- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 24 kwietnia 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Bitwa pod Villers-Bretonneux
- Tagi:
- Australia, Wielka Brytania, Niemcy, czołgi
24 kwietnia 1918 roku Niemcy po raz ostatni spróbowali podejść pod Amiens. O świcie, w gęstej mgle, cztery dywizje niemieckiej 2 Armii, prowadzone przez trzynaście czołgów A7V, uderzyły na brytyjski III Korpus na płaskowyżu na południe od Sommy i w ciągu kilku godzin zdobyły miasteczko Villers-Bretonneux, to samo, które Australijczycy i Brytyjczycy obronili trzy tygodnie wcześniej, 4 kwietnia. Przed południem pod wsią Cachy brytyjski czołg po raz pierwszy w historii stoczył pojedynek z czołgiem nieprzyjaciela. Wieczorem dowódcy sprzymierzonych postanowili odbić miasteczko jeszcze tej samej nocy. Dwie brygady australijskie ruszyły w ciemności, bez przygotowania artyleryjskiego, i do rana 25 kwietnia, w trzecią rocznicę lądowania na Gallipoli, Villers-Bretonneux znów było w rękach sprzymierzonych.
Atak w mgle
Na ten atak czekano od tygodnia. Od 17 kwietnia Niemcy codziennie zasypywali Villers-Bretonneux i okoliczne lasy pociskami gazowymi, a jeńcy kilka razy podawali kolejne daty natarcia. W nocy z 23 na 24 kwietnia brytyjski lotnik zameldował, że okopy w lesie Hangard są pełne wojska, więc artyleria sprzymierzonych przez całą noc ostrzeliwała drogi dojścia, a samoloty, mimo złej pogody, bombardowały kwatery i stacje kolejowe za frontem niemieckim. Trzynaście niemieckich czołgów zebrano w Wiencourt, kilka kilometrów za linią frontu. O 3.30 ruszyły na pozycje wyjściowe pod Marcelcave.
O 3.45 runął ostrzał: gaz i pociski burzące na baterie, drogi i samo Amiens, a w końcu na pierwszą linię. Dwie i ćwierć godziny później, o 6.00, ruszyła piechota z czołgami. Brytyjskie 8 i 58 Dywizja, ciężko poturbowane w marcu i uzupełnione młodymi rekrutami, nie widziały nieprzyjaciela, dopóki nie był przy okopach. Niemieckie czołgi, większe i cięższe od brytyjskich, z pancerzem opadającym nisko jak klosz, wychodziły z mgły, stawały nad rowami i strzelały wzdłuż nich. Za nimi szła piechota z miotaczami ognia. Brytyjczycy nie mieli czym się bronić przed czołgami, więc wielu się poddawało. Wszędzie, gdzie Niemcy atakowali bez czołgów, natarcie załamywało się, ale w środku front pękł, a skrzydła musiały się cofać. Część niemieckich czołgów zawiodła: „Mephisto” porucznika Heinza Theunissena najpierw stanął z powodu zatkanego przewodu paliwowego, a potem wpadł do świeżego leja i załoga musiała go porzucić.
Gaz zatruł miasteczko tak bardzo, że broniący go 2 batalion pułku East Lancashire nie mógł trzymać ludzi wśród domów i obsadzał tylko jego wschodni skraj. Resztki 2 batalionu pułku West Yorkshire, zredukowanego do 140 ludzi, broniły dworca do 9.00. Do dowództwa 8 Dywizji pierwsze wieści dotarły o 7.20, ale z początku brano je za panikę. Około 8.30 nie było już wątpliwości, że Villers-Bretonneux jest w rękach niemieckich. 4 Dywizja Gwardii weszła do lasu Aquenne za miastem, a Niemcy doszli do drogi z Cachy do Fouilloy, około 13 kilometrów od Amiens. Dalej nie przeszli.
