TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Początek szóstej bitwy nad Isonzo

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front włoski
Data:
6 sierpnia 1916
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Szósta bitwa nad Isonzo
Tagi:
Włochy, Austro-Węgry, Luigi Cadorna, wojna pozycyjna

6 sierpnia 1916 roku, w pogodny niedzielny poranek, włoska artyleria otworzyła ogień na całym froncie nad Soczą, od Tolminu po morze. Tak zaczęło się główne natarcie szóstej bitwy nad Isonzo. Generał Luigi Cadorna skupił przeciw przedmościu Gorycji i górze Monte San Michele na płaskowyżu Kras tyle dział i moździerzy okopowych, ile nie miał jeszcze nigdy w tej wojnie. Pod wieczór włoska piechota stała na szczytach, o które bezskutecznie walczyła od czerwca 1915 roku.

Zaskoczenie

Od końca lipca, kiedy walki na płaskowyżu Asiago ostatecznie ucichły, Cadorna nocami przewoził z Trydentu nad dolną Soczę całe korpusy i setki ciężkich dział. Austro-węgierska 5 Armia generała Svetozara Boroevicia, osłabiona wysyłaniem wojsk przeciw ofensywie Brusiłowa, nie spodziewała się wielkiego natarcia przed połową sierpnia. 4 sierpnia włoski VII Korpus zaatakował pozorująco pod Monfalcone i został odparty, ale odwrócił uwagę obrońców. Dopiero 5 sierpnia jeńcy zeznali, że szykuje się wielki atak, a obserwatorzy zauważyli wstrzeliwanie się wielu nowych baterii. Boroević poprosił wtedy naczelne dowództwo o kilka baterii ciężkiej artylerii, ale na pomoc było już za późno.

Przedmościa Gorycji na zachodnim brzegu Soczy broniła 58 Dywizja generała Erwina Zeidlera, który akurat przebywał na urlopie. Miała 18 i pół batalionu, w połowie z pospolitego ruszenia, i według austriackiej historii oficjalnej zaledwie 87 dział z niewielkim zapasem amunicji. Naprzeciw niej stał włoski VI Korpus generała Luigiego Capella: sześć dywizji z około 500 działami i 400 moździerzami okopowymi. Włosi znali przy tym szczegóły umocnień, bo w lipcu i w nocy na 1 sierpnia kilku dezerterów przyniosło im informacje i plany pozycji na Podgorze.

Monte Sabotino

Ostrzał zaczął się według austriackiej historii oficjalnej o 6.45, według włoskich źródeł o siódmej. Wkrótce wzgórza od Monte Sabotino po równinę pod Lucinico i samo miasto zniknęły w kłębach dymu i pyłu, a dalekosiężne działa ostrzeliwały sztaby, drogi i obozy odwodów daleko za frontem. Około południa ogień przeszedł w huraganowy na odcinkach, które Włosi wybrali do szturmu. Zasieki zostały wbite w ziemię, stanowiska karabinów maszynowych w skale rozbite, a wejścia do kawern, w których kryli się obrońcy, zasypane.

O czwartej po południu piechota VI Korpusu ruszyła na całym froncie przedmościa. Na Monte Sabotino, górę zamykającą przedmoście od północy, uderzyły trzy brygady 45 Dywizji generała Giuseppe Venturiego. Jedną z kolumn prowadził pułkownik Pietro Badoglio, szef sztabu korpusu, który od miesięcy przygotowywał to natarcie. Góry bronił jeden batalion dalmatyńskiego 37 Pułku Strzelców. Zaskoczeni obrońcy nie zdążyli wydostać się z kawern i zostali obezwładnieni w krótkim czasie. Włosi nie zatrzymali się, jak w dawnych bitwach, w pierwszej linii, lecz poszli grzbietem w stronę San Valentino i San Mauro nad Soczą. Według Venturiego jego dywizja wzięła tego dnia około 1200 jeńców. Na samą Soczę i most w Solkanie Włosi tego dnia nie zeszli, ale Monte Sabotino, z którego widać było całą kotlinę Gorycji, było w ich rękach.

Podgora i San Michele

Na południowym skrzydle 11 i 12 Dywizja szturmowały Podgorę, zwaną przez Włochów Monte Calvario. Dalmatyńscy strzelcy z 23 Pułku utrzymali główny grzbiet, ale jedna z brygad przedarła się doliną między Podgorą a wzgórzami Pevmy, a pojedyncze oddziały doszły do Soczy i nawet przeszły przez mosty na wschodni brzeg. W środku przedmościa, pod Oslavią, natarcie 24 Dywizji się załamało.

Tego samego popołudnia, po kilku godzinach najsilniejszego ostrzału, jaki widziano dotąd na Krasie, włoski XI Korpus zaatakował Monte San Michele. Brygady Catanzaro i Brescia w ciągu około godziny zdobyły wszystkie cztery szczyty, a pojedyncze patrole doszły aż pod wieś Cotici. Węgierskie bataliony honwedu jeszcze tego wieczoru i w nocy odbiły wschodni szczyt i odepchnęły Włochów z północnego stoku, a San Martino del Carso obrońcy utrzymali. Austriacy szykowali na świt kontratak całymi odwodami korpusu.

Wieczorem Boroević rozkazał nie ustępować ani kroku i odbijać utracone pozycje. Odwody 58 Dywizji mogły jednak ruszyć dopiero po zmroku, bo drogi, mosty i miasto leżały pod nieustannym ogniem. Austriacka historia oficjalna pisała, że położenie dywizji było bardzo poważne, ale jeszcze nie beznadziejne. Ciężkie walki o przedmoście i o San Michele miały trwać jeszcze dwa dni.