- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 25 kwietnia 1918
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Druga bitwa o wzgórze Kemmel
- Tagi:
- Francja, Niemcy, Wielka Brytania, broń chemiczna
25 kwietnia 1918 roku, w siedemnastym dniu niemieckiej ofensywy nad Lys, Niemcy odnieśli we Flandrii swój najgłośniejszy sukces. Po kilku godzinach ostrzału, w którym pociski gazowe zasypały francuskie baterie, niemieckie oddziały górskie z Alpenkorps wdarły się na Kemmelberg, wzgórze, z którego alianci od 1914 roku obserwowali całą równinę na południe od Ypres. Szczyt padł w nieco ponad godzinę, a do południa Niemcy zajęli całe wzgórze, wieś Kemmel i kilka okolicznych wsi. Wieczorny komunikat niemiecki mówił o 6500 jeńcach, przeważnie Francuzach. Tego samego dnia brytyjskie bataliony na wschód od wzgórza stoczyły jedną z najbardziej zaciętych walk obronnych tej wiosny i nie pozwoliły Niemcom zamknąć łuku pod Ypres.
Noc przed szturmem
Na pasmo wzgórz u granicy francusko-belgijskiej Niemcy uderzyli już 17 kwietnia, ale Brytyjczycy odparli wtedy atak. W kolejnych dniach wyczerpane dywizje brytyjskie zluzowali Francuzi. Ferdinand Foch, od kilku dni naczelny wódz sprzymierzonych, wysłał do Flandrii Oddział Armii Północ generała Antoine’a de Mitry. Kemmelberga broniła francuska 28 Dywizja Piechoty, a na zachód od niej 154 i 34 Dywizja. Brytyjczycy zostawili przy Francuzach swoją artylerię ciężką, lotnictwo i niewielki oddział, który znał tunele i schrony wzgórza, budowane przez cztery lata wojny.
Ostatnie dni przed bitwą były niespokojne. Niemiecka artyleria biła we wzgórza coraz mocniej, a 24 kwietnia wywiad rozpoznał naprzeciw Kemmelberga Alpenkorps. Wieczorem jeńcy wzięci przez 28 Dywizję zeznali, że o trzeciej rano nastąpi atak z użyciem gazu, i ostrzeżenie rozesłano do oddziałów około północy. Mimo to Francuzi spróbowali jeszcze w nocy przesunąć linię naprzód pod Lindenhoek. Zyskali niewiele, ponieśli straty i do świtu nie zdążyli uporządkować wymieszanych oddziałów. Tej samej nocy brytyjskie samoloty zrzuciły bomby na kwaterę główną niemieckiej 4 Armii w Kortrijk i uszkodziły jej łączność telefoniczną. Niemcy odpowiedzieli nalotem na Poperinge, na które spadło według brytyjskiej historii oficjalnej 16 ton bomb. Miasto na rozkaz generała Herberta Plumera co noc ewakuowano.
Gaz i mgła
O 2.30 w nocy czasu brytyjskiego ruszył ostrzał. Przez dwie godziny niemieckie działa zasypywały alianckie baterie, drogi i odwody iperytem, gazem łzawiącym i pociskami burzącymi. Po półgodzinnej przerwie ogień przeniósł się na okopy pierwszej linii. Francuzi, którzy pamiętali Verdun, opowiadali potem, że takiego ognia nie przeżyli nawet tam. Baterie francuskie, stłoczone w głębokiej dolinie na północ od wzgórz, zostały niemal całkowicie zagazowane. Nad całym polem bitwy leżała gęsta mgła i o piątej rano widać było najwyżej na 50 metrów.
O szóstej niemiecka piechota ruszyła do szturmu. Alpenkorps szedł prosto na Kemmelberg, a 56 Dywizja na wieś Kemmel. Francuska linia na niższych stokach została przełamana w pierwszym rzucie. O 7.10 żołnierze bawarskiego Pułku Piechoty Przybocznej, którzy oprócz broni nieśli zapasy na cztery dni, wspierani przez nisko lecące samoloty stanęli na szczycie. Francuskie odwody nie zdążyły nawet wyjść z wykutych w zboczu schronów. Pół godziny później padła wieś Kemmel. Brytyjski oficer obecny na wzgórzu pisał, że w okopach było za dużo ludzi, którzy ginęli w ostrzale i zaczęli opuszczać wzgórze jeszcze przed szturmem, a odwody stały za blisko, by stworzyć obronę w głąb. Francuski historyk generał Palat przyznawał później, że w pierwszej i drugiej linii nie widać było prawdziwego oporu, choć dwa pułki 28 Dywizji nosiły sznur naramienny (fourragère) za wcześniejsze zasługi.
