- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 18 lipca 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Druga bitwa nad Marną
- Tagi:
- Francja, Stany Zjednoczone, Ferdinand Foch, czołgi
18 lipca 1918 roku o 4.35, w szarym świetle poranka i resztkach nocnej mgły, francuska 10 Armia generała Charles’a Mangina wyszła z lasów wokół Villers-Cotterêts i uderzyła na zachodnie skrzydło niemieckiego występu nad Marną. Nie było wielodniowego ostrzału, który od trzech lat zapowiadał każdą wielką ofensywę. Artyleria otworzyła ogień w chwili natarcia, a wał ogniowy od razu ruszył naprzód, z piechotą i setkami czołgów tuż za nim. Jednocześnie na południe od Mangina natarła 6 Armia generała Jeana Degoutte’a. Trzy dni wcześniej Niemcy zaczęli po obu stronach Reims swoją ostatnią wielką ofensywę, a teraz to oni zostali zaskoczeni. Do wieczora Francuzi, Amerykanie i Marokańczycy wdarli się w ich pozycje miejscami na kilka, a nawet kilkanaście kilometrów. Inicjatywa na froncie zachodnim, którą Niemcy trzymali od 21 marca, przeszła w ręce sprzymierzonych i nie wróciła już do Niemców do końca wojny.
Przygotowania
Od końca maja, gdy Niemcy stanęli nad Marną, ich wojska siedziały w głębokim występie między Soissons a Reims, z wierzchołkiem w Château-Thierry. Cały ten występ zaopatrywała jedna główna linia kolejowa przez Soissons, która biegła niedaleko zachodniego skraju frontu. Generał Ferdinand Foch, od kwietnia naczelny wódz armii sprzymierzonych, od tygodni myślał o uderzeniu właśnie w to miejsce. Mangin, energiczny i bezwzględny dowódca, który w czerwcu kontratakiem nad Matz zatrzymał niemiecką ofensywę na Compiègne, a potem objął 10 Armię, sam naciskał, by atakować jak najszybciej. W pierwszej połowie lipca jego dywizje drobnymi natarciami wysunęły się z lasów, by mieć lepsze pozycje wyjściowe. 12 lipca wódz naczelny armii francuskich, generał Philippe Pétain, określił cel operacji: odciąć występ uderzeniami z obu stron, a co najmniej odebrać Niemcom swobodne korzystanie z węzła w Soissons.
Gdy 15 lipca Niemcy uderzyli, a na zachód od Reims przeszli Marnę, Pétain chciał wstrzymać przygotowania Mangina i zabrać mu odwody. Foch się nie zgodził. „Dopóki nie zawiadomi mnie Pan o jakimś nowym wydarzeniu – pisał – nie może być mowy o zwalnianiu, a tym bardziej o wstrzymaniu przygotowań Mangina”. Wieczorem Pétain przyznał mu rację: 16 i 17 lipca powinny wystarczyć do złamania niemieckiego natarcia, a kontrofensywa ruszy 18 lipca, jak postanowiono. Ostatecznie rozkaz potwierdzono 17 lipca w południe, gdy było już jasne, że Niemcy utknęli.
Rozwinięcie wojsk zaczęło się 14 lipca i skończyło w nocy z 17 na 18 lipca. 10 Armia miała według brytyjskiej historii oficjalnej 16 dywizji w czterech korpusach, korpus kawalerii, około 1545 dział i 346 czołgów, a 6 Armia osiem dywizji, około 590 dział i 147 czołgów. Razem było to prawie pięćset czołgów: średnie Schneidery i St. Chamondy, przydzielone po jednym zgrupowaniu do każdej dywizji szturmowej, oraz trzy bataliony lekkich Renault FT w odwodzie, do rozwijania powodzenia. Wielkie lasy wokół Villers-Cotterêts, ciągnące się wzdłuż frontu na ponad 20 kilometrów, kryły wojska przed obserwacją, a przewaga francuskiego lotnictwa nie pozwoliła Niemcom wiele zobaczyć z powietrza. Ostrzem natarcia był XX Korpus generała Pierre’a Berdoulata, który miał zdobyć płaskowyż na południe od Soissons. Tworzyły go amerykańska 1 Dywizja Piechoty generała Charlesa Summeralla, amerykańska 2 Dywizja Piechoty generała Jamesa Harborda, z brygadą piechoty morskiej, która w czerwcu walczyła w lesie Belleau, i między nimi francuska 1 Dywizja Marokańska generała Alberta Daugana, z pułkiem marszowym Legii Cudzoziemskiej, jedna z najsłynniejszych dywizji szturmowych armii francuskiej. Amerykańskie dywizje liczyły dwa razy więcej ludzi niż francuskie, więc cztery piąte stanu korpusu stanowili Amerykanie. Przeciw 24 dywizjom Mangina i Degoutte’a stało 19 dywizji niemieckiej 9 Armii generała Johannesa von Ebena i 7 Armii generała Maxa von Boehna, z czego 11 w pierwszej linii.
