Pokój bez zwycięstwa
- Kategoria:
- Dyplomacja
- Data:
- 22 stycznia 1917
- Autor:
- Natalia
22 stycznia 1917 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson niespodziewanie stanął przed Senatem i odczytał przemówienie o warunkach przyszłego pokoju. Jednocześnie ogłosił, że jego tekst przesłano już amerykańskim ambasadorom we wszystkich walczących państwach Europy. Depesze wysłano 15 stycznia, z poleceniem, by ambasadorowie po otrzymaniu sygnału przekazali przemówienie ministerstwom spraw zagranicznych i prasie. Wilson chciał trafić nie tylko do rządów, ale przede wszystkim do narodów. Przemówienie przeszło do historii pod nazwą wziętą z jednego zdania: pokój musi być „pokojem bez zwycięstwa”.
Pomysł House’a
Prezydentowi nie udało się skłonić walczących do rozmów. Na jego notę z 18 grudnia państwa centralne odpowiedziały propozycją konferencji bez żadnych warunków, a Ententa 10 stycznia ogłosiła cele wojny, które Niemcy uznali za program podboju. 27 grudnia najbliższy doradca prezydenta, pułkownik Edward House, zaproponował mu, by sam przedstawił główne zasady trwałego pokoju, za którego utrzymanie Stany Zjednoczone mogłyby wziąć odpowiedzialność. Według dziennika House’a 3 stycznia Wilson zapytał go, co sądzi o tym, by określić ogólne warunki pokoju, w których kluczem byłoby bezpieczeństwo świata przed przyszłymi wojnami, a sprawy terytorialne miałyby znaczenie drugorzędne. Uzgodnili, że prezydent wystąpi przed Senatem, który jako współdecydujący o traktatach był właściwym adresatem. Rozmawiali o Belgii, Serbii, Alzacji i Lotaryngii, Turcji i rosyjskim dostępie do ciepłego morza. Uznali też, że skoro Niemcy i Rosja zgodziły się na wolną Polskę, trzeba o niej wspomnieć. Wilson postanowił w końcu nie wyliczać zmian terytorialnych, by nie zaciemnić głównej myśli. Zostawił tylko Polskę.
11 stycznia prezydent przeczytał House’owi gotowy tekst. Na prośbę doradcy skreślił zdanie, że wojnę wywołała wzajemna nieufność, i słowo „upokorzyć” w zdaniu o tym, że żadna strona nie chce zniszczyć przeciwnika. House chciał uniknąć wszystkiego, co dotyczyło sporów o przyczyny wojny. Wilson nie pokazał przemówienia nikomu poza nim. Dopiero później przeczytał je sekretarzowi stanu Robertowi Lansingowi i przewodniczącemu senackiej komisji spraw zagranicznych Williamowi J. Stone’owi. Według prezydenta obaj przyjęli je życzliwie, choć Stone był „nieco oszołomiony”.
„Pokój bez zwycięstwa”
Wilson zaczął od podsumowania wymiany not. Państwa centralne odpowiedziały tylko, że są gotowe spotkać się z przeciwnikami. Ententa odpowiedziała „o wiele konkretniej”, więc świat jest o krok bliżej rozmowy o pokoju i o porozumieniu, które ma potem ten pokój chronić. Nie do pomyślenia jest, mówił, by Amerykanie nie wzięli udziału w tym dziele. Przed jego rozpoczęciem rząd powinien jednak szczerze powiedzieć, pod jakimi warunkami poprosi naród o zgodę na przystąpienie do ligi pokoju. Stany Zjednoczone nie będą miały głosu w ustalaniu warunków kończących wojnę, ale będą miały głos w tym, czy zostaną one zagwarantowane. Pokój musi być zabezpieczony przez siłę tak wielką, że nie przeciwstawi się jej żadne państwo ani przymierze: przez „zorganizowaną główną siłę ludzkości”. Prezydent pytał, czy obecna wojna jest walką o sprawiedliwy i bezpieczny pokój, czy tylko o nową równowagę sił. Europie potrzebna jest nie równowaga sił, lecz „wspólnota siły”, nie zorganizowana rywalizacja, lecz zorganizowany wspólny pokój.
Mężowie stanu obu stron zapewniali, że nie zamierzają zmiażdżyć przeciwników. Z tego, mówił Wilson, wynika przede wszystkim, że musi to być pokój bez zwycięstwa. „Nie jest przyjemnie to mówić” – przyznał i prosił, by jego słowa rozumiano tylko tak, jak sam je tłumaczy. Zwycięstwo oznaczałoby pokój narzucony pokonanemu, przyjęty w upokorzeniu, pod przymusem, za cenę nie do zniesienia. Pozostawiłby żądło, urazę, gorzkie wspomnienie, a pokój zbudowany na takim gruncie stałby jak na ruchomych piaskach. Trwały może być tylko pokój między równymi.
