- Kategoria:
- Dyplomacja
- Data:
- 8 stycznia 1918
- Autor:
- Natalia
8 stycznia 1918 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson stanął przed połączonymi izbami Kongresu i odczytał orędzie o celach wojny i warunkach pokoju. Jego rdzeniem był program złożony z czternastu punktów, który prezydent nazwał „programem pokoju świata”, a zarazem „jedynym możliwym programem”. Wystąpienie było zaskoczeniem. Wiedziano, że prezydent przemówi do Kongresu, ale niewielu, nawet wśród członków gabinetu i alianckich dyplomatów, znało jego temat. Wilson nie chciał, by gazety zawczasu spekulowały o treści orędzia, bo takie domysły często brano potem za to, co rzeczywiście powiedział. Orędzie przeszło do historii jako „czternaście punktów Wilsona” i stało się najbardziej znanym programem pokojowym tej wojny.
Geneza
Najbliższy doradca prezydenta, pułkownik Edward House, wrócił w grudniu z Europy, gdzie na konferencji międzysojuszniczej w Paryżu próbował skłonić sprzymierzonych do wspólnej, liberalnej deklaracji celów wojny. Miała ona utrzymać Rosję przy sojusznikach i stać się narzędziem ofensywy dyplomatycznej przeciw państwom centralnym. Nie udało się. Jeszcze 1 grudnia House depeszował do prezydenta z prośbą, by nie wypowiadał się o polityce zagranicznej, dopóki się nie zobaczą. Na kopii depeszy dopisał później, że myślał o ogłoszeniu przez Wilsona celów wojny: „Próbowałem to załatwić w Paryżu, ale bez skutku. Następną najlepszą rzeczą było, by zrobił to prezydent”.
Materiały przygotowało tak zwane Inquiry, utworzony jesienią 1917 roku zespół uczonych, który pod kierunkiem House’a zbierał w Nowym Jorku dane do przyszłej konferencji pokojowej. Pod koniec grudnia jego sekretarz, dziennikarz Walter Lippmann, wraz z kolegami opracował memoriał o celach wojny i wynikających z nich warunkach pokoju, z propozycjami dla Belgii, północnej Francji, Alzacji i Lotaryngii, granic Włoch, Bałkanów, Polski, Austro-Węgier i Turcji. 4 stycznia wieczorem House przywiózł go do Białego Domu razem z mapami i memoriałami od przedstawicieli europejskich. Obaj naradzali się do wpół do dwunastej w nocy.
Według House’a prezydent chciał, by orędzie spełniło trzy zadania. Miało być odpowiedzią na żądanie bolszewików, by sprzymierzeni wyjaśnili, o co walczą, i taką, która skłoni Rosję do wytrwania przy zasadach demokracji. Miało trafić do niemieckich socjalistów, którzy zaczynali podejrzewać, że ich rząd nie prowadzi wojny obronnej, lecz zaborczą, sprzeczną z rezolucją pokojową Reichstagu z lipca 1917 roku. Wreszcie miało dać do zrozumienia Ententie, że cele wojny utrwalone w tajnych traktatach trzeba zrewidować. Prezydenta niepokoił zwłaszcza traktat londyński, który obiecywał Włochom ziemie zamieszkane przez inne narody, i układy o podziale Turcji.
W sobotę 5 stycznia rano Wilson wezwał House’a do gabinetu i ułożył ostateczną listę punktów. Żałował później, że nie zmieścił się w trzynastu, swojej ulubionej liczbie. Tego samego popołudnia do Waszyngtonu dotarła wiadomość o przemówieniu Lloyda George’a do związkowców. Warunki brytyjskie były tak bliskie jego własnym, że prezydent przez chwilę rozważał rezygnację z wystąpienia. House przekonywał, że premier oczyścił atmosferę i tym bardziej trzeba działać. Według dokumentów House’a oba programy powstały niezależnie, a poza punktem o Alzacji i Lotaryngii Wilson niczego po lekturze mowy brytyjskiej nie zmienił. W niedzielę dopisał wstęp i zakończenie, w poniedziałek nadał punktowi o Alzacji i Lotaryngii stanowczą formę i za radą sekretarza stanu Roberta Lansinga wprowadził poprawki stylistyczne.
