Początek niemieckiego ataku na Zatokę Ryską
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Wojna na morzu
- Data:
- 8 sierpnia 1915
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa w Zatoce Ryskiej
8 sierpnia 1915 roku (26 lipca według kalendarza juliańskiego) przed świtem niemieckie trałowce weszły do Cieśniny Irbe, między wybrzeżem Kurlandii a wyspą Saremą. Zaczęły przecierać drogę przez rosyjskie pola minowe do Zatoki Ryskiej. Była to pierwsza z dwóch prób, które przeszły do historii jako bitwa w Zatoce Ryskiej.
Flota z Morza Północnego
Na operację Niemcy przerzucili na Bałtyk dużą część Floty Pełnomorskiej. Do zatoki miał się wedrzeć wiceadmirał Ehrhard Schmidt z IV Eskadrą starszych pancerników, krążownikami, torpedowcami, trałowcami i stawiaczem min Deutschland. Od strony otwartego morza osłaniał go wiceadmirał Franz von Hipper z drednotami i krążownikami liniowymi, gotów do walki, gdyby z Zatoki Fińskiej wyszła rosyjska flota. Plan przewidywał dwa dni: zniszczenie rosyjskich okrętów w zatoce, postawienie min w Moonsundzie, cieśninie łączącej zatokę z Zatoką Fińską, zablokowanie portu w Parnawie zatopionymi statkami i pokazowy ostrzał umocnień u ujścia Dźwiny. Od kilku tygodni niemiecka armia stała na brzegu zatoki, a rosyjskie okręty ostrzeliwały jej skrzydło. W lipcu Niemcy przegrali starcie koło Gotlandii i teraz chcieli zademonstrować swoją przewagę na Bałtyku.
Sześć godzin na jedną zaporę
Trałowce ruszyły około 4 rano. Za nimi płynęły krążownik Bremen i pancerniki Braunschweig i Elsass. Już po godzinie wyleciał w powietrze trałowiec T 52, na szczęście bez ofiar. Chwilę później na minę, przeoczoną przez trałowce, wszedł krążownik Thetis, a o siódmej torpedowiec S 144. Oba trzeba było odholować do Lipawy. Rosjanie, którzy wcześnie wykryli Niemców z powietrza, rzucili do walki kanonierki, niszczyciele i hydroplany. Ich ataki odpierał ogień niemieckich pancerników. Elsass trafił kanonierkę Groziaszczij, a jeden z rosyjskich hydroplanów musiał wodować obok niemieckiego torpedowca i jego załoga dostała się do niewoli. Około 10.30 nadpłynął stary rosyjski pancernik Sława, ale pod ogniem dwóch niemieckich pancerników prowadzonym z odległości około 16 kilometrów szybko się wycofał.
Mimo dobrej pogody i spokojnego morza przejście przez pierwszą zaporę było gotowe dopiero po 11. Trałowanie trwało sześć godzin, dwa razy dłużej, niż zakładano. Dwie mile dalej trałowce natrafiły na kolejną zaporę, o której Niemcy nie wiedzieli. Po 13 zatonął na niej trałowiec T 58.
Atak przerwany
Wiceadmirał Schmidt policzył, że nie zdąży przed zmrokiem wejść do zatoki i zaminować Moonsundu, a do następnego dnia nie starczyłoby węgla. Brakowało mu też torpedowców do osłony przed okrętami podwodnymi. Około 13.45 przerwał operację, ku zdziwieniu załóg trałowców, które sądziły, że najgorsze mają już za sobą. Wieczorem zameldował przez radio, że obrona minowa jest „bardzo silna”, a nowa próba ma sens tylko przy znacznie większej liczbie trałowców.
W Kilonii i Berlinie wiadomość przyjęto ze zdziwieniem. Dowódca sił na Bałtyku, książę Henryk Pruski, uważał, że operację trzeba dokończyć, a wielki admirał Alfred von Tirpitz i część Admiralicji uważali ją za zbyt ryzykowną, zwłaszcza że armia nie zamierzała na razie atakować Rygi. Spór rozstrzygnął cesarz, który zgodził się na drugą próbę. Rosjanie wykorzystali tydzień przerwy, by postawić w cieśninie kilkaset nowych min.