TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek bitwy nad Lys

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
9 kwietnia 1918
Autor:
Natalia
Bitwa:
Bitwa pod Estaires
Tagi:
Portugalia, Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, Niemcy, Erich Ludendorff

9 kwietnia 1918 roku, we wtorek, o 4.15 rano, w ciemności i gęstej mgle, artyleria niemieckiej 6 Armii otworzyła ogień na froncie od kanału La Bassée po Armentières, we Flandrii francuskiej. Tak zaczęła się bitwa nad Lys, druga wielka ofensywa wiosny 1918 roku, którą Erich Ludendorff przygotował w pośpiechu po tym, jak cztery dni wcześniej przerwał operację Michael przed Amiens. Po czterech i pół godzinie ostrzału niemiecka piechota uderzyła na odcinek, którego bronili Portugalczycy. Portugalska 2 Dywizja w ciągu kilku godzin przestała istnieć jako zorganizowana siła, a Niemcy doszli do rzek Lawe i Leie (Lys) i przeszli Lys w jednym miejscu. Na południowym skrzydle brytyjska 55 Dywizja utrzymała jednak wszystkie swoje pozycje w Givenchy i Festubert, a do wieczora Brytyjczycy, rzucając do walki ostatnie odwody, zamknęli wyłom cienką linią nad rzekami. Godziny podajemy za brytyjską historią oficjalną.

Przed natarciem

Odcinek nad Lys uchodził za spokojny. Od zimy 1914/1915 front niemal się tu nie przesunął, a płaski, podmokły teren, w którym zamiast okopów budowano przedpiersia z worków z piaskiem, zwykle aż do maja nie nadawał się do wielkiego natarcia. Wiosna 1918 roku była jednak wyjątkowo sucha. Od jesieni 1917 roku front pod Neuve-Chapelle i Laventie trzymał Portugalski Korpus Ekspedycyjny, który od miesięcy nie dostawał uzupełnień. W kwietniu na froncie została tylko 2 Dywizja generała Manuela Gomesa da Costy, wzmocniona do czterech brygad, a 1 Dywizję wycofano na tyły. 2 Dywizja miała około 21 tysięcy ludzi, brakowało jej prawie 6 tysięcy żołnierzy i ponad stu oficerów, a nastroje w jej szeregach były bardzo złe. Bronić miała około 9 kilometrów frontu. Dowódca brytyjskiego XI Korpusu, generał Richard Haking, radził natychmiast zastąpić ją dywizją brytyjską. Według brytyjskiej historii oficjalnej chciał to zrobić już w nocy z 7 na 8 kwietnia, ale na prośbę dowódcy 51 Dywizji, która po marcowych walkach nie zdążyła się nawet uzbroić, odłożył zmianę o dwie doby. 8 kwietnia postanowiono, że Portugalczyków zluzują brytyjska 50 Dywizja i brygada 55 Dywizji, poczynając od nocy z 9 na 10 kwietnia.

Oznaki natarcia mnożyły się od kilku dni. Lotnicy widzieli na drogach za niemieckim frontem wzmożony ruch, a zdjęcia lotnicze pokazały kładki przygotowane nad strumieniami naprzeciw Portugalczyków. W nocy z 7 na 8 kwietnia Niemcy zasypali Armentières pociskami z iperytem: według brytyjskich szacunków spadło ich na miasto 30–40 tysięcy, a brytyjska 34 Dywizja miała ponad 900 zatrutych. Mglisty 8 kwietnia był za to niepokojąco cichy. Haking mówił swojemu dowódcy artylerii, że obawia się ataku akurat wtedy, gdy będzie wyprowadzał Portugalczyków z linii. Brytyjski wywiad spodziewał się jednak głównego uderzenia pod Arras i na grzbiet Vimy, a nad Lys najwyżej pomocniczego ataku, choć 8 kwietnia generał Henry Horne, dowódca 1 Armii, meldował Haigowi, że wszystko wskazuje na atak następnego dnia.

