Śmierć Czerwonego Barona
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 21 kwietnia 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
21 kwietnia 1918 roku przed południem na wzgórzu nad doliną Sommy, przy drodze z Bray do Corbie, na północ od wsi Vaux-sur-Somme, rozbił się czerwony trójpłatowiec. Australijscy żołnierze, którzy do niego dobiegli, znaleźli w kabinie martwego albo konającego pilota. Był nim rotmistrz Manfred von Richthofen, najskuteczniejszy lotnik myśliwski I wojny światowej, który dzień wcześniej odniósł swoje 79. i 80. zwycięstwo. Miał 25 lat. Niemiecka propaganda nazywała go „czerwonym lotnikiem bojowym”, od koloru jego samolotów, a przydomek „Czerwony Baron”, pod którym przeszedł do historii, upowszechnił się głównie po wojnie.
Ostatni lot
Front nad Sommą dopiero zastygał po operacji „Michael”. Niemcy stali niespełna dwadzieścia kilometrów od Amiens, a w powietrzu nad nowymi liniami trwała zacięta walka. Dowodzony przez Richthofena Jagdgeschwader 1, związek czterech eskadr myśliwskich nazywany przez aliantów „latającym cyrkiem”, stacjonował na lotnisku w Cappy nad Sommą. Rano 21 kwietnia Richthofen wystartował na patrol, według niemieckich relacji z dziewięcioma innymi pilotami, sam na Fokkerze Dr.I o numerze 425/17. Wiał silny wiatr ze wschodu, który znosił walczące samoloty nad linie alianckie, choć zwykle wiało tu z zachodu.
Nad doliną Sommy Niemcy starli się z Sopwithami Camel z 209 Dywizjonu, który od trzech tygodni należał już do nowo utworzonego RAF. Młody kanadyjski porucznik Wilfrid „Wop” May, w swoim pierwszym prawdziwym starciu, zaatakował równie niedoświadczonego kuzyna Richthofena, Wolframa. Manfred ruszył mu na pomoc i przepędził Maya, a potem zaczął go ścigać tuż nad ziemią na zachód, wzdłuż Sommy. Dowódca klucza, Kanadyjczyk kapitan Arthur Roy Brown, zanurkował za nimi i ostrzelał Fokkera z dużej odległości. Richthofen uchylił się i dalej gonił Maya, lecąc na wysokości kilkudziesięciu metrów nad grzbietem Morlancourt, prosto nad stanowiskami australijskich żołnierzy, którzy strzelali do niego ze wszystkiego, co mieli. W pewnej chwili trójpłatowiec gwałtownie zawrócił, wszedł w strome nurkowanie i uderzył w pole. Podwozie się złamało, zbiornik paliwa pękł, ale maszyna nie spłonęła. Wkrótce łowcy pamiątek rozebrali ją niemal do szkieletu.
Kto oddał strzał
Pojedynczy pocisk karabinowy kalibru .303 wszedł w prawy bok pod pachą i wyszedł obok lewej brodawki, rozrywając serce i płuca. Z taką raną Richthofen mógł przeżyć najwyżej kilkadziesiąt sekund. Część świadków twierdziła później, że w chwili ich przybycia jeszcze żył i wypowiedział jedno słowo, „kaputt”, inni zastali go już martwego. Nos i szczęka były złamane od uderzenia o zamki karabinów maszynowych.
RAF oficjalnie przypisał zestrzelenie Brownowi, ale o zwycięstwo upomnieli się od razu także Australijczycy. Lekarze, którzy oglądali ciało, zwrócili uwagę, że pocisk nadleciał z prawej strony i z dołu, a Brown atakował z tyłu i z lewej. Gdyby to on trafił, Richthofen nie mógłby jeszcze przez minutę lub dwie ścigać Maya. Dziś większość badaczy uważa, że lotnika zabił ogień z ziemi, choć spór o to, kto dokładnie oddał strzał, trwa do dziś. Najczęściej wymienia się sierżanta Cedrica Popkina z australijskiej 24 Kompanii Karabinów Maszynowych, który strzelał do Fokkera z vickersa dwukrotnie, za drugim razem z prawej strony. Według innych analiz zabójczy strzał mógł paść z lewisa kanoniera Williama „Snowy’ego” Evansa z 53 Baterii australijskiej artylerii polowej. Jego kolegę z tej samej baterii, kanoniera Roberta Buiego, uznają za zwycięzcę władze australijskiej gminy Hornsby, które w 2007 roku umieściły przy jego dawnym domu tablicę, choć dowodów na jego korzyść jest najmniej.