Rosja i Brześć
Wilson zaczął od rokowań w Brześciu Litewskim. Przedstawiciele Rosji, mówił, przedstawili jasne zasady pokoju i konkretny program ich zastosowania. Państwa centralne odpowiedziały najpierw ogólnikami, które dawały się liberalnie interpretować, ale potem dodały praktyczne warunki: chciały zatrzymać „każdą stopę” zajętej ziemi. Prezydent przypuszczał, że ogólne zasady pochodziły od liberalnych mężów stanu Niemiec i Austrii, a konkretne warunki od wojskowych, którzy myślą tylko o tym, by zatrzymać zdobycze. Rokowania zostały przerwane. Rosjanie byli według Wilsona szczerzy i słusznie zażądali, by obrady odbywały się przy otwartych drzwiach. Pytał, w czyim imieniu mówią delegaci państw centralnych: większości Reichstagu czy wojskowej mniejszości, która dotąd rządziła ich polityką.
Lloyd George, mówił dalej prezydent, przemówił „z godną podziwu szczerością” w imieniu Wielkiej Brytanii, a jedyna tajemniczość i brak jasności co do celów wojny są po stronie Niemiec i ich sojuszników. Najbardziej poruszający jest jednak głos narodu rosyjskiego. Rosjanie leżą powaleni przed potęgą Niemiec, ale ich dusza nie jest ujarzmiona: nie chcą ustąpić ani w zasadach, ani w działaniu. Pytają, czego chcą sprzymierzeni. Wilson odpowiadał, że Amerykanie z całego serca pragną pomóc narodowi rosyjskiemu osiągnąć wolność i ład, „bez względu na to, czy jego obecni przywódcy w to wierzą, czy nie”. Proces pokojowy ma być całkowicie jawny, bez żadnych tajnych porozumień. Czas podbojów minął, podobnie jak czas tajnych układów. Świat ma się stać bezpieczny dla każdego miłującego pokój narodu.
Czternaście punktów
Program pokoju świata brzmiał w skrócie tak:
- Jawne traktaty pokojowe, jawnie zawierane, a po nich żadnych tajnych porozumień międzynarodowych. Dyplomacja ma działać zawsze otwarcie i na oczach opinii publicznej.
- Absolutna wolność żeglugi na morzach poza wodami terytorialnymi, w czasie pokoju i wojny, chyba że morza zostaną zamknięte w całości lub części działaniem międzynarodowym w celu wyegzekwowania umów międzynarodowych.
- Usunięcie w miarę możliwości wszystkich barier gospodarczych i równe warunki handlu dla wszystkich państw, które przyjmą pokój i połączą się dla jego utrzymania.
- Odpowiednie gwarancje, że zbrojenia zostaną ograniczone do najniższego poziomu, jaki da się pogodzić z bezpieczeństwem wewnętrznym.
- Swobodne, otwarte i bezstronne uregulowanie wszystkich roszczeń kolonialnych, przy którym interesy ludności mają taką samą wagę jak słuszne roszczenia rządu, którego tytuł się rozstrzyga.
- Ewakuacja całego terytorium rosyjskiego i takie rozwiązanie spraw Rosji, które zapewni jej nieskrępowaną możliwość samodzielnego decydowania o własnym rozwoju politycznym i szczere przyjęcie do wspólnoty wolnych narodów, a także wszelką pomoc, jakiej zechce. Traktowanie Rosji przez „siostrzane narody” w nadchodzących miesiącach będzie według Wilsona „probierzem ich dobrej woli”.