Ostrzał i szturm

9 kwietnia nad równiną leżała mgła tak gęsta, że rano widać było na nie więcej niż 40 metrów. Ostrzał, kierowany znów przez podpułkownika Georga Bruchmüllera, przebiegał podobnie jak 21 marca. Najpierw pociski z fosgenem i pociski burzące biły w baterie, skrzyżowania dróg i stanowiska dowodzenia, aż po sztaby batalionów. Jeden z pierwszych pocisków, które spadły na Lestrem, trafił w dom, w którym kwaterował generał Gomes da Costa. Łączność telefoniczna z portugalskim frontem została przerwana w ciągu dziesięciu minut, a adiutant, którego generał posłał konno z rozkazem dla brygady odwodowej, przez godzinę przebijał się przez dwa kilometry w ciemności i zamęcie. Około 6 drogi za frontem zapchały się już uciekinierami: cywilami, woźnicami artylerii, żołnierzami służb tyłowych, a także częścią portugalskiej brygady odwodowej. Od 8 ostrzał przeniósł się na okopy, o 8.35 dołączyły moździerze, a o 8.45 niemiecka piechota ruszyła do szturmu za wałem ogniowym. Portugalskie relacje podają, że natarcie zaczęło się już o 7.

Na Portugalczyków uderzyły cztery niemieckie dywizje. Już około 7.30 Brytyjczycy na obu skrzydłach widzieli portugalskich żołnierzy cofających się z pierwszej linii, a między 9 a 10 większość załóg przedniej strefy przeszła przez brytyjskie stanowiska, około 5 kilometrów za dawnym frontem. Niemieckie relacje pułkowe mówią, że pierwsze okopy zdobyto prawie bez oporu i że jeńców brano dopiero w drugiej i trzeciej linii. Nie wszędzie tak było. Według niemieckich relacji placówki w Richebourg-l’Avoué i Neuve-Chapelle broniły się prawie do 11, a na prawym skrzydle portugalski 10 pułk trzymał się, dopóki ogień moździerzy nie zabił większości obrońców. Portugalska tradycja zapamiętała szeregowca Aníbala Milhaisa, który z karabinem maszynowym Lewis miał osłaniać odwrót portugalskich i szkockich żołnierzy, a później został odznaczony Orderem Wieży i Miecza, najwyższym portugalskim odznaczeniem wojskowym. Około 11 z całej dywizji zostali na polu walki tylko portugalscy artylerzyści obsługujący baterie brytyjskie, kompania tunelowa i niewielkie grupki, które dołączyły do Brytyjczyków. Ucieczka była tak szybka, że nie zdążono wysadzić przygotowanych do zniszczenia mostów. Później zebrano z rozproszonych oddziałów 894 oficerów i 13 252 żołnierzy. Niemcy twierdzili, że wzięli 6 tysięcy jeńców.

Givenchy

Inaczej potoczyła się walka na południu, gdzie obok Portugalczyków stała 55 Dywizja, złożona z Terytorialnych z Lancashire. Bronili Givenchy, ruin wioski na niewielkim wzniesieniu, rozkopanym przez lata walk minerskich, i Festubert. Ich dowódca, generał Hugh Jeudwine, przez dwa miesiące przygotowywał obronę: punkty oporu z betonowymi gniazdami karabinów maszynowych, zasieki stawiane noc w noc tak, by kierować nacierających pod ogień, i podziemny tunel z kwaterami dla dwóch batalionów. Każdy pluton wiedział, czy ma bronić stanowiska, czy kontratakować, a linii oporu kazano bronić za wszelką cenę. Już przed szturmem, gdy Portugalczycy zaczęli się cofać, dywizja zawinęła lewe skrzydło wzdłuż granicy odcinka portugalskiego. Około 10 Niemcy wdarli się do ruin kościoła w Givenchy i doszli w pobliże kanału, ale kontrataki odrzuciły ich z powrotem. Gdy po południu mgła się przerzedziła, okazało się, że zasieki są obwieszone trupami. W kieszeniach na północ i południe od Givenchy wzięto do niewoli 641 Niemców, w tym dwóch dowódców batalionów, ponad sto karabinów maszynowych i orkiestrę wojskową z instrumentami, która według brytyjskiej historii oficjalnej miała wprowadzić pułk do Béthune. Dwóch młodszych oficerów 55 Dywizji, Joseph Collin i John Schofield, poległych tego dnia, odznaczono pośmiertnie Krzyżem Wiktorii. Do wieczora dywizja zbudowała ciągłe skrzydło frontem na północny wschód, aż do Lawe.

