- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 23 lipca 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
23 lipca 1918 roku dwie dywizje brytyjskie, szkocka 15 i 34, poszły do natarcia na zachodnie skrzydło niemieckiego występu nad Marną, na płaskowyżach na południe od Soissons. Walczyły w składzie francuskiej 10 Armii generała Charlesa Mangina, z dala od reszty armii brytyjskiej, i weszły do boju nazajutrz po przybyciu na front, po nocy spędzonej na luzowaniu wyczerpanych dywizji amerykańskiej i francuskiej. Nie znały terenu ani położenia własnej linii, a rozkazy dostały w ostatniej chwili. Tego dnia zdobyły bardzo niewiele, podobnie jak walczące obok nich dywizje francuskie. Od 23 lipca brytyjska historiografia liczy bitwę w Soissonnais i nad Ourcq, w której obie dywizje walczyły przez następne dziesięć dni, aż Niemcy oddali Soissons i cofnęli się za Vesle.
Tło
Pięć dni wcześniej, 18 lipca, Mangin uderzył spod lasu Villers-Cotterêts na zachodnie skrzydło występu, który Niemcy wbili w maju między Soissons a Reims. Pierwszego dnia jego dywizje, z amerykańską 1 i 2 Dywizją na czele, posunęły się o kilka kilometrów i wzięły pod ogień drogę z Soissons do Château-Thierry, główną arterię zaopatrzenia występu. W kolejnych dniach Amerykanie zdobyli Berzy-le-Sec i przeszli przez tę drogę, ale natarcie zaczęło grzęznąć. Niemcy rzucili na zagrożone skrzydło świeże dywizje i baterie, które niszczyły francuskie czołgi, a 21 lipca odparli kolejne natarcie 10 Armii. Pierwszy impet Mangina wyczerpał się, a jego dywizje były wykrwawione. Postanowił więc wprowadzić do walki cztery świeże dywizje, w tym dwie brytyjskie, które Foch kilka dni wcześniej wziął od Haiga jako odwód.
Szkocka 15 Dywizja generała Hamiltona Reeda, utworzona w 1914 roku z ochotników i walcząca we Francji od bitwy pod Loos, wyładowała się z pociągów pod Liancourt w dniu, w którym ruszyła kontrofensywa. Historia dywizji zapisała, że miejscowi nigdy wcześniej nie widzieli szkockich żołnierzy, a bataliony w kiltach wzbudzały wielkie zainteresowanie. Przez kolejne dni szła na front pieszo i w kolumnach ciężarówek, po zakurzonych drogach zatłoczonych przez wojska francuskie i amerykańskie. W nocy z 21 na 22 lipca, w świetle pełni księżyca, niemieckie samoloty wypatrzyły kurz nad kolumnami i zbombardowały je pod Cœuvres, zabijając i raniąc kilkudziesięciu żołnierzy. 34 Dywizja generała Lothiana Nicholsona była w gruncie rzeczy nową dywizją. W kwietniu, po stratach nad Lys, jej piechotę rozwiązano, a w czerwcu odtworzono z batalionów sprowadzonych z Bliskiego Wschodu i z Indii. Żaden z nich nie walczył jeszcze we Francji. 2 batalion Loyal North Lancashire szedł do pierwszej wielkiej bitwy od czasu klęski pod Tangą w Afryce Wschodniej w listopadzie 1914 roku.
Noc przed natarciem
22 lipca o 21.20 Reed dostał od generała Pierre’a Berdoulata, dowódcy francuskiego XX Korpusu, rozkaz, by w nocy zluzować amerykańską 1 Dywizję Piechoty i o 5 rano zaatakować niemieckie pozycje między Berzy-le-Sec a wsią Buzancy. Rozkazy dywizji wyszły dopiero pięć minut przed północą. Nie było czasu na rozpoznanie terenu, a dowódcy dostali francuskie mapy w małej skali 1:80 000. Zluzowanie w ciemności, bez okopów i bez ciągłej linii frontu, okazało się bardzo trudne. Historia dywizji przytacza relację oficera z 8 batalionu Argyll and Sutherland Highlanders, któremu dowódca zmienianej francuskiej kompanii wskazał w ciemności kilka kierunków, powiedział: „Karabin maszynowy tam i tam, Niemcy tam. Ja idę” i odszedł. Jeden pluton wszedł prosto na niemiecką placówkę, a Niemcy, zaalarmowani, ostrzelali cały odcinek dywizji. Zluzowanie skończono o 3 nad ranem, dwie godziny przed natarciem.