- Ewakuacja i odbudowa Belgii bez ograniczania jej suwerenności. Żaden inny akt nie przywróci tak zaufania do prawa międzynarodowego.
- Uwolnienie całego terytorium Francji, odbudowa zajętych ziem i naprawienie krzywdy, jaką Prusy wyrządziły Francji w 1871 roku w sprawie Alzacji i Lotaryngii, która od prawie pięćdziesięciu lat zakłócała pokój świata.
- Korekta granic Włoch wzdłuż wyraźnie rozpoznawalnych linii narodowościowych.
- Narodom Austro-Węgier, których miejsce wśród narodów Stany Zjednoczone chcą widzieć zabezpieczone, należy dać jak najswobodniejszą możliwość autonomicznego rozwoju.
- Ewakuacja Rumunii, Serbii i Czarnogóry, odbudowa zajętych ziem, swobodny i bezpieczny dostęp Serbii do morza, ułożenie stosunków między państwami bałkańskimi w przyjaznych naradach według historycznie ukształtowanych więzi i linii narodowościowych oraz międzynarodowe gwarancje ich niepodległości i integralności.
- Bezpieczna suwerenność dla tureckich części Imperium Osmańskiego, ale dla innych narodów pod panowaniem tureckim niewątpliwe bezpieczeństwo życia i niczym niezakłócona możliwość autonomicznego rozwoju. Dardanele mają być na stałe otwarte dla statków i handlu wszystkich narodów pod międzynarodowymi gwarancjami.
- Utworzenie niepodległego państwa polskiego na ziemiach zamieszkanych przez ludność bezspornie polską, z wolnym i bezpiecznym dostępem do morza oraz z międzynarodowymi gwarancjami jego niepodległości i integralności terytorialnej.
- Utworzenie ogólnego związku narodów na mocy szczegółowych umów, które zapewnią wzajemne gwarancje politycznej niepodległości i integralności terytorialnej państwom wielkim i małym.
Pięć pierwszych punktów dotyczyło przyczyn wojny i zasad przyszłych stosunków międzynarodowych: tajnej dyplomacji, wolności mórz, handlu, zbrojeń i kolonii. Osiem następnych to sprawy terytorialne, a ostatni zapowiadał organizację, która później przybrała postać Ligi Narodów. Wiele z tych myśli prezydent zapowiadał już rok wcześniej w przemówieniu o pokoju bez zwycięstwa. Sformułowania były przemyślane. W punkcie o Austro-Węgrzech Wilson nie mówił o rozbiciu monarchii, a w punkcie włoskim, wpisanym przez niego samego na marginesie memoriału Inquiry, w praktyce odrzucał włoskie roszczenia do wybrzeża Adriatyku i niemieckojęzycznego Tyrolu, zapisane w traktacie londyńskim. Na sugestię, by w punkcie tureckim wymienić z nazwy Armenię, Mezopotamię i Syrię, House odpowiedział, że to, co napisano, wystarczy. Punkt bałkański był, jak przyznawał później wydawca dokumentów House’a, najsłabszym miejscem całego programu.
Po programie prezydent zapewnił, że Stany Zjednoczone są w tych sprawach „ścisłymi partnerami” wszystkich rządów i narodów walczących z imperialistami i gotowe są o nie walczyć do skutku. Nie zazdroszczą Niemcom wielkości i nie chcą im szkodzić, jeśli zgodzą się zająć „miejsce równego, a nie pana” wśród narodów. Nie zamierzają też dyktować im ustroju, ale muszą wiedzieć, w czyim imieniu mówią ich przedstawiciele. Przez cały program, mówił na koniec, przewija się jedna zasada: sprawiedliwość dla wszystkich narodów i ich prawo do życia w wolności i bezpieczeństwie, bez względu na to, czy są silne, czy słabe. Za tę zasadę Amerykanie są gotowi oddać życie, honor i wszystko, co posiadają.
