TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek ofensywy Moza-Argonne

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
26 września 1918
Autor:
Natalia
Bitwa:
Ofensywa Moza-Argonne
Tagi:
Stany Zjednoczone, John Pershing, Francja, Niemcy

26 września 1918 roku o 5.30 rano dziewięć dywizji amerykańskiej 1 Armii generała Johna Pershinga wyszło z okopów między rzeką Mozą a lesistym pasmem Argonny, na północny zachód od Verdun. Pięć minut wcześniej na zachód od Argonny, w Szampanii, do natarcia ruszyła francuska 4 Armia generała Henriego Gouraud. Tak zaczęła się ofensywa nazwana przez Amerykanów ofensywą Moza-Argonne, a przez Francuzów bitwą w Szampanii i w Argonnach. Była to pierwsza z serii potężnych uderzeń, które marszałek Ferdinand Foch zaplanował na ostatnie dni września na całym froncie od Mozy po morze. Zaskoczeni Niemcy oddali w ciągu dnia całą pierwszą pozycję, a Amerykanie posunęli się w najlepszych miejscach o około 8 kilometrów. Nie zdołali jednak zdobyć wzgórza Montfaucon, kluczowego punktu niemieckiej obrony.

Dwa tygodnie przygotowań

Zaledwie dwa tygodnie wcześniej 1 Armia stoczyła swoją pierwszą bitwę, pod Saint-Mihiel. Jeszcze zanim się skończyła, dywizje, artyleria i składy ruszyły nocami na nowy odcinek, oddalony o około 60 kilometrów. Do wieczora 25 września na pozycje wyjściowe dotarło około 600 tysięcy Amerykanów, a francuscy żołnierze, którzy do ostatniej chwili obsadzali pierwszą linię, by Niemcy nie dostrzegli zmiany, wycofali się dopiero w nocy przed natarciem. Pershing pisał, że udało się osiągnąć zaskoczenie taktyczne.

Zadanie było bardzo trudne. Front stał tu od 1914 roku, a Niemcy przez cztery lata budowali pas umocnień głęboki na kilkanaście kilometrów. Na wschodzie panowały nad nim wzgórza na drugim brzegu Mozy, na zachodzie gęste lasy Argonny, a pośrodku wznosiło się wzgórze Montfaucon z ruinami wsi, z którego Niemcy widzieli całą okolicę. Natarcie miało wbić się w ten pas po obu stronach wzgórza i zmusić obrońców do jego opuszczenia. V Korpus generała George’a Camerona miał obejść Montfaucon od zachodu i bez oglądania się na sąsiadów iść na Romagne, III Korpus generała Roberta Bullarda nad Mozą miał osłaniać prawe skrzydło i obejść wzgórze od wschodu, a I Korpus generała Huntera Liggetta posuwać się doliną rzeki Aire wzdłuż Argonny. Pierwszym celem była trzecia pozycja niemiecka, około 16 kilometrów od linii wyjściowej. W przeddzień natarcia Foch przypomniał w specjalnej nocie, że Amerykanie nie mogą zatrzymywać się na żadnych pośrednich liniach i mają iść jak najdalej w stronę Buzancy.

Dywizje miały za sobą bardzo różne doświadczenie. Tylko pięć z dziewięciu szturmowych walczyło już wcześniej w natarciu. Najbardziej doświadczone dywizje, które walczyły pod Saint-Mihiel, nie zdążyły przejść na nowy odcinek albo stały w odwodzie, a cztery dywizje pierwszego rzutu miały przydzieloną artylerię, z którą nigdy razem nie walczyły. Wspierało je około 2700 dział, 189 lekkich czołgów Renault, z czego 142 z amerykańskimi załogami, i 821 samolotów, w tym 604 amerykańskie. Znaczną część dział i samolotów oraz wszystkie czołgi dali Francuzi.

Ostrzał i szturm

O 2.30 w nocy na całym froncie otworzyło ogień około 2700 dział. Przez trzy godziny ostrzeliwały niemieckie okopy, baterie, punkty obserwacyjne i drogi. Wśród strzelających tej nocy była bateria D 129 Pułku Artylerii Polowej, którą dowodził kapitan Harry Truman, przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych. Około 5.30 lżejsze działa przeniosły ogień na nowe cele, tworząc przed piechotą ruchomy wał ogniowy. O 5.25 natarcie rozpoczęła po swoim przygotowaniu artyleryjskim francuska 4 Armia, a pięć minut później z okopów wyszła piechota amerykańska.

Ranek był mglisty. Mgła ukrywała nacierających przed niemieckimi karabinami maszynowymi, ale zarazem rozbijała szyki. Żołnierze musieli przedzierać się przez pola zasieków, pas lejów pozostały po czterech latach ostrzału, głębokie jary i zniszczone lasy. Wiele oddziałów zgubiło kierunek, a łączność z dowództwami szybko się rwała. Mimo to na większości odcinka Niemcy, osłabieni i zaskoczeni, bronili się słabo.