Dalej prezydent wyliczał warunki. Narody muszą mieć równe prawa, bez różnicy między wielkimi i małymi. Rządy czerpią swoją władzę ze zgody rządzonych i nikt nie ma prawa przekazywać narodów z rąk do rąk jak własności. Każdy wielki naród powinien mieć w miarę możliwości bezpośredni dostęp do morza, jeśli nie przez cesję terytorium, to przez zneutralizowane drogi tranzytowe. Morza muszą być wolne prawnie i faktycznie. Wolność mórz łączy się z ograniczeniem zbrojeń morskich, a to z jeszcze trudniejszą sprawą ograniczenia armii. Prezydent mówił, że jest być może jedynym człowiekiem na wysokim stanowisku, który może mówić swobodnie, i wierzy, że przemawia w imieniu „milczącej masy ludzkości”. Proponował, by wszystkie narody przyjęły doktrynę Monroego jako doktrynę całego świata: żaden naród nie powinien narzucać swojej władzy innemu, a każdy powinien sam decydować o swoim ustroju i rozwoju, „mały razem z wielkim i potężnym”. Proponował też unikanie „wikłających sojuszy”. „To są zasady amerykańskie, polityka amerykańska. […] Są to także zasady ludzkości i muszą zwyciężyć” – zakończył.
Polska w orędziu
Jedynym konkretnym przykładem w przemówieniu była Polska. Mówiąc o zgodzie rządzonych, Wilson powiedział: „Przyjmuję za rzecz pewną, jeśli wolno mi przytoczyć jeden przykład, że mężowie stanu są wszędzie zgodni co do tego, iż powinna istnieć zjednoczona, niepodległa i autonomiczna Polska”. Dodał, że wszystkim narodom żyjącym dotąd pod władzą rządów wrogich ich wierze i dążeniom trzeba zagwarantować bezpieczeństwo życia, wyznania oraz rozwoju gospodarczego i społecznego. Prezydent nawiązywał do niedawnych deklaracji obu stron: aktu 5 listopada, w którym Niemcy i Austro-Węgry zapowiedziały utworzenie Królestwa Polskiego, i rozkazu cara Mikołaja II z 25 grudnia, który obiecywał wolną Polskę z trzech zaborów. Wilson poszedł dalej niż one, bo mówił o Polsce zjednoczonej i niepodległej.
W styczniu 1917 roku Ignacy Jan Paderewski, który od 1915 roku zabiegał w Ameryce o sprawę polską, na prośbę House’a przygotował dla prezydenta memoriał o Polsce. Uzasadniał w nim konieczność odbudowy jej niepodległości i domagał się dla niej dostępu do morza. Część historyków uważa, że memoriał wpłynął na stanowisko prezydenta w sprawie polskiej. Na ziemiach polskich słowa Wilsona przyjęto z entuzjazmem. Według relacji z epoki w Warszawie, Krakowie i Lwowie odbyły się manifestacje na cześć prezydenta. Stąd wzięła się jego ogromna popularność w Polsce, którą umocniło orędzie z 8 stycznia 1918 roku i jego trzynasty punkt.
Obraza dla aliantów
W Europie przemówienie przyjęto chłodno. W krajach Ententy uwagę skupiło jedno sformułowanie. Brytyjski premier David Lloyd George pisał w pamiętnikach, że prezydent nigdy nie raczył wyjaśnić, jak bez zwycięstwa, i to zwycięstwa aliantów, wyzwolić Polskę i dać samostanowienie ludom poddanym Turcji, Austrii i Niemiec. „Dla aliantów to zdanie było obrazą, dla Niemców żartem” – oceniał. 24 stycznia kanclerz skarbu Andrew Bonar Law mówił w Bristolu, że Wielka Brytania nie może patrzeć na przemówienie z tego samego punktu widzenia co prezydent. „Ameryka jest neutralna, my nie jesteśmy neutralni” – tłumaczył. Ta wojna jest dla Brytyjczyków sprawą różnicy między dobrem a złem, a pokój bez rozbicia niemieckiej potęgi wojskowej niczego nie zabezpieczy. Prasa brytyjska była według amerykańskiego miesięcznika „Current History” nastawiona „z szacunkiem, ale wrogo”, a hasło wolności mórz, wymierzone w brytyjską blokadę, było w Londynie równie niemile widziane jak pokój bez zwycięstwa. Francuskie gazety chwaliły ideały prezydenta, ale uznały je za utopię. Włoski minister spraw zagranicznych Sidney Sonnino mówił ambasadorowi amerykańskiemu, że przemówienie jest idealistyczne i trudne do zastosowania w praktyce, a włoski minister oświaty Francesco Ruffini odpowiadał, że cele Włoch można osiągnąć tylko przez zwycięstwo. Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych wydało uprzejme oświadczenie, w którym przypomniało, że car już ogłosił swoją wolę utworzenia wolnej Polski.