Punkt trzynasty
Dla Polaków najważniejszy był trzynasty punkt. W polskim przekładzie brzmiał: „Powinno być stworzone niepodległe państwo polskie, które powinno zawierać terytoria zamieszkałe przez ludność bezspornie polską, a które będzie miało zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza, którego polityczna i gospodarcza niepodległość i terytorialna integralność będzie zagwarantowana przez pakt międzynarodowy”. Było to pierwsze tak konkretne zobowiązanie mocarstwa wobec sprawy polskiej. W styczniu 1917 roku Wilson mówił jeszcze ogólnie o „zjednoczonej, niepodległej i autonomicznej Polsce”. Teraz niepodległa Polska z dostępem do morza i międzynarodowymi gwarancjami stała się oficjalnym celem wojny Stanów Zjednoczonych. Trzy dni wcześniej Lloyd George mówił tylko o Polsce obejmującej ziemie, których ludność zechce do niej należeć, bez wzmianki o morzu.
Na sformułowanie punktu wpłynęli Polacy. Według dokumentów House’a, gdy 5 stycznia omawiano Polskę, pułkownik dał prezydentowi memoriały Komitetu Narodowego Polskiego z Paryża, które Stany Zjednoczone uznały w listopadzie za oficjalną organizację polską. Był w nich akapit, który Komitet chciał wpisać do deklaracji konferencji międzysojuszniczej, ale go odrzucono. Wilson i House uznali, że w całości nie da się go przyjąć, a punkt trzynasty zbliżył się do niego na tyle, na ile prezydent uważał to za rozsądne. Od lat o sprawę polską zabiegał u House’a i Wilsona Ignacy Jan Paderewski, który w styczniu 1917 roku przygotował dla prezydenta memoriał z żądaniem dostępu do morza. Roman Dmowski pisał później, że uwzględnienie sprawy polskiej przez Wilsona było zasługą osobistego wpływu Paderewskiego.
Punkt był jednak wieloznaczny. Nie wiadomo było, które ziemie zamieszkuje ludność „bezspornie polska”, a obszary mieszane na zachodzie i wschodzie miały się stać przedmiotem sporów. Dostęp do morza można było rozumieć jako przyłączenie Pomorza i Gdańska albo jako swobodny tranzyt Wisłą. Niemieccy komentatorzy zrozumieli od razu, co jest stawką. Berlińska „Volkszeitung” pisała, że prezydent „zawoalowanym językiem” żąda oderwania zamieszkanych przez Polaków części Prus. Niemiecki liberał, który przekazywał Amerykanom poglądy umiarkowanych kół w Berlinie, uznawał punkt za możliwy do przyjęcia, ale pod warunkiem, że nie oznacza oddania żadnej części Prus i że sprawę dostępu do morza da się załatwić umową o Wiśle.
Na ziemiach polskich orędzie, podobnie jak przemówienie z 1917 roku, przyjęto z entuzjazmem i rozbudziło ono wielkie nadzieje związane z Ameryką. Z tych dwóch wystąpień wzięła się legenda Wilsona jako przyjaciela Polski, żywa w całym dwudziestoleciu międzywojennym. Dyplomata Michał Sokolnicki pisał później, że punkt XIII „podniósł umysły polskie do właściwej miary i oceny wypadków w świecie” i dał przebłysk nadziei, „jeszcze w zaraniu 1918 złudnym zdający się mirażem”.
Przyjęcie
W Stanach Zjednoczonych orędzie przyjęto niemal jednogłośnie. Poparli je zarówno republikanin Theodore Roosevelt, jak i socjaliści. Nieprzychylny zwykle prezydentowi „New York Tribune” nazwał je „drugą proklamacją emancypacji”: tak jak Abraham Lincoln wyzwolił niewolników, tak Wilson zobowiązał kraj do walki o wyzwolenie Belga i Polaka, Serba i Rumuna.