Noc i świt 18 lipca
Wieczorem 17 lipca spadła ulewa. Noc była duszna i czarna, drogi przez las zamieniły się w ciemne tunele, z drzew kapało, rowy wezbrały, a pobocza rozmiękły. Kolumny piechoty, artylerii i czołgów mieszały się na wąskich duktach. Amerykanie z 2 Dywizji maszerowali całą noc, a ostatnie bataliony dobiegły na pozycje wyjściowe biegiem, w chwili gdy ruszał wał ogniowy. Mimo to wszystko zdążyło na czas.
Niemcy niczego poważnego się nie spodziewali. Agenci i jeńcy zapowiadali wielkie natarcie na 14 lipca, francuskie święto narodowe, a gdy ani wtedy, ani w kolejnych dniach nic się nie stało, w sztabie 7 Armii uznano, że wielka ofensywa przestała być prawdopodobna. Meldunki o czołgach i wojsku w lasach Villers-Cotterêts brano za przygotowania do natarć lokalnych. Według brytyjskiej historii oficjalnej, opartej tu na źródłach niemieckich, około kwadransa po trzeciej dwóch francuskich dezerterów przeszło do placówek bawarskiej 11 Dywizji i zeznało, że między czwartą a piątą rano zacznie się natarcie. Wiadomość szła jednak w górę od kompanii przez batalion, pułk i brygadę, i dywizja ogłosiła alarm dopiero o 4.10. Było za późno.
O 4.35 artyleria 10 i 6 Armii otworzyła ogień jednocześnie. Na odcinku Mangina, gdzie dzięki wcześniejszym natarciom nie spodziewano się silnych przeszkód, wał ogniowy od razu ruszył naprzód, a piechota szła tuż za nim. Czołgi pomagały otaczać i szybko likwidować niemieckie placówki. Degoutte ostrzeliwał niemieckie okopy przez trzy kwadranse, zanim jego piechota wyszła do natarcia. Dalej na wschód, aż po Reims, francuskie 9, 5 i 4 Armia prowadziły tego dnia tylko działania lokalne. Ich czas miał przyjść później.
Przebieg dnia
Zaskoczenie było zupełne. Amerykanie i Marokańczycy przeszli przez pierwsze linie, zajęli niemieckie stanowiska artylerii i brali jeńców całymi grupami. Według amerykańskiej komisji pomników wojennych o ósmej rano czołówki XX Korpusu były już ponad pięć kilometrów od linii wyjściowej. O 7.15 Mangin kazał podciągnąć II Korpus Kawalerii, który miał przejść przed piechotą aż do Fère-en-Tardenois, na tyły Niemców broniących się nad Marną. Kawaleria nie zdołała się jednak przebić przez pole bitwy pełne karabinów maszynowych.
Przed południem w kwaterze grupy armii następcy tronu Wilhelma było jasne, że dywizje pierwszej linii na zachodniej ścianie występu zostały rozbite, a dywizje wsparcia wciągnięte do ciężkiej walki. O 10.54 następca tronu kazał 7 Armii zorganizować obronę na linii od Soissons przez Hartennes po wzgórza na północ od Château-Thierry i przygotować drugą linię kilka kilometrów dalej. O 11.45 nakazał opuścić przyczółek na południe od Marny, zdobyty z takim trudem trzy dni wcześniej. Ebenowi polecono za wszelką cenę utrzymać Soissons i wzgórza na południowy wschód od miasta. Około południa natarcie na chwilę osłabło i Niemcy zaczęli już planować kontratak na następny dzień, ale po południu prawe skrzydło i centrum Mangina ruszyły znowu. Wieczorem Amerykanie z 2 Dywizji walczyli już o Vierzy, a szosa i linia kolejowa z Soissons do Château-Thierry znalazły się w zasięgu francuskich i amerykańskich dział.
