TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Włosi zdobywają Gorycję

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front włoski
Data:
9 sierpnia 1916
Autor:
Natalia
Bitwa:
Szósta bitwa nad Isonzo
Tagi:
Włochy, Austro-Węgry, Luigi Cadorna

9 sierpnia 1916 roku wojska włoskie wkroczyły do Gorycji, miasta nad Soczą, o które od czerwca 1915 roku stoczyły pięć krwawych i bezowocnych bitew. Austro-węgierscy obrońcy opuścili je w nocy, wycofując się na wzgórza na wschód od miasta. Gorycja była pierwszym dużym miastem Austro-Węgier, a zarazem pierwszym dużym miastem państw centralnych, które zdobyły wojska Ententy. We Włoszech wiadomość o jej zajęciu wywołała prawdziwy wybuch radości.

Upadek przedmościa

Droga do miasta otworzyła się trzy dni wcześniej. 6 sierpnia Włosi zdobyli Monte Sabotino i szczyty Monte San Michele, dwa filary austro-węgierskiej obrony Gorycji, a przez następną dobę szturmowali resztki przedmościa na zachodnim brzegu Soczy. Broniły się tam strzępy 58 Dywizji generała Erwina Zeidlera, któremu zabrakło odwodów i amunicji dla artylerii. 8 sierpnia o 1.30 w nocy Zeidler kazał opuścić przedmoście. Według austriackiej historii oficjalnej na wschodni brzeg przeszło niewiele ponad 5 tysięcy żołnierzy z około 18 tysięcy, którzy dwa dni wcześniej bronili przedmościa. Saperzy wysadzili mosty, ale most drogowy pod Lucinico został uszkodzony tylko częściowo i dawał się nadal przejść.

Dowódca 5 Armii, generał Svetozar Boroević, rozkazał bronić wschodniego brzegu rzeki za wszelką cenę, także ze względów politycznych: nie chciał oddać Włochom miasta, które miało dla nich ogromne znaczenie. Socza była jednak w sierpniu na południe od Gorycji płytka i dawała się przejść w bród, a wyczerpani żołnierze trzymali brzeg tylko rzadkim łańcuchem posterunków. 8 sierpnia przed południem kilkuosobowy patrol 28 Pułku Piechoty z brygady Pavia pod dowództwem dziewiętnastoletniego podporucznika Aurelia Baruzziego przeprawił się przez rzekę pod Lucinico, dotarł do stacji kolejowej w Gorycji i wywiesił na niej włoską flagę. Baruzzi dostał za to złoty Medal za Męstwo Wojskowe. W ślad za nim przez rzekę przeszły kolejne oddziały 12 Dywizji i utworzyły na wschodnim brzegu mały przyczółek, a po południu Włosi przeprawiali się także dalej na południe, pod Sant’Andrea.

Odwrót Austriaków

Wieczorem 8 sierpnia stało się jasne, że wyczerpani obrońcy nie utrzymają brzegu dłużej niż kilka godzin. Boroević zgodził się na wycofanie 58 Dywizji na drugą pozycję, przygotowaną kilka kilometrów na wschód od miasta, od Monte San Gabriele przez wzgórza nad Gorycją po dolinę Wipawy. O 23.00 przyszedł rozkaz odwrotu. W nocy z 8 na 9 sierpnia oddziały w spokoju opuściły miasto, a jako ostatni zachodni brzeg opuścił batalion, który bronił mostu kolejowego w Solkanie. Saperzy wysadzili wtedy wielki kamienny łuk tego mostu, chlubę austriackiej sztuki inżynierskiej. Według austriackiej historii oficjalnej w ostatnich dniach wywieziono z Gorycji pod ostrzałem około 3 tysięcy cywilów i blisko 100 wagonów zapasów żywności i paszy. Tego samego wieczoru Boroević postanowił też opuścić Monte San Michele i płaskowyż Doberdò, którego obrona po upadku przedmościa straciła sens.

Wkroczenie Włochów

9 sierpnia rano w Gorycji nie było już żołnierzy austro-węgierskich. Włosi nie od razu to zauważyli. Przez cały dzień przeprawiali się przez rzekę po mostach pontonowych i kładkach, spodziewając się zaciętego oporu. Już w nocy z 8 na 9 sierpnia rzekę przeszły dwa bataliony bersalierów na rowerach i zebrany naprędce oddział kawalerii, który miał ścigać cofającego się przeciwnika, ale już kilka kilometrów za Soczą natrafił na austriackie ubezpieczenia. Według włoskich źródeł pierwszym zwartym oddziałem, który zajął przedmieścia, był 11 Pułk Piechoty z brygady Casale, około wpół do trzeciej po południu. Do centrum miasta wjechała potem brygada kawalerii, a brygady Taranto i Avellino przeszły przez Gorycję na jej wschodnie przedmieścia, gdzie zatrzymał je ogień z nowej linii austriackiej. Przedwojenna Gorycja liczyła około 30 tysięcy mieszkańców. Według włoskich relacji zostało w niej tylko około 3 tysięcy cywilów.

10 sierpnia do miasta uroczyście wjechał dowódca 3 Armii, książę Aosty Emanuel Filiberto, i wyznaczył włoskiego komisarza Gorycji. Tego samego dnia król Wiktor Emanuel III w odezwie do żołnierzy dziękował im, że dzięki nim radosna ojczyzna przyjmuje Gorycję na swoje łono. Prasa i opinia publiczna świętowały pierwsze wielkie zwycięstwo włoskie w tej wojnie, które zdawało się zmywać wiosenne upokorzenie w Tyrolu. Poseł i do niedawna minister kolonii Ferdinando Martini zanotował 10 sierpnia w dzienniku, że całe Włochy świętują, ale ostrzegał, by nikt nie uznał zdobycia Gorycji za niemal ostateczny sukces, po którym pokój jest blisko.

Zwycięstwo bez przełomu

Martini miał rację. Gorycja leży w kotlinie otoczonej wzgórzami i dopóki Austriacy trzymali je w swoich rękach, miasto pozostawało pod ich ogniem. Cadorna pisał później, że zwycięstwo pod Gorycją było przede wszystkim moralne i miało niewielką wartość wojskową, dopóki Włosi nie zdobyli wzgórz panujących nad miastem od wschodu. Jego zdaniem padłyby one jeszcze 9 sierpnia, gdyby dowódcy zaatakowali je tak szybko, jak rozkazał. Austriacka historia oficjalna również uważała, że Włosi nie wykorzystali wtedy szansy, bo obrońcy, wyczerpani trzema dniami walk, mieli za sobą tylko kilka batalionów odwodu. Gdy następnego dnia Włosi uderzyli na nową linię, Austriacy zdążyli się już na niej urządzić, a z Tyrolu i z frontu wschodniego zaczęły nadjeżdżać posiłki.