy atakowała do północy, a wdarła się tylko do jednego odcinka okopów, z którego zaraz ją wyrzucono.

Na Krasie piechota XI i XIII Korpusu ruszyła około 11.00, po trzygodzinnym ostrzale, który zniszczył wiele zasieków i osłon. Na Monte San Michele i pod San Martino del Carso natarcia odparła alpejska 6 Dywizja Piechoty i węgierska brygada landszturmu. Między San Martino a wzgórzem 111 Włosi po południu wdarli się w dwóch miejscach, ale kontratak węgierskiego 39 Pułku Piechoty wyparł ich z powrotem. Na wzgórzu Sei Busi szturmy zatrzymał ogień styryjskich strzelców krajowych, a pod Monfalcone artyleria rozbiła natarcie włoskiej 16 Dywizji. O 17.00 gwałtowna burza pogrążyła pole bitwy w ciemnościach i przerwała walkę. Tego samego dnia sardyńska brygada Sassari zaczęła szturmy na umocnione okopy pod San Martino, nazywane przez Włochów „Frasche”. Pierwsze ataki załamały się na zasiekach w ogniu karabinów maszynowych.

Najwięcej Włosi osiągnęli pod Plavą. Włoska 3 Dywizja po siedmiu szturmach wdarła się wieczorem do części wsi Zagora. Następnego ranka kontratak trzech batalionów austriackich odebrał jej zdobycz.

Co dalej

11 listopada Włosi powtórzyli natarcie na całym froncie, znów bez rezultatu. Później bitwa rozpadła się na serię zaciętych, osobnych natarć na Oslavię, Podgorę i Monte San Michele. 18 listopada włoska artyleria zaczęła planowo burzyć Gorycję. Walki trwały do początku grudnia i kosztowały Włochów prawie 49 tysięcy ludzi, ale miasto i Monte San Michele zostały w rękach Austriaków.