Amerykanie pomogli, jak mogli. Ponieważ artyleria 15 Dywizji nie zdążyła zająć stanowisk, Reed uzgodnił z generałem Charlesem Summerallem, dowódcą 1 Dywizji, że działa amerykańskie zostaną na miejscu jeszcze dobę i wesprą natarcie Szkotów. Ich dowódca, pułkownik L.R. Holbrook, zanotował w wydanym z tej okazji okólniku, że „po raz pierwszy w historii artyleria francuska, brytyjska i amerykańska współdziała pod jednym dowództwem”. Amerykanie zostawili też Szkotom swoje sanitarki i szpitale polowe, bo dywizja brytyjska nie miała za sobą ani szpitala ewakuacyjnego, ani kolumny sanitarek. Reed pisał później, że bez tej pomocy co najmniej 400 jego rannych zostałoby na polu bitwy. Na przedpolu Szkoci zobaczyli jednak, ile kosztowały amerykańskie natarcia ostatnich dni. W polach zboża leżały całe szeregi poległych Amerykanów, skoszonych ogniem karabinów maszynowych, gdy szli gęstymi falami. Grzebali ich potem Szkoci.
34 Dywizja, której piechotę przywieziono ciężarówkami, od 22 lipca luzowała francuską 38 Dywizję w XXX Korpusie, naprzeciw Hartennes, i skończyła dopiero rano 23 lipca. Francuski dowódca, generał Guyot d’Asnières de Salins, przekazał Nicholsonowi gotowy projekt rozkazów do natarcia i zostawił mu dwa pułki artylerii polowej oraz dywizjon dwunastu haubic 155 mm, które dowódca XXX Korpusu oddał pod rozkazy brytyjskiego dowódcy artylerii, bo okazało się, że dobrze mówi po francusku. Niemcy mieli w tym rejonie wyraźną przewagę w powietrzu. Ich samoloty krążyły nad liniami francuskimi przez cały dzień, a nocą bombardowały drogi, więc wszystkie ruchy wojsk odbywały się po ciemku.
Szkoci pod Buzancy
Plan Mangina zakładał, że XX i XXX Korpus uderzą o świcie najpierw na skrzydła lasów leżących przed frontem, a dopiero potem, na sygnał armii, ruszy środek, czyli 34 Dywizja i jej francuscy sąsiedzi. Celem dnia była linia od wzgórza Orme du Grand Rozoy przez Taux po Buzancy. O 4.15 otworzyła ogień artyleria 1 Dywizji, a o 4.55 nawała zaczęła się przesuwać naprzód. Okazało się, że linia przejęta od Francuzów i Amerykanów leżała kilkaset metrów za tą, którą zaznaczono na mapie. Ogień był więc nie tylko słaby, ale padał za niemieckimi gniazdami karabinów maszynowych, które zostały nietknięte. Szkoci od razu znaleźli się pod ogniem z bliska z przodu, a z boku ostrzeliwały ich ciężkie działa spod Soissons.
Na prawym skrzydle 46 Brygady bataliony 7/8 King’s Own Scottish Borderers i 10 Scottish Rifles posunęły się zaledwie o około 150 metrów. Sami Borderzy stracili 14 oficerów i ponad 300 żołnierzy. W 45 Brygadzie 6 batalion Cameron Highlanders zszedł stromym zboczem do doliny rzeki Crise, poniósł ciężkie straty, ale zdobył cukrownię w dolinie i rozciągnął się na cały odcinek brygady. Do 8 batalionu Argyllów rozkazy z powodu zabitych gońców w niektórych miejscach w ogóle nie dotarły przed godziną natarcia. Około 10 okazało się, że francuskie dywizje po obu stronach, 87 pod Buzancy i Villemontoire oraz 69 na lewo, także nie ruszyły z miejsca. Oba skrzydła Szkotów wisiały w powietrzu, a ponieważ Francuzi nie mogli współdziałać, Reed odwołał kolejne natarcie. Około 18 Niemcy kontratakowali od folwarku Chivry, ale zostali odparci ogniem artylerii i karabinów maszynowych. W nocy Camerończycy wycofali się z wysuniętej cukrowni na nasyp kolejowy.
34 Dywizja pod lasem Reugny
Nicholson objął dowództwo swojego odcinka o 7 rano. Około 6.30, gdy meldunki ze skrzydeł brzmiały obiecująco, brygady dostały ostrzeżenie, a o 7.20 rozkaz, by ruszyć dwadzieścia minut później. Sygnał wysłano telefonem, radiem i rakietami, ale rakiet nikt nie zobaczył, linie telefoniczne były zerwane, a gońców wybito do nogi. Artyleria otworzyła ogień zgodnie z planem i 102 Brygada ruszyła o 7.40, ale 101 Brygada wyszła dopiero o 8 i straciła osłonę nawały. Gdy prowadzący 2 batalion Loyal North Lancashire wreszcie ruszył, Niemcy czekali już w lasach, zagajnikach i w wysokim zbożu. Pierwsza fala prawej kompanii została niemal całkowicie wybita po pięćdziesięciu metrach. Lewa kompania przeszła prawie kilometr, ale około 9.30 niemiecki kontratak zepchnął ją na pozycje wyjściowe.