Przebieg dnia

Najlepiej poszło na skrzydłach. III Korpus nad Mozą przeszedł przez pierwszą pozycję i wczesnym popołudniem jego lewe skrzydło było półtora kilometra za Montfaucon. Około 10, gdy opadła mgła, żołnierze 4 Dywizji pojawili się pod Septsarges i zdobyli tam nieuszkodzoną niemiecką baterię, którą potem obrócili przeciw dawnym właścicielom. 80 i 33 Dywizja zajęły teren nad Mozą, a prawe skrzydło korpusu zawróciło i usadowiło się na wysokim brzegu rzeki, by osłaniać armię od wschodu. Do wieczora linia III Korpusu sięgała Dannevoux.

Po drugiej stronie wzgórza 91 Dywizja z zachodnich stanów posunęła się o ponad 5 kilometrów, a 37 Dywizja około 11 wyszła z lasu Montfaucon i zajęła niemieckie okopy za nim. W dolinie Aire I Korpus wdarł się głęboko w niemieckie pozycje. 35 i 28 Dywizja zajęły Varennes, a 35 Dywizja także Cheppy. Pod Cheppy przed południem został ciężko ranny podpułkownik George Patton, dowódca amerykańskiej brygady czołgów. Gdy natarcie stanęło pod ogniem karabinów maszynowych, zebrał rozproszonych piechurów i poprowadził ich za czołgami, a ranny w nogę przez godzinę dowodził jeszcze z leja po pocisku. Na lewym skrzydle 77 Dywizja w samych Argonnach, w gęstym lesie pełnym niemieckich gniazd karabinów maszynowych, posunęła się tylko o około półtora kilometra.

W centrum natarcie się zacięło. Montfaucon leżał w pasie natarcia 79 Dywizji, złożonej z poborowych z Pensylwanii, Marylandu i Waszyngtonu, która nigdy dotąd nie nacierała. Dywizja szybko zajęła Malancourt, ale potem utknęła w dolinie i w lesie przed wzgórzem. Niemieccy obserwatorzy na wzgórzu kierowali ogniem artylerii, która biła także z boku, ze wzgórz na wschodnim brzegu Mozy. Dopiero około 18 79 i 37 Dywizja, wspierane przez czołgi, ale bez artylerii, uderzyły przez przestrzeń omiataną ogniem karabinów maszynowych. Doszły do stoków wzgórza, ale zapadał zmrok i natarcie przerwano. Historycy do dziś spierają się, czy 4 Dywizja, która około południa minęła Montfaucon od wschodu, nie powinna była skręcić i uderzyć na wzgórze od tyłu, jak przewidywał plan. Według wielu relacji dywizja zatrzymała się na wyznaczonej linii i czekała na rozkazy, a Niemcy zyskali noc na wzmocnienie obrony.

Francuzi w Szampanii

Na zachód od Argonny francuska 4 Armia uderzyła na froncie od rzeki Suippe po skraj lasu, wzdłuż drogi z Châlons do Mézières. Gouraud dowodził tą samą armią, która w lipcu rozbiła w Szampanii niemieckie natarcie. Teraz jego dywizje szły przez wzgórza koło Tahure i Navarin, o które Francuzi wykrwawiali się jesienią 1915 roku. Według Focha obie armie zdobyły tego dnia na całym froncie pierwszą linię niemiecką i miejscami przeszły dalej, a średnie postępy wyniosły 3–5 kilometrów. W składzie francuskiego IX Korpusu walczył 369 Pułk Piechoty z Nowego Jorku, jeden z czarnych pułków amerykańskiej 93 Dywizji, który wszedł w lukę w linii i zajął wieś Ripont.

Bilans dnia

Wieczorem 26 września cała pierwsza pozycja niemiecka między Mozą a Argonnami była w rękach amerykańskich. Na obu skrzydłach Montfaucon Amerykanie posunęli się o około 8 kilometrów, wzięli kilka tysięcy jeńców, wiele dział i ogromne zapasy. Według amerykańskiej komisji pomników wojennych osiągnęli więcej, niż się spodziewano, i to stosunkowo niewielkim kosztem. Linia biegła od Dannevoux nad Mozą przez las Septsarges, zakręcała przed Montfaucon i ciągnęła się dalej przez okolice Épinonville po Varennes. Wzgórze, które według planu miało zostać szybko otoczone i zdobyte, wciąż jednak trzymali Niemcy.

W nocy niemieckie dowództwo zaczęło ściągać odwody na zagrożony odcinek, a za Amerykanami rosły zatory. Przez dawną ziemię niczyją prowadziły tylko cztery drogi, prawie zupełnie zniszczone, po których musiały przejść artyleria, amunicja, żywność i karetki z rannymi. Saperzy odbudowywali je pod ostrzałem. Następnego dnia, w deszczu, 79 Dywizja zdobyła Montfaucon, ale zaskoczenie się skończyło. Zaczynały się ciężkie walki, które miały trwać aż do rozejmu.