W Wielkiej Brytanii prasa chwaliła idealizm orędzia, ale nawet przychylne prezydentowi liberalne dzienniki z nieufnością pisały o wolności mórz, która godziła w brytyjską blokadę. „The Times” zarzucał, że w swym wzniosłym locie prezydent nie bierze pod uwagę twardych realiów. Ambasador amerykański w Londynie Walter Hines Page donosił, że orędzie razem z przemówieniem Lloyda George’a rozproszyło noworoczne przygnębienie. 10 stycznia Komitet Parlamentarny Kongresu Związków Zawodowych, władze Partii Pracy i przedstawiciele ruchu spółdzielczego ogłosili wspólne oświadczenie, w którym stwierdzili, że w programie Wilsona nie ma punktu, co do którego demokracje sprzymierzone mogłyby się różnić. Orędzie uznali za jedną z „klasycznych wypowiedzi” wojny, doceniając zwłaszcza żądanie jawnej dyplomacji i poparcie dla rewolucyjnej Rosji.
We Francji najgoręcej przyjęto punkt o Alzacji i Lotaryngii. Ambasador amerykański w Paryżu William Sharp pisał, że żadne wydarzenie nie poruszyło tak Francuzów. Publicysta Gustave Hervé nazwał orędzie „nowym zwycięstwem nad Marną”. Premierowi Georges’owi Clemenceau przypisuje się złośliwą uwagę, że Pan Bóg zadowolił się dziesięcioma przykazaniami, a Wilson potrzebuje czternastu. Ambasador dawnego rządu rosyjskiego Wasilij Makłakow przyszedł do Sharpa podziękować ze wzruszeniem za słowa o Rosji. We Włoszech przyjęcie było chłodne. Minister spraw zagranicznych Sidney Sonnino przestrzegał ambasadora amerykańskiego, że Niemcy wykorzystają takie wystąpienia, by rozbić jedność przeciwników, a prasa obawiała się, że punkt dziewiąty przekreśla włoskie roszczenia do wschodniego wybrzeża Adriatyku.
W Niemczech prasa była prawie jednomyślnie wroga. „Kölnische Zeitung” nazwała orędzie „niezdarną pułapką”, a „Norddeutsche Allgemeine Zeitung” pisała, że czternaście punktów to nie program pokoju, lecz „symfonia woli niezgody”. Nawet socjaldemokratyczny „Vorwärts” podejrzewał, że prezydent chce tylko zwabić Rosję mirażem powszechnego pokoju z powrotem w krwawe bagno wojny. Rząd niemiecki milczał przez ponad dwa tygodnie. Na bolszewikach program, jak pisał później wydawca dokumentów House’a Charles Seymour, nie zrobił większego wrażenia, choć Amerykanie rozpowszechniali jego tekst w Rosji w setkach tysięcy egzemplarzy.
Znaczenie
Doraźnych celów orędzie nie osiągnęło. Rosja nie wróciła do wojny, Ententa nie zrezygnowała z tajnych traktatów, a niemieckie naczelne dowództwo szykowało wielką ofensywę na zachodzie. 24 stycznia kanclerz Georg von Hertling i minister Ottokar Czernin odpowiedzieli publicznie Wilsonowi i Lloydowi George’owi, a prezydent odpisał im 11 lutego. Z czasem jednak czternaście punktów stało się czymś więcej niż odezwą wojenną. W październiku 1918 roku to do Wilsona zwrócił się rząd niemiecki z prośbą o rozejm na podstawie jego programu, a czternaście punktów, z zastrzeżeniami sprzymierzonych co do wolności mórz i odszkodowań, posłużyło za podstawę rozejmu w Compiègne i rokowań pokojowych w Paryżu. 7 października 1918 roku, powołując się na program prezydenta, niepodległość Polski ogłosiła w Warszawie Rada Regencyjna. Traktat wersalski dał Polsce dostęp do morza przez Pomorze i utworzył Wolne Miasto Gdańsk. Po wojnie jeden z placów Warszawy nazwano imieniem Wilsona.