- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 12 października 1917
- Autor:
- Natalia
12 października 1917 roku o 5.25 rano, w deszczu i błocie, dwie dywizje II Korpusu Anzac ruszyły na grzbiet nad wsią Passchendaele, ostatnie wzniesienie przed równiną na wschód od Ypres. 3 Dywizja Australijska generała Johna Monasha miała zdobyć samą wieś, a Dywizja Nowozelandzka ostrogę Bellevue na północ od niej. Natarcie, przygotowane w trzy dni po nieudanym ataku pod Poelcappelle, załamało się przed nieprzeciętymi zasiekami i betonowymi schronami. Garstka Australijczyków doszła do kościoła w Passchendaele i zawróciła, nie spotkawszy nikogo, a po południu obie dywizje cofnęły się prawie na linię wyjściową. Dla Nowej Zelandii był to dzień największej liczby ofiar w całej jej historii.
Noc przed natarciem
Feldmarszałek Douglas Haig wciąż wierzył, że Niemcy we Flandrii są bliscy załamania, i chciał zdobyć grzbiet, zanim jesienne deszcze całkiem zatrzymają ofensywę spod Ypres. 11 października mówił korespondentom, że 9 października armię pokonało tylko błoto. Na froncie wyglądało to inaczej. Nowozelandczycy, którzy dzień wcześniej przejęli odcinek przed Bellevue, zastali stoki zasłane rannymi z 9 października, leżącymi od kilku dni bez pomocy, a ich patrol widział przed niemieckimi schronami pasy drutu kolczastego szerokie na 20–45 metrów. Do celu ostatecznego mieli prawie dwa i pół kilometra, a artyleria, która nie zdołała przejść przez błoto, strzelała z prowizorycznych stanowisk daleko z tyłu. Wieczorem 11 października, po całym popołudniu deszczu, dowódca sąsiedniej 5 Armii, generał Hubert Gough, poprosił telefonicznie generała Herberta Plumera o odłożenie ataku. Plumer naradził się z dowódcami korpusów i odmówił.
Brygady australijskie wyruszyły z pól pod Potijze około 18.00. Ścieżki z desek, po których szły, były ostrzeliwane granatami burzącymi i gazowymi, a z przeciwka schodziły oddziały luzowane z frontu. Niemcy prowadzili tej nocy zaplanowany od dawna ostrzał gazowy, ale silny wiatr rozwiewał gaz. Około 1.30 zaczęło padać. O 3.30 lało już mocno. Żołnierze szli gęsiego w zupełnej ciemności, trzymając się wyposażenia idącego przed nimi. Dopiero w drodze dowiedzieli się, że linia, z której mieli ruszyć, wcale nie była w brytyjskich rękach. Nowozelandczycy przeszli strumień Ravebeek po kładkach z mat kokosowych, ułożonych przez saperów, i zajęli pozycje na czas. Oddziały na taśmach wyjściowych leżały pod ostrzałem, przykryte płachtami, a część żołnierzy zasnęła w deszczu.
Ranek: Bellevue
O 5.25 ruszył ostrzał. Był słaby i poszarpany, część pocisków padała na własne linie, a pociski haubic zagłębiały się w błoto i wybuchały bez szkody dla schronów. Z niemieckich stanowisk na ostrodze Bellevue i spod Crest Farm przed Passchendaele od razu otworzyły ogień karabiny maszynowe. Około 6.00 zerwał się silny wiatr i mżawka przeszła w ulewę.
Nowozelandzka 2 Brygada, z batalionami z Otago i Canterbury, doszła do zasieków i nie mogła ich przeciąć. Jedyne przejście prowadziło zatopioną drogą do Gravenstafel, ale karabiny maszynowe ustawione po obu jej stronach zabijały każdego, kto na nią wszedł. Kolejne bataliony rzucały się na te same druty. Niektórzy żołnierze przeczołgali się pod dwoma pasami zasieków i zginęli tuż przed otworami strzelniczymi schronów. Na lewym skrzydle 3 Brygada Strzelców zdobyła cmentarz na skraju ostrogi i dotarła pod zagajnik Wolf Copse, ale około 8.00 jej dowódcy kazali się okopać. Jedyny wyraźny sukces odniósł w bagnach nad Ravebeek podporucznik Arthur Cockerell, którego pluton zdobył dwa schrony i wziął kilkudziesięciu jeńców. Przy nim samym został z plutonu jeden żołnierz.
Ranek: pod kościołem w Passchendaele
Australijska 9 Brygada nacierała grzbietem wzdłuż drogi do wsi. Pomieszana od pierwszych minut, straciła godzinę na zdobywanie gniazd karabinów maszynowych, aż kapitan Clarence Jeffries z 34 Batalionu poprowadził ludzi na tyły niemieckich stanowisk i wziął 25 jeńców. Gdy powtórzył to przy kolejnym karabinie maszynowym, zginął. Pośmiertnie otrzymał Krzyż Wiktorii. Około 8.30 około stu żołnierzy z trzech batalionów stanęło na wschodnim stoku grzbietu, mniej więcej tam, gdzie miał przebiegać drugi cel, i odesłało na tyły kilkuset jeńców. W dolinie Ravebeek 10 Brygada utknęła w pobliżu pierwszego celu pod ogniem z ostrogi Bellevue, której Nowozelandczycy nie zdobyli.
