Początek obrony Jerozolimy
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Bliski Wschód
- Data:
- 26 grudnia 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Obrona Jerozolimy
26 grudnia 1917 roku, po dwóch dniach ulewy, która zamieniła górskie drogi w potoki błota, nad Wyżyną Judzką wreszcie się przejaśniło. W brytyjskim XX Korpusie, który od zdobycia Jerozolimy trzymał front kilka kilometrów na północ i wschód od miasta, wiedziano już, że ten dzień nie skończy się spokojnie. Z odszyfrowanych tureckich depesz radiowych, zeznań jeńców i raportów agentów wynikało, że Erich von Falkenhayn, niemiecki dowódca osmańskiej grupy armii „Yıldırım”, przygotowuje próbę odbicia Jerozolimy. Główne uderzenie miała wyprowadzić wzdłuż drogi do Nablusu doborowa 19 Dywizja, a pomocnicze ataki inne oddziały na wschód i południowy wschód od miasta. Co do daty wiadomości były sprzeczne, ale 26 grudnia nowe informacje wskazywały prawie na pewno na noc z 26 na 27 grudnia.
Dowódca korpusu, generał porucznik sir Philip Chetwode, nie obawiał się tego ataku. Od połowy grudnia przygotowywał własne natarcie na północ, które deszcz kilka razy odkładał. Teraz postanowił pozwolić Turkom uderzyć, a gdy zaangażują się na dobre pod Jerozolimą, wyprowadzić natarcie swojego zachodniego skrzydła, 10 Dywizji (irlandzkiej) generała majora Johna Longleya i brygady 74 Dywizji, wzdłuż równoległych grzbietów na wschód, w bok tureckiego frontu. Tak był pewny swego, że kazał Longleyowi ruszyć 27 grudnia rano, bez względu na to, co zrobią Turcy. W nocy jego bataliony zeszły do głębokich wąwozów na pozycje wyjściowe.
Jeszcze przed północą placówka londyńskiego batalionu 2/13 z 60 Dywizji, wysunięta przy drodze do Nablusu, wróciła z meldunkiem, że zetknęła się z nieprzyjacielem. Około 1.30 27 grudnia tureckie natarcie ruszyło. O 1.45 Turcy zepchnęli kompanię batalionu 2/16 ze wzgórza Ras at-Tawil, a potem zaatakowali na całym odcinku 179 Brygady, rzucając granaty. W kilku miejscach wdarli się na pozycje, ale wyparto ich bagnetami, a czerwone rakiety ściągnęły na nacierających ogień zaporowy brytyjskiej artylerii. Po krótkiej przerwie tureckie działa polowe i haubice skupiły ogień na wzgórzu Tall al-Ful, kilka kilometrów na północ od miasta, z którego widać było całą okolicę aż po Jerozolimę. O świcie Turcy doszli do jego dolnych stoków, ale szczytu nie zdobyli. Na zachód od drogi 181 Brygada odparła od 2.30 cztery coraz silniejsze ataki, choć w końcu musiała się cofnąć na mniej odsłonięty stok.
Ostatni silny atak na batalion 2/13 przyszedł tuż przed 13.00. Podpułkownik C. M. Mackenzie wyprowadził swoich ludzi do kontrataku przez grzbiet, a Turcy nie przyjęli walki i uciekli, tracąc wielu ludzi w ogniu. Około 18.00 na całym froncie 60 Dywizji ustały walki. Na wschód od miasta Turcy atakowali placówki walijskiej 53 Dywizji, a turecki pułk kawalerii przez cały dzień oblegał kompanię batalionu Middlesex w starym klasztorze na wschód od Betlejem, bezskutecznie próbując rozbić jego mury ogniem dwóch dział górskich. Brytyjska historia oficjalna ocenia, że natarcie najlepszych tureckich wojsk, prowadzone z determinacją, prawie całkowicie zawiodło. Turkom zabrakło sił, by przełamać spokojną i dobrze przygotowaną obronę.
Tymczasem na zachodnim skrzydle wojska Longleya od rana wspinały się na grzbiety Zajtun, Karajna i Dajr Ibzi. Do wieczora, bez ciężkich strat, zdobyły pierwsze cele, w tym wysokie wzgórze nazywane przez Brytyjczyków Świńskim Grzbietem, a saperzy zaczęli wciągać za nimi działa. Wieczorem Chetwode miał pewność, że jego plan się powiódł: tureckie natarcie odparto, a jego własne weszło w skrzydło nieprzyjaciela. Następnego dnia zamierzał przejść do natarcia na całym froncie.