Niemiecki atak gazowy pod Bolimowem
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front wschodni
- Data:
- 31 stycznia 1915
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa pod Bolimowem
- Tagi:
- Niemcy, Rosja, Królestwo Polskie, broń chemiczna
Rankiem 31 stycznia 1915 roku niemiecka artyleria otworzyła ogień na rosyjskie okopy nad Rawką, w okolicach Bolimowa. Wśród zwykłych pocisków na pozycje rosyjskie spadło około 18 tysięcy pocisków wypełnionych środkiem łzawiącym. Był to pierwszy w tej wojnie atak z użyciem broni chemicznej na tak dużą skalę. Zakończył się niepowodzeniem: w mroźnym powietrzu gaz prawie nie parował.
Nowe natarcie nad Rawką
Od połowy grudnia 1914 roku front nad Bzurą i Rawką stał niemal w miejscu. Pod koniec stycznia niemiecka 9 Armia generała Augusta von Mackensena dostała zadanie przeprowadzenia silnego natarcia na tym odcinku. Nie chodziło już tylko o drogę na Warszawę. Dowództwo frontu wschodniego, feldmarszałek Paul von Hindenburg i generał Erich Ludendorff, przygotowywało na początek lutego wielką ofensywę w Prusach Wschodnich. Atak pod Bolimowem miał przyciągnąć rosyjskie odwody i odwrócić uwagę od Mazur.
Na wąskim odcinku między Huminem a Wolą Szydłowiecką Niemcy zgromadzili kilka dywizji z I Korpusu Rezerwowego generała Kurta von Morgena i XVII Korpusu. Według rosyjskich opracowań wspierało je około 600 dział, w tym ciężkie haubice i dwa austro-węgierskie moździerze kalibru 305 mm. Naprzeciw stały dywizje rosyjskiego VI Korpusu generała Wasilija Gurki, wchodzącego w skład 2 Armii generała Władimira Smirnowa.
Pociski „T”
Pociski chemiczne były nowością. Środek, którym je wypełniono, bromek ksylilu, zaproponował chemik Hans Tappen z pruskiego ministerstwa wojny, brat jednego z oficerów niemieckiego sztabu generalnego. Od jego nazwiska Niemcy nazywali go T-Stoff, a pociski „T”. Były to zmodyfikowane pociski do haubic kalibru 15 cm, które obok ładunku wybuchowego zawierały kilka kilogramów płynnego środka. Po wybuchu płyn miał odparować i utworzyć chmurę gazu drażniącego oczy i drogi oddechowe. Pierwsze próby na poligonie przeprowadzono zaledwie kilka tygodni wcześniej.
Środki łzawiące nie miały zabijać, lecz obezwładniać obrońców i wypędzać ich z okopów. Ich użycie budziło wątpliwości, bo konwencja haska z 1899 roku zakazywała stosowania pocisków, których jedynym celem jest rozprzestrzenianie gazów duszących lub trujących. Niemcy argumentowali, że ich pociski zawierają też ładunek wybuchowy, a gaz łzawiący nie jest trujący.
Mróz zamiast chmury
Tego dnia było mroźno. Według polskiej Wikipedii temperatura wynosiła około –3 °C. W takich warunkach bromek ksylilu prawie nie parował, a płyn zamarzał lub wsiąkał w śnieg. Relacje o skutkach są rozbieżne. Według wielu opracowań Rosjanie w ogóle nie zauważyli, że zostali zaatakowani gazem, i nie ostrzegli o tym sojuszników. Rosyjskie meldunki wspominały jednak o duszącym działaniu gazów z niemieckich pocisków, a jeńcy wzięci przez Niemców skarżyli się na łzawienie i bóle głowy. Według części źródeł wiatr zawiał też część gazu z powrotem w stronę niemieckich linii.
Natarcie piechoty, które ruszyło po kilkugodzinnym ostrzale, przyniosło Niemcom lokalny sukces. Według rosyjskich opracowań do późnego popołudnia wyparli oni z pierwszej linii okopów oddziały kilku rosyjskich dywizji i wdarli się w ich pozycje pod Huminem i Wolą Szydłowiecką. Przełamania jednak nie było. Jeszcze w nocy Rosjanie zaczęli ściągać odwody i szykować kontratak.
Atak gazowy pod Bolimowem okazał się porażką, a jego znaczenie doceniono dopiero później. Niepowodzenie w mrozie skłoniło Niemców do szukania innych sposobów użycia gazu. Kilka miesięcy później, w kwietniu 1915 roku pod Ypres i w maju ponownie pod Bolimowem, mieli użyć już chloru wypuszczanego z butli.