Brytyjscy liberałowie byli zachwyceni. „Manchester Guardian” w ostrych słowach przestrzegał rząd brytyjski, a pisarz Goldsworthy Lowes Dickinson nazwał później przemówienie być może najważniejszym dokumentem międzynarodowym w dziejach. Przyjaciel Ameryki, były ambasador w Waszyngtonie lord James Bryce, pisał 24 stycznia do House’a, że Brytyjczycy cenią ducha przemówienia, ale nie widzą, jak spełnić jego warunki z obecnym rządem niemieckim. Do House’a docierały też relacje, że alianccy dyplomaci w Waszyngtonie oficjalnie przyjęli przemówienie uprzejmie, ale w głębi czuli urazę. Ich zdaniem prezydent proponował przymusowy arbitraż na przyszłość, a nie chciał karać Niemiec za złamanie tych samych zasad dziś.
W Berlinie zadowolenie ze słów o pokoju bez zwycięstwa i wolności mórz okazywano ostrożnie, a urzędnicy unikali publicznych wypowiedzi. Mniej podobała się w Niemczech i Austro-Węgrzech zapowiedź autonomii dla narodów, zwłaszcza dla Polaków. Premier Węgier hrabia István Tisza odpowiadał 24 stycznia w parlamencie w Budapeszcie, że warunki Ententy oznaczają rozbiór Austro-Węgier i Imperium Osmańskiego, więc to przeciwnicy są przeszkodą dla pokoju. Żądanie bezpieczeństwa życia, wyznania i rozwoju dla wszystkich narodów nigdzie nie jest według niego spełnione tak dobrze jak w monarchii habsburskiej.
Spór w Ameryce
W Stanach Zjednoczonych przemówienie podzieliło opinię według linii partyjnych. Dzienniki demokratyczne nazywały je przełomowym orędziem do ludzkości, republikańskie w większości uznały je za nieroztropne albo za „mowę o tysiącletnim królestwie”. Republikanin Elihu Root, były sekretarz stanu i senator, zgadzał się z ideałami prezydenta, ale przypominał, że udział w lidze pokoju bez okrętów i żołnierzy nie będzie nic wart. Były prezydent Theodore Roosevelt pisał, że Wilson ogłasza pokój bez zwycięstwa między torturowanymi Belgami a ich okrutnymi ciemiężcami i ściągnął na Amerykę biblijne przekleństwo Meroz, które spadło na tych, co nie przyszli z pomocą przeciw mocarzom. Senator William Borah z Idaho wniósł 25 stycznia rezolucję, która miała potwierdzić doktrynę Monroego i zasadę nieangażowania się w sprawy Europy, a następnego dnia ostrzegał, że raz wciągnięta w wir europejskiej polityki Ameryka już się z niego nie wydostanie. Rezolucję republikanina Alberta Cumminsa, wzywającą do debaty nad propozycjami prezydenta, Senat odłożył 30 stycznia głosami 38 do 30, ściśle według podziału partyjnego.
Dziewięć dni
House pisał prezydentowi, że echa przemówienia brzmią coraz lepiej. Wilson odpowiedział, że najbardziej interesuje go, co myśli rząd niemiecki, i wyznał, że wbrew sobie czuje się czasem bardzo samotny i przygnębiony. Kilka dni po przemówieniu House w imieniu prezydenta zaproponował ambasadorowi niemieckiemu Johannowi Heinrichowi von Bernstorffowi poufne pośrednictwo na podstawie przemówienia senackiego i poprosił o ujawnienie niemieckich warunków. Bernstorff przekazał to do Berlina 27 stycznia i błagał o odroczenie wojny podwodnej. Było już za późno. 31 stycznia Niemcy zapowiedzieli nieograniczoną wojnę podwodną od 1 lutego, a 3 lutego Stany Zjednoczone zerwały z nimi stosunki dyplomatyczne. Wiele myśli z przemówienia senackiego, od ligi narodów po niepodległą Polskę z dostępem do morza, Wilson rozwinął rok później w czternastu punktach.