Pierwszy pojedynek czołgów
Generał William Heneker, dowódca 8 Dywizji, miał pod ręką cztery czołgi Mark IV brytyjskiego Korpusu Pancernego. Trzy z nich, jeden „samiec” z dwoma działami 6-funtowymi i dwie „samice” z samymi karabinami maszynowymi, posłano do obrony linii przed Cachy. Około 9.30 wyszedł na nie A7V „Nixe” porucznika Wilhelma Biltza. Niemiecki czołg szybko wyłączył z walki obie „samice”, których karabiny maszynowe nie mogły przebić jego pancerza. Wtedy „samiec” porucznika Franka Mitchella, mimo że jedno z jego dział zostało uszkodzone, kilka razy trafił „Nixe”. Niemiecki czołg przechylił się i stanął, a załoga go opuściła. Mitchell pisał później o walce z trzema czołgami naraz, ale według niemieckich i brytyjskich meldunków bojowych A7V nie jechały razem i pojedynek toczył się z jednym. Wkrótce nadjechały jednak kolejne niemieckie czołgi. Załoga jednego uciekła, drugi, ostrzelany z sześciu karabinów maszynowych, zatrzymał się przed Cachy, a jego ludzie się poddali. Czołg Mitchella trafiła w końcu artyleria, a jego załoga uciekła do najbliższego okopu.
Pół roku po tym, jak pod Cambrai Brytyjczycy pokazali, co potrafi masa czołgów, czołg spotkał się z czołgiem. Około 10.20 do walki weszło też siedem nowych, szybkich czołgów Whippet. Zaalarmowane przez lotnika, który zrzucił meldunek o dwóch niemieckich batalionach odpoczywających w zagłębieniu przed Cachy, wjechały między nie i dwukrotnie przejechały w linii przez zaskoczoną piechotę. Brytyjczycy szacowali, że zabiły lub raniły co najmniej czterysta osób. Mitchell wspominał, że gąsienice wracających Whippetów były zbroczone krwią.
Spór o kontratak
Generał Henry Rawlinson, dowódca 4 Armii, od razu uznał odzyskanie Villers-Bretonneux za konieczne „dla bezpieczeństwa Amiens”. Około 9.40 kazał 13 Brygadzie Australijskiej generała Thomasa Williama Glasgowa, stojącej w odwodzie na północnym brzegu Sommy, iść na południe. Brygada złożyła plecaki i koce i o 16.00 była w lesie Blangy. Tymczasem przez kilka godzin trwały spory. Dowódca 5 Dywizji Australijskiej, generał Talbot Hobbs, dwukrotnie proponował rzucenie do walki 15 Brygady generała Harolda „Pompeya” Elliotta, która od tygodni szykowała się do takiego kontrataku. Dowództwo III Korpusu najpierw odmówiło, a Heneker uznał, że atak za dnia przez płaski płaskowyż pod ogniem karabinów maszynowych skończy się klęską. Francuski generał Debeney obiecał pomoc dopiero na następny dzień.
Około południa generał Ferdinand Foch, od dziesięciu dni naczelny wódz armii sprzymierzonych we Francji, napisał do Rawlinsona ostry list. Na podstawie niejasnej wiadomości telefonicznej sądził, że to Brytyjczycy się ociągają, i przypominał, że znaczenia Villers-Bretonneux, „które panuje nad Amiens”, nie można lekceważyć, a miasteczko trzeba odzyskać bez zwłoki. Tymczasem o 12.30 do kwatery Rawlinsona przyjechał marszałek Douglas Haig i poprosił Focha, by kazał Francuzom współdziałać. List Focha dotarł do Brytyjczyków dopiero około 15.00. W rzeczywistości plan był już gotowy. O 17.30 Heneker wydał rozkaz: 15 Brygada miała obejść miasteczko od północy, 13 Brygada od południa, obok niej brytyjska 54 Brygada, a dwa brytyjskie bataliony miały potem oczyścić ulice. Glasgow odmówił ataku o 20.00, gdy było jeszcze jasno. Według Australian Dictionary of Biography powiedział: „Gdyby rozkaz wydał sam Bóg Wszechmogący, nie zdołalibyśmy tego zrobić za dnia”. Atak przesunięto na 22.00.
