TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Niemiecki atak na Kondoa Irangi

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Afryka
Data:
9 maja 1916
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Niemiecka Afryka Wschodnia, Związek Południowej Afryki, Paul von Lettow-Vorbeck, kolonie niemieckie

Wieczorem 9 maja 1916 roku wojska Paula von Lettow-Vorbecka zaatakowały 2 Dywizję generała Jacoba van Deventera pod Kondoa Irangi, w środkowej części Niemieckiej Afryki Wschodniej. Walka trwała do wczesnych godzin 10 maja i skończyła się niemiecką porażką. Brytyjska chronologia wojny umieszcza ten atak pod 9 i 10 czerwca, ale to pomyłka o miesiąc: brytyjska historia oficjalna (Hordern), południowoafrykańska historia oficjalna i raport generała Jana Smutsa z października 1916 roku zgodnie datują go na noc z 9 na 10 maja.

Lettow-Vorbeck zmienia front

Gdy w kwietniu brygada konna van Deventera zajęła Kondoa Irangi, Lettow-Vorbeck uznał, że to tu Brytyjczycy prowadzą główne uderzenie. Przerzucił większość swoich wojsk znad kolei usambarskiej na południe, przez Handeni i koleją centralną, a potem pieszo na północ, drogami z Dodomy i z Handeni. Pod koniec kwietnia brytyjskie dowództwo wiedziało już, że przez Handeni przechodzą kolejne niemieckie kompanie, a patrole van Deventera meldowały o nieprzyjacielu na południe od osady. 4 maja niemiecki oddział zepchnął brytyjski posterunek w Kwa Mtoro, a 7 maja uciekinierzy z okolicznych wsi, szukający obiecanej im brytyjskiej opieki, donosili o ponad 20 kompaniach.

Van Deventer miał do obrony około 3000 ludzi, wycieńczonych głodem i malarią. Ostatnie oddziały 3 Brygady Piechoty Południowoafrykańskiej generała Berrangé doszły do Kondoa Irangi według historii południowoafrykańskiej dopiero rano 9 maja. Osada leżała w płytkiej dolinie wśród skalistych wzgórz. Trzy bataliony piechoty zajęły duże wzgórze na południe od niej, a konnica stanęła na wzgórzach po bokach i z tyłu. Po drugiej stronie doliny szerokiej na około trzy kilometry wznosiły się dwa wyższe wzgórza, nazwane przez Brytyjczyków Range Rock Hill i South Hill.

Noc szturmów

Około południa 9 maja Niemcy zepchnęli brytyjskie placówki i zajęli wzgórza na południowym wschodzie. Po południu ich artyleria zaczęła ostrzeliwać osadę i obozy. Południowoafrykańczyków zaskoczyła siła tego ognia: obok haubic strzelało działo 105 mm zdjęte z krążownika Königsberg. Hordern dodaje, że Niemcom brakowało amunicji i to działo strzelało pociskami z żelaza domowej roboty, wypełnionymi czarnym prochem. O zmierzchu niemiecka piechota, która podeszła na przedpole, zawróciła, a na stokach wzgórz zapłonęło wiele ognisk. Obrońcy uznali to za podstęp i mieli rację. Po zapadnięciu ciemności askarysi, osłonięci łanami kukurydzy, podeszli blisko okopów.

Około 19.30 Niemcy uderzyli na południowy i wschodni skraj pozycji. Główny ciężar spadł na 11 Batalion Piechoty Południowoafrykańskiej. Przy świetle księżyca w kwadrze askarysi ruszali pod górę z okrzykami i przy dźwięku trąbek, ale nie mieli osłony, a obrońcy oświetlali przedpole racami. Każdy szturm załamywał się w ogniu karabinów i karabinów maszynowych. Historia południowoafrykańska wymienia ciężkie natarcia o 21, 22 i 23 oraz około 0.30. 11 Batalion zdobył niemiecki karabin maszynowy przy jeziorku na południowym skraju pozycji, a 12 Batalion kontratakował prawe skrzydło napastników. Około 2.15–3.00 w nocy Niemcy się wycofali i nie ponowili ataku.

Straty i spór o intencje

Według Horderna obrońcy stracili 6 zabitych i 17 rannych. Gubernator Heinrich Schnee podał straty niemieckie: 55 zabitych, w tym 5 Niemców, 71 rannych i 21 zaginionych. Poległ kapitan von Kornatzki, a podpułkownik von Bock został ciężko ranny. Według ustaleń brytyjskiej historii oficjalnej szturmowały trzy niemieckie oddziały (Otto, Bock i Kornatzki), razem około 1800 ludzi, a w odwodzie na wzgórzach stały dalsze. Schnee oceniał całe siły zebrane pod Kondoa Irangi na około 4000 karabinów, około 20 karabinów maszynowych i kilka dział. Przypadkiem przebywał wtedy w obozie major Richard Meinertzhagen ze sztabu Smutsa. Na podstawie przesłuchań jeńców oszacował Niemców na około 20 kompanii. W kwaterze głównej długo nie chciano mu wierzyć.

Lettow-Vorbeck przedstawił po wojnie to starcie inaczej. W swoich wspomnieniach pisał, że jego kompanie, wbrew oczekiwaniom, natknęły się nocą na nieznane wzgórze obsadzone przez przeciwnika i wdały się w zaciętą walkę. Autorzy historii południowoafrykańskiej odrzucili tę wersję: kilka kolejnych szturmów w ciągu nocy, poprzedzonych ostrzałem i pozorowanym odwrotem, było ich zdaniem zaplanowanym natarciem. Po odparciu ataku żadna ze stron nie miała sił, by rozstrzygnąć walkę. Rankiem 10 maja zaczęło się wzajemne obchodzenie skrzydeł, codzienny ostrzał i nocne starcia patroli. Front pod Kondoa Irangi wydłużył się do około 16 kilometrów i trwał w miejscu do końca czerwca, a Lettow-Vorbeck trzymał tu swoje główne siły w czasie, gdy Smuts szykował natarcie wzdłuż kolei usambarskiej.