Nad Lawe i Lys

W lukę po Portugalczykach Haking rzucił najpierw to, co miał pod ręką. 11 batalion kolarzy i 1 pułk King Edward’s Horse obsadziły rano umocnione punkty pod Lacouture i Bout Deville. Brygada 51 Dywizji, która miała je zluzować, przez pomyłkę w rozkazach pojechała ciężarówkami w złą stronę i dotarła na miejsce dopiero koło południa. Kolarze i kawalerzyści, otoczeni z obu stron, bronili się do 17.30, gdy dostali rozkaz odwrotu, a potem wycofali się za Lawe, tracąc połowę ludzi. Brytyjska historia oficjalna uznała, że to ich wytrwałość nie pozwoliła zamienić sukcesu Niemców w całkowite przełamanie i dała czas brygadom 51 i 50 Dywizji na obsadzenie linii rzek. Na północnym skrzydle Niemcy szli za cofającymi się Portugalczykami w mgle, a żołnierze brytyjskiej 40 Dywizji, którzy dopiero kilka dni wcześniej po raz pierwszy zobaczyli zielonkawe portugalskie mundury, długo nie strzelali, nie wiedząc, kto jest kim. Niemcy obeszli skrzydło dywizji. Z batalionu walijskiego, który stał najbliżej Portugalczyków, ocalało dwóch oficerów i dwudziestu żołnierzy, a batalion z East Surrey, otoczony z trzech stron, bronił się w części punktów do popołudnia. 12 batalion pułku Suffolk długo trzymał Fleurbaix, ale resztki 40 Dywizji zostały zepchnięte nad Lys.

Po południu Niemcy doszli do rzek. Pod Bac-Saint-Maur Brytyjczycy wysadzili o 14.15 stały most i dwa z trzech mostów tymczasowych, ale około 16 część niemieckiego pułku przeszła na drugi brzeg po trzecim, ocalałym. W nocy brytyjska brygada z odwodu sąsiedniego korpusu kontratakowała tam w ciemności i odzyskała część terenu. Pod Estaires batalion lekkiej piechoty z Durham bronił przyczółka do wieczora, a potem wycofano go na północny brzeg i wysadzono główny most. Niemiecka próba przejścia przez Lawe w pobliżu jej ujścia do Lys została odparta. Do rana 10 kwietnia brytyjski XI i XV Korpus, zużywszy wszystkie odwody, otoczyły niemiecki wyłom szeroki na około 16 kilometrów i głęboki na prawie 9 kilometrów cienką linią biegnącą wzdłuż Lawe i Lys. Wieczorem nad doliną unosiły się łuny płonących Armentières, Estaires i Merville.

Wieczór

Meldunki, które wieczorem dotarły do następcy tronu bawarskiego Rupprechta, brzmiały tak dobrze, że kazał 6 Armii jeszcze w nocy przejść jak najdalej za Lys, choćby z samą piechotą i częścią artylerii polowej. Późniejsze raporty były skromniejsze: przez Lys udało się przejść tylko pod Bac-Saint-Maur. Natarciu przeszkodziły mgła, rowy i żywopłoty, a niemiecki wał ogniowy szybko odszedł od własnej piechoty. Do walki nie weszły też przygotowane czołgi, bo grunt okazał się dla nich za miękki. Po stronie brytyjskiej nikt nie miał jednak złudzeń. Horne nie miał już odwodów, a jedyną pomocą mogły być dywizje odebrane innym odcinkom. Niemcy mieli zresztą w zanadrzu drugi cios: już wieczorem 8 kwietnia dowództwo naczelne kazało 4 Armii uderzyć następnego dnia po 6 Armii, na północ od Armentières, na grzbiet Messines.

Dla Portugalii 9 kwietnia stał się najczarniejszym dniem wojny. Gomes da Costa i dowódcy korpusu od dawna ostrzegali Lizbonę, że ich żołnierze, bez uzupełnień i bez zmiany, nie wytrzymają poważnego ataku, ale klęska i tak wstrząsnęła krajem. Wokół bitwy narosło wiele sporów i mitów. Dawne portugalskie opracowania podawały tysiące zabitych, a nowsze badania mówią o kilkuset poległych i około 6 tysiącach jeńców. Brytyjska historia oficjalna, choć nie oszczędza Portugalczyków, przypomina, że brytyjskie dowództwo już od grudnia 1917 roku liczyło się z tym, że nie wytrzymają oni ataku, a zaskoczyła je tylko szybkość ich odwrotu.