Jedna grupa, około dwudziestu żołnierzy, głównie z 38 Batalionu, poszła jednak doliną dalej, bo nie widziała przed sobą żadnego ostrzału, za którym miałaby się trzymać. Na Crest Farm, na skraju wsi, poddała się jej załoga dużego schronu. Australijczycy doszli do kościoła w Passchendaele i nie zastali tam ani Niemców, ani nikogo ze swoich. Zawrócili. W drodze powrotnej widzieli, jak Niemcy wracają na Crest Farm i otwierają z niego ogień. Jedna z jednostek dywizji niosła australijską flagę, którą miała zatknąć we wsi. Nie zatknięto jej.
Popołudnie: odwrót
Wiadomości docierały do sztabów z wielogodzinnym opóźnieniem. Monash do południa sądził, że jego dywizja posuwa się naprzód, a o tym, że Nowozelandczycy utknęli na całym froncie, dowiedział się dopiero przed jedenastą. Korpus kazał Nowozelandczykom ponowić natarcie o 15.00. Dowódcy batalionów, przekonani, że to wyrok śmierci dla resztek ich brygad, szykowali się już, by iść razem z żołnierzami, gdy rozkaz odwołano.
Około 15.00 znów zaczęło padać. Australijczycy na grzbiecie, ostrzeliwani na wprost przez niemieckie działa i z boku z ostrogi Bellevue, nie dostali żadnej odpowiedzi na meldunki wysyłane od rana. Major Giblin w dolinie Ravebeek, widząc Niemców przesączających się za jego lewe skrzydło, wycofał swoich ludzi małymi grupami i do 15.30 stali z powrotem na linii wyjściowej. Na grzbiecie odwrót zaczął się około 15.45 i przebiegał bezładnie. 12 Brygada 4 Dywizji Australijskiej, która zdobyła przekop kolejowy na wzgórzu Keiberg i odparła dwa niemieckie przeciwnatarcia, musiała się wycofać wzdłuż nasypu, gdy straciła osłonę z lewej. Wieczorem front przebiegał praktycznie tam, gdzie rano. Na północy oddziały 5 Armii także w większości stanęły niedaleko linii wyjściowych. Tylko przy granicy z Francuzami brygada 17 Dywizji i gwardziści posunęli się pod las Houthulst.
Ranni w błocie
Noc z 12 na 13 października była ciemna i deszczowa. W dolinie Ravebeek ranni z 3 Dywizji Australijskiej leżeli obok rannych z 9 października, a australijski porucznik, który następnej nocy wrócił tam z batalionem, naliczył ponad czterdziestu zabitych w promieniu dwudziestu jardów od siebie. Do jednych noszy trzeba było sześciu, a nawet ośmiu ludzi. Przy nowozelandzkich punktach opatrunkowych dziesiątki noszy stały na deszczu i gradzie, a w dwóch ziemiankach o wymiarach mniej więcej trzy na cztery metry, w których mieściły się sztaby dwóch batalionów, stłoczono 56 ludzi, w większości rannych. Następnego dnia na stokach zapanował nieformalny rozejm. Niemieccy strzelcy pozwalali sanitariuszom pracować, a ostatnich rannych zniesiono dopiero 14 października.
Bilans dnia
Dywizja Nowozelandzka straciła 12 października około 2,7 tysiąca ludzi, w tym około 845 zabitych lub śmiertelnie rannych. W ciągu kilku godzin zginęło więcej Nowozelandczyków niż w jakimkolwiek innym dniu w dziejach kraju. Dywizja, która w czerwcu zdobyła wieś Messines, poniosła swoją jedyną wielką klęskę. 3 Dywizja Australijska straciła według australijskiego historyka oficjalnego Charlesa Beana 3199 ludzi, a 12 Brygada około tysiąca. Łączne straty brytyjskie i dominialne tego dnia szacuje się na około 13 tysięcy. Niemiecka 195 Dywizja, która broniła Passchendaele, straciła 9 i 12 października ponad 3,3 tysiąca ludzi. Następca tronu Bawarii Rupprecht, dowodzący niemieckimi armiami we Flandrii, zanotował, że deszcz jest jego „najskuteczniejszym sprzymierzeńcem”.
13 października brytyjskie dowództwo postanowiło wstrzymać natarcia do poprawy pogody i naprawy dróg. Kilka dni później w miejsce wyczerpanego II Korpusu Anzac przyszedł Korpus Kanadyjski generała Arthura Curriego, któremu Haig powierzył zdobycie Passchendaele.