Pojedyncze gniazda karabinów maszynowych broniły się dłużej. Dowódca brytyjskiego oddziału obrony wzgórza, podpułkownik H. D. Bousfield, strzelał do Niemców przy wejściu do tunelu prowadzącego do punktów obserwacyjnych, aż starszy oficer francuski kazał mu przestać. Brytyjska kompania saperów i kompania pionierów, które w nocy kopały rów łączący Kemmel ze Scherpenbergiem, próbowały wrócić na wzgórze i zostały niemal wybite ogniem z ziemi i z samolotów. Według Francuzów ostatni opór ustał około 10.30, według Niemców w południe. Brytyjscy lotnicy przez cały dzień meldowali, że na szczycie wciąż leżą francuscy żołnierze, i jeszcze wieczorem w sztabie 2 Armii wierzono, że część załogi się broni. Byli to najpewniej zabici i ranni.
Brytyjczycy na skrzydle
Na wschód od wzgórza, po kanał Ypres–Comines, front trzymały słabe brygady brytyjskiego XXII Korpusu. Czołowe bataliony odparły atak od frontu, ale już o 6.30 drogą z Kemmel do La Clytte cofali się francuscy żołnierze, wielu bez masek przeciwgazowych, wołając tylko „gaz” i „wszystko stracone”. Tuż za nimi szli Niemcy. Pierwszą wiadomość o szturmie przyniósł do sztabu 27 Brygady ranny dowódca francuskiej baterii. Szkocki 12 Batalion Royal Scots, który sąsiadował z Francuzami, został zaatakowany z obu flank i do wieczora zebrało się z niego 88 ludzi. Bataliony z Yorkshire w łuku pod Wijtschate cofały się z walką od lasu do lasu, a Niemcy wspierali natarcie miotaczami ognia i moździerzami.
Przez cały dzień Brytyjczycy łatali front, wysyłając do walki rowerzystów, zmotoryzowane karabiny maszynowe i kolejne bataliony z odwodu. Kluczowe okazały się trzy punkty oporu: kratery pod St. Eloi, bronione przez szkockich Cameron Highlanders do zmroku, okolice Vierstraat, gdzie walczyli żołnierze z Yorkshire, i wzgórze 44, na którym 9 Batalion lekkiej piechoty King’s Own Yorkshire trzykrotnie zatrzymał Niemców sto metrów przed swoimi okopami. Między 14 a 16 nad polem bitwy przeszła burza. Po południu niemieckie natarcie wygasło. Wyczerpane dywizje zatrzymały się, a ich odwody utknęły pod ostrzałem artylerii na grzbiecie Wijtschate. Mimo złej widoczności lotnictwo obu stron przez cały dzień atakowało cele naziemne. Według Brytyjczyków w rejonie Kemmel zestrzelono tego dnia dziesięć niemieckich samolotów.
Niewykorzystane zwycięstwo
Na tyłach alianckich panował niepokój. Między francuską linią pod La Clytte a brytyjskim skrzydłem ziała luka, a jedyną przeszkodą dla Niemców były przez kilka godzin dwa słabe bataliony francuskiego 99 Pułku Piechoty na stokach Scherpenbergu. Plumer pojechał do de Mitry’ego i ustalił, że o 17.00 francuska 39 Dywizja i brytyjska 25 Dywizja odbiją wzgórze. Francuska dywizja stała jednak ponad 20 kilometrów od pola bitwy i nie zdążyła dojść. Kontratak przełożono na trzecią w nocy. Brytyjski radiogram z dziesiątej rano, który informował o utracie Kemmel i o planowanym kontrataku, Niemcy przechwycili, ale odczytali go dopiero o 17.15.
Po stronie niemieckiej szef sztabu 4 Armii, generał Fritz von Loßberg, był rano pełen nadziei. O 15.15 zapowiadał Korpusowi Gwardii, że Brytyjczycy prawie na pewno opuszczą łuk pod Ypres. Patrole gwardii natrafiały jednak wszędzie na zdecydowany opór. Erich Ludendorff od rana ostrzegał przed kontratakami i kazał najpierw podciągnąć artylerię. Dywizje szturmowe, wymieszane i pozbawione wielu oficerów, stały na pierwszym celu pod ogniem alianckich dział. Wieczorem dowództwo korpusu zameldowało, że Alpenkorps tego dnia już nie zaatakuje, i natarcie odłożono do rana.
Dzień przyniósł Niemcom wielki prestiżowy sukces. Zdobyli punkt obserwacyjny, który przez cztery lata był w rękach aliantów, a klęska francuskiej dywizji, która oddała wzgórze w godzinę, zaostrzyła pretensje między sojusznikami. Brytyjczycy uważali, że zostali zawiedzeni. Kontratak 26 kwietnia nie odzyskał wzgórza, a Plumer skrócił łuk pod Ypres. Ale planowane przełamanie ku Poperinge nie nastąpiło. Gdy 29 kwietnia Niemcy spróbowali po raz ostatni, alianci czekali już na nich ze świeżymi siłami.