Lepiej poszło 102 Brygadzie. Bataliony 1/7 Cheshire i 1/1 Herefordshire szły tuż za nawałą i doszły na około kilometr od linii wyjściowej, pod zachodni skraj lasu Reugny. Tam zatrzymał je ogień z lasu i z obu skrzydeł, bo dywizje francuskie po obu bokach, mimo dzielnych ataków, nie zdołały się posunąć. Brygada okopała się na zdobytym terenie; według jednego z opracowań dziejów dywizji straciła tego dnia około 480 ludzi. Przygotowane po południu natarcie na las Reugny i wieś Tigny odwołano z powodu strat francuskiej 58 Dywizji. Brytyjska historia oficjalna stwierdza, że poza zdobyczą 102 Brygady dzień nie przyniósł żadnego wyniku. Żołnierze nie mogli nawet wskazać lotnikom i artylerzystom swojego położenia, bo dostarczonych przez Francuzów rakiet sygnałowych nie dało się wystrzelić z brytyjskiego karabinu.
Tak wyglądał cały dzień w 10 Armii. Według francuskiej historii oficjalnej XX Korpus i lewe skrzydło XXX Korpusu na próżno ponawiały natarcia, mimo udziału około stu czołgów, i Mangin kazał im nazajutrz umacniać pozycje. Atakować miał tylko XX Korpus, na Villemontoire i Tigny. Na wschodnim skrzydle występu, pod Reims, posunęły się tego dnia jedynie dywizje brytyjskiego XXII Korpusu i ich francuscy sąsiedzi.
Foch i Pétain
Generał Ferdinand Foch, naczelny wódz sprzymierzonych, był niezadowolony z tempa. Już 22 lipca, zapewne słysząc o pośpiesznym rzucaniu do walki brytyjskich dywizji, posłał Manginowi odręczną notatkę, że warto przygotować silne, skoordynowane uderzenie przybywającymi codziennie nowymi dywizjami, zamiast zużywać je na bieżąco. 23 lipca po południu odwiedził generała Philippe’a Pétaina w Provins i wręczył mu długi list. Pisał w nim, że bitwa zwalnia, bo Niemcy wzmacniają skrzydła występu świeżymi dywizjami i artylerią, a natarcie na środek opóźniają strażami tylnymi z karabinami maszynowymi. Trzeba więc przełamać przynajmniej jedno skrzydło, i to zachodnie, pod Soissons, oddając 10 Armii wszystkie dostępne siły. Tego samego dnia Foch zawiadomił Douglasa Haiga, że dwie dywizje brytyjskie, które 12 lipca prosił przesunąć na południe od Sommy, może już użyć na dowolnym odcinku frontu brytyjskiego. O 23.45 Pétain zmienił rozkazy: 10 Armia i lewe skrzydło 6 Armii miały odtąd nacierać na południowy wschód, na północ od Fère-en-Tardenois, zamiast na wschód.
Bilans dnia
Niemcy uznali 23 lipca za udany dzień. Ich zachodnie skrzydło wytrzymało, a dowództwo 7 Armii już dzień wcześniej zapisało, że kryzys minął i armii nie grozi okrążenie. 22 lipca Erich Ludendorff kazał jednak przygotować odwrót z południowej części występu za górny bieg Ourcq, a w nocy z 23 na 24 lipca trzy korpusy w środku występu cofnęły się o kolejny etap, niepokojone przez nikogo. Niemcy oddawali teren między Marną a Ourcq, ale zachowywali w ręku skrzydła pod Soissons i pod Reims, które osłaniały ewakuację dział i zapasów.
Dla dwóch dywizji brytyjskich był to dopiero początek. 28 lipca Szkoci zdobyli Buzancy i stracili je jeszcze tego samego dnia, a 1 sierpnia 34 Dywizja zajęła wzgórza pod Beugneux. Następnej nocy Niemcy cofnęli się za Vesle i Aisne, a 2 sierpnia oddali Soissons. Pierwszy dzień bitwy pokazał jednak, ile kosztowało rzucanie świeżych, nieznających terenu dywizji do natarcia w kilka godzin po przybyciu: według historii dywizji dziewięciu na dziesięciu atakujących żołnierzy 15 Dywizji nie widziało wcześniej pozycji, którą mieli zdobyć, ani nie miało jej objaśnionej.