Noc na 25 kwietnia
Była pełnia, ale chmury co chwilę zasłaniały księżyc. O 22.00 artyleria zaczęła ostrzeliwać miasteczko i okolice, a 13 Brygada ruszyła dziesięć minut później. Na drutach przed Cachy żołnierze zaplątywali się jeden o drugiego, a z lasu Aquenne biły w ich lewe skrzydło niemieckie karabiny maszynowe. Pluton porucznika Clifforda Sadliera z 51 batalionu wszedł do lasu i zdobył je granatami i bagnetem; dwukrotnie ranny Sadlier otrzymał Krzyż Wiktorii. Australijczycy przeszli przez niemieckie pozycje, kłując bagnetami i biorąc jeńców, ale przy nasypie kolejowym i przy pomniku na wzgórzu na południowy wschód od miasteczka opór był zbyt silny i około 1.00 brygada stanęła.
15 Brygada miała do miejsca zbiórki dwa kilometry, ale dowódcy batalionów późno wrócili z odprawy, a oddziały w ciemności omijały zagłębienia pełne gazu i jedna kompania zabłądziła. Ruszyła prawie dwie godziny po czasie, około północy. Dlatego niemieckie relacje opisują jej natarcie jako osobny, drugi atak. Gdy niemieckie placówki zaczęły strzelać, oficer prowadzący 59 batalion krzyknął „Do ataku!” i cała linia z wrzaskiem rzuciła się naprzód, prowadzona przez światło płonących domów na skraju Villers-Bretonneux i niemieckich rakiet wzywających ogień zaporowy. Karabiny maszynowe z miasteczka strzelały zbyt wysoko. Około 1.30 Australijczycy byli na drodze do Hamel, na wschód od miasta, tracąc tylko około 150 ludzi.
Po stronie niemieckiej panowało zamieszanie. Dowództwo XIV Korpusu dowiedziało się o kontrataku dopiero o 2.30, 228 Dywizja wciąż meldowała, że trzyma Villers-Bretonneux, a 4 Dywizja Gwardii o 6.00 twierdziła, że jest w lesie Aquenne. Między brygadami australijskimi została jednak luka i część Niemców wymknęła się z okrążenia wykopem kolejowym.
Rano w Dzień Anzac
O 4.00 25 kwietnia, w ciemności i porannej mgle, resztki brytyjskiej 23 Brygady z trzema czołgami ruszyły na las Aquenne i po półtoragodzinnej walce wyparły z niego Niemców. O świcie do miasteczka weszły od północy dwie kompanie australijskiego 57 batalionu i brytyjski 2 batalion pułku Royal Berkshire, a od zachodu pionierzy z Lekkiej Piechoty Durham. Spotkali się w środku, biorąc 472 jeńców i 60 karabinów maszynowych. Wielu wziętych do niewoli Niemców było zatrutych gazem, który sami wystrzelili na miasteczko. Niemiecki kontratak, zarządzony na 7.00, odkładano kolejno na 8.30 i 9.00, a w końcu odwołano. Tego samego ranka we Flandrii Niemcy szturmowali wzgórze Kemmel, ale natarcie pod Amiens, które miało odciągnąć tam uwagę sprzymierzonych, skończyło się porażką.
Tak 25 kwietnia 1918 roku, dokładnie trzy lata po lądowaniu w zatoce Anzac na Gallipoli, w którym brał udział także Elliott, Australijczycy odbili Villers-Bretonneux. Walki o resztę utraconego terenu trwały jeszcze dwa dni, a 26 kwietnia z ciężkimi stratami atakowała na południe od miasteczka francuska Dywizja Marokańska. Front pod Amiens się jednak ustalił i Niemcy nigdy już nie podeszli do miasta tak blisko. Australijczycy do dziś obchodzą w Villers-Bretonneux poranną uroczystość Anzac Day, a w szkole odbudowanej za pieniądze australijskich dzieci wisi napis: „Nigdy nie zapominajmy o Australii”.