Zdobycze dnia oceniane są różnie. Według francuskich opracowań najdalej wysunięte oddziały 10 Armii posunęły się o około 9 kilometrów, a 6 Armii o około 5 kilometrów, brytyjska historia oficjalna mówi o średnio około czterech milach, czyli 6–7 kilometrach. W ciągu dwóch pierwszych dni sprzymierzeni wzięli według francuskich danych ponad 17 tysięcy jeńców i około 360 dział. Cena była wysoka. Niemiecka artyleria strzelała do czołgów na wprost i według danych, które przytacza brytyjska historia oficjalna, z 225 czołgów 10 Armii, które weszły do walki, 102 zostały unieruchomione, w tym 62 przez artylerię. Na jednym kwadracie o boku półtora kilometra naliczono 23 czołgi zniszczone samym ogniem dział. Amerykańska 2 Dywizja straciła w ciągu dwóch dni około 4,3 tysiąca ludzi, a 1 Dywizja w ciągu pięciu dni około 6,9 tysiąca.
Ludendorff w Mons
Generał Erich Ludendorff był tego dnia daleko od Marny. W nocy z 17 na 18 lipca, przekonany, że natarcie pod Reims, choć nieudane, przynajmniej ściągnie francuskie odwody, pojechał do kwatery grupy armii księcia Rupprechta w Mons, by ustalić ostatnie szczegóły wielkiej ofensywy przeciw Brytyjczykom we Flandrii o kryptonimie „Hagen”, zaplanowanej na pierwsze dni sierpnia. Konferencja trwała jeszcze, gdy nadeszły wiadomości o francuskim natarciu. Ludendorff od razu skierował pod Soissons dywizje z odwodu, a po południu naczelne dowództwo kazało Rupprechtowi wysłać na południe kolejne. Wstrzymano przerzut wojsk z 7 Armii do Flandrii i odwołano dalsze natarcia pod Reims. Jeszcze 9 lipca Ludendorff zapewniał ministra spraw zagranicznych Paula von Hintzego, że ofensywa z 15 lipca ostatecznie i rozstrzygająco pokona nieprzyjaciela. Dwa dni po natarciu Mangina przyznał, że ofensywa „Hagen” najpewniej nigdy nie dojdzie do skutku.
Zwrot wojny
W ciągu kolejnych dni sprzymierzeni natarli na całym obwodzie występu, a Niemcy, broniąc się zaciekle na skrzydłach, zaczęli wycofywać się z jego południowej części. W nocy z 19 na 20 lipca opuścili przyczółek nad Marną, a do początku sierpnia cofnęli się za Vesle. Historycy zgodnie uznają 18 lipca 1918 roku za punkt zwrotny wojny na zachodzie. Ludendorff przyznał w pamiętnikach, że próba zmuszenia Ententy do pokoju zwycięstwami, zanim nadejdą Amerykanie, się nie powiodła, a położenie Niemiec stało się bardzo poważne. Kanclerz Georg von Hertling miał później mówić, według relacji często przytaczanej przez historyków, że jeszcze na początku lipca liczył na propozycje pokojowe nieprzyjaciela przed 1 września, ale 18 lipca nawet największi optymiści zrozumieli, że wszystko stracone.
Natarcie spod Villers-Cotterêts pokazało też nowy sposób walki, który sprzymierzeni mieli stosować przez resztę wojny: zaskoczenie zamiast długiego ostrzału, wał ogniowy, masy czołgów, przewagę w powietrzu i świeże dywizje amerykańskie. 6 sierpnia Foch został mianowany marszałkiem Francji, a dwa dni później Brytyjczycy i Francuzi uderzyli pod Amiens, zaczynając ofensywę stu dni, która zakończyła się rozejmem.