Badacze zastanawiają się też, dlaczego doświadczony lotnik, który sam przestrzegał młodych pilotów przed pościgami nisko nad liniami wroga, złamał tę zasadę. Wskazuje się zmęczenie walką, efekt skupienia wyłącznie na celu, silny wiatr, przez który mógł nie zauważyć, jak głęboko wleciał nad pozycje przeciwnika, a także skutki ciężkiej rany głowy z lipca 1917 roku.
Pogrzeb w Bertangles
Ciało przejął najbliższy aliancki oddział lotniczy, 3 Dywizjon Australian Flying Corps, którego dowódca, major David Blake, zorganizował pogrzeb z pełnymi honorami wojskowymi. 22 kwietnia Richthofena pochowano na cmentarzu w Bertangles pod Amiens. Trumnę nieśli oficerowie-lotnicy australijskiego dywizjonu, a żołnierze oddali salwę honorową. Okoliczne alianckie dywizjony przysłały wieńce, a na jednym z nich wypisano: „Dzielnemu i godnemu przeciwnikowi”. Według części relacji następnej nocy miejscowi Francuzi próbowali rozkopać grób wroga. Wkrótce brytyjski samolot zrzucił nad niemieckim lotniskiem wiadomość, że rotmistrz Manfred von Richthofen poległ w walce powietrznej 21 kwietnia i został pochowany z pełnymi honorami wojskowymi.
As nad asami
Richthofen urodził się 2 maja 1892 roku w Kleinburgu, dziś Borku, osiedlu Wrocławia, w pruskiej rodzinie szlacheckiej. Jako młody oficer służył w 1 Pułku Ułanów Cesarza Aleksandra III, w szwadronie stacjonującym w Ostrowie, dziś Ostrowie Wielkopolskim. Tam też w 2009 roku odnaleziono w archiwum jego akt zgonu. Na początku wojny walczył jako kawalerzysta, w maju 1915 roku przeszedł do lotnictwa, najpierw jako obserwator, a po przypadkowym spotkaniu z Oswaldem Boelckem jako pilot. Pierwsze uznane zwycięstwo odniósł 17 września 1916 roku nad Cambrai w eskadrze Boelckego, a 23 listopada zestrzelił brytyjskiego asa Lanoe Hawkera. W styczniu 1917 roku, po 16. zwycięstwie, dostał order Pour le Mérite i objął dowództwo Jasty 11. Wtedy kazał pomalować swój samolot na czerwono. W „krwawym kwietniu” 1917 roku, podczas bitwy pod Arras, jego eskadra zadała Brytyjczykom straszliwe straty.
W czerwcu 1917 roku objął dowództwo nowo utworzonego Jagdgeschwader 1. 6 lipca nad Flandrią odniósł ciężką ranę głowy, po której nigdy w pełni nie wrócił do zdrowia. Cierpiał na bóle głowy i mdłości po lotach, a otoczenie zauważało zmianę jego usposobienia. W tym samym roku wydano jego wspomnienia „Der rote Kampfflieger”, które jeszcze bardziej utrwaliły legendę. Jego 80 zwycięstw jest wyjątkowo dobrze udokumentowanych: większość z nich da się dopasować do strat zapisanych w brytyjskich aktach. Żaden inny lotnik I wojny światowej nie miał oficjalnie zaliczonych więcej.
Bohater narodowy
Dla Niemiec była to strata nie tylko wojskowa. Richthofen był bohaterem narodowym, a jego twarz znano z pocztówek i gazet. Wiceprzewodniczący Reichstagu Hermann Paasche mówił w izbie, że „nasz król lotników” nie wrócił z ostatniego lotu i że choć miał dopiero ćwierć wieku, stał się wzorem dla swojego wojska. Zgodnie z pisemnym poleceniem, które Richthofen zostawił na wypadek śmierci, dowództwo Jagdgeschwader 1 objął Wilhelm Reinhard, dotychczasowy dowódca Jasty 6. Niemieckie lotnictwo myśliwskie walczyło dalej, ale w 1918 roku przewaga liczebna aliantów w powietrzu rosła z każdym miesiącem.
Grób w Bertangles nie był ostatnim. Na początku lat dwudziestych Francuzi przenieśli szczątki na niemiecki cmentarz wojskowy we Fricourt, w 1925 roku pochowano je uroczyście na berlińskim Cmentarzu Inwalidów, a w 1975 roku przeniesiono do rodzinnego grobu w Wiesbaden.