- Kategoria:
- Dyplomacja
- Data:
- 11 listopada 1918
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Tagi:
- Niemcy, Ferdinand Foch, Francja, Wielka Brytania
11 listopada 1918 roku kilka minut po piątej rano w wagonie-biurze pociągu marszałka Ferdinanda Focha, stojącym na bocznicy w lesie Compiègne koło stacji Rethondes, przedstawiciele Niemiec podpisali układ o zawieszeniu broni z państwami Ententy i Stanami Zjednoczonymi. Za sprzymierzonych podpisali Foch, naczelny wódz armii sojuszniczych, i brytyjski pierwszy lord morski admirał Rosslyn Wemyss. Za Niemcy podpisali sekretarz stanu Matthias Erzberger, dyplomata hrabia Alfred von Oberndorff, generał major Detlof von Winterfeldt i komandor Ernst Vanselow. Według raportu Focha porozumienie co do ostatecznego tekstu osiągnięto o 5.05, a podpisy złożono o 5.10. Inne relacje podają godziny od 5.12 do 5.20, ale strony umówiły się, że za godzinę podpisania uznaje się piątą. Sześć godzin później, o 11.00 czasu francuskiego (w Niemczech było wtedy południe), na frontach ustały działania wojenne. Po czterech latach, trzech miesiącach i kilku dniach wielka wojna na zachodzie dobiegła końca.
Trzy dni w lesie
Delegacja niemiecka przyjechała do lasu Compiègne rankiem 8 listopada. Usłyszała warunki ustalone 4 listopada w Wersalu przez Najwyższą Radę Wojenną, a Foch odmówił zarówno tymczasowego wstrzymania walk, jak i przedłużenia 72-godzinnego terminu, który upływał 11 listopada o 11.00. Rozmowy w ścisłym sensie nie było. Foch pokazał się Niemcom tylko na pierwszym i ostatnim posiedzeniu. Szczegóły omawiali z jego szefem sztabu, generałem Maxime’em Weygandem, i z admirałem George’em Hope’em, a wszystkie prośby musieli składać na piśmie. 9 listopada o 15.45 wręczyli Weygandowi swoje „Uwagi do warunków rozejmu z Niemcami”. Przekonywali w nich, że zbyt krótki termin ewakuacji, wydanie taboru kolejowego i utrzymanie blokady pogrążą kraj w chaosie i głodzie, a armia potrzebuje broni, by utrzymać porządek.
Tymczasem państwo, w którego imieniu przyjechali, przestawało istnieć w dotychczasowym kształcie. 9 listopada w Berlinie wybuchła rewolucja: kanclerz Max von Baden ogłosił abdykację cesarza Wilhelma II i przekazał urząd przywódcy socjaldemokratów Friedrichowi Ebertowi, a z balkonu Reichstagu proklamowano republikę. Następnego dnia cesarz przekroczył granicę holenderską. Według części relacji Francuzi pokazali delegatom paryskie gazety z wiadomością o abdykacji. Niemcy nie wiedzieli, czy ktoś w Berlinie może jeszcze wydać im instrukcje.
Odpowiedzi przyszły wieczorem 10 listopada. Między 19.00 a 20.00 radio przyniosło dwie depesze. W pierwszej rząd niemiecki oświadczał, że przyjmuje warunki rozejmu przekazane 8 listopada. Była podpisana „Kanclerz Rzeszy” i opatrzona umówionym numerem 3084, który potwierdzał jej autentyczność. Druga upoważniała Erzbergera do podpisania rozejmu i polecała wpisać do protokołu zastrzeżenie, że niektóre warunki skażą na głód ludność nieokupowanej części Niemiec. Około 21.00 zaczął napływać długi szyfrowany telegram feldmarszałka Paula von Hindenburga. Naczelne dowództwo już wcześniej dało rządowi do zrozumienia, że rozejm trzeba podpisać, nawet jeśli nie uda się złagodzić warunków. Część historyków zwraca uwagę, że polecenie podpisania przyszło w praktyce od naczelnego dowództwa, a nowy rząd Eberta jedynie je potwierdził. O 21.30 Weygand wręczył Niemcom pisemną odpowiedź na ich uwagi.
Noc z 10 na 11 listopada
O 2.05 Niemcy zgłosili gotowość, a o 2.15 rozpoczęło się ostatnie posiedzenie. Weygand odczytywał tekst artykuł po artykule, a delegaci próbowali wywalczyć kolejne ustępstwa. Kilka uzyskali, bo część pierwotnych żądań przekraczała to, co Niemcy w ogóle mieli. Zamiast 30 tysięcy karabinów maszynowych mieli wydać 25 tysięcy, zamiast 2000 samolotów 1700, zamiast 10 tysięcy ciężarówek 5 tysięcy. Zamiast 160 okrętów podwodnych, których flota niemiecka nie miała, mieli oddać wszystkie istniejące. Termin ewakuacji okupowanych krajów wydłużono z 14 do 15 dni, a lewego brzegu Renu z 25 do 31 dni. Strefę neutralną na prawym brzegu zwężono z 40 do 10 kilometrów. Żądanie bezwarunkowej kapitulacji wojsk w Afryce Wschodniej zastąpiono ich ewakuacją. Rozejm miał obowiązywać 36 dni zamiast 30. Zmieniono też zapis o wojskach na wschodzie: z ziem dawnego Imperium Rosyjskiego Niemcy mieli się wycofać nie od razu, lecz dopiero wtedy, gdy sprzymierzeni uznają to za stosowne ze względu na sytuację wewnętrzną tych terytoriów.
O 5.05 uzgodniono ostateczny tekst. Żeby nie tracić czasu, ostatnią stronę przepisano na maszynie od razu i na niej złożono podpisy. Na wniosek sprzymierzonych dopisano osobny dokument: jeśli Niemcy nie wydadzą okrętów w terminie, alianci będą mieli prawo zająć wyspę Helgoland. Niemieccy pełnomocnicy odmówili jego podpisania, obiecali tylko poprzeć go u swojego rządu. Na koniec Erzberger odczytał oświadczenie wszystkich czterech delegatów. Przyznawali w nim, że w niektórych punktach okazano im pewną życzliwość, ale ostrzegali, że krótki termin ewakuacji i wydanie środków transportu mogą uniemożliwić wykonanie warunków, a cały układ grozi narodowi niemieckiemu anarchią i głodem. Zakończył zdaniem, które zapamiętano: „Naród siedemdziesięciomilionowy cierpi, ale nie umiera”. Foch zamknął posiedzenie.
Warunki
Układ miał 34 artykuły. Na froncie zachodnim działania wojenne na lądzie i w powietrzu miały ustać sześć godzin po podpisaniu. W ciągu 15 dni Niemcy musieli ewakuować Belgię, Francję, Luksemburg oraz Alzację-Lotaryngię, a żołnierze, którzy nie zdążą odejść, mieli zostać jeńcami. W ciągu kolejnych 16 dni, łącznie 31 dni, mieli opuścić lewy brzeg Renu. Ten obszar miały zająć wojska sprzymierzone, a na prawym brzegu utworzyć przyczółki o promieniu 30 kilometrów wokół Moguncji, Koblencji i Kolonii. Koszty utrzymania wojsk okupacyjnych w Nadrenii miały ponosić Niemcy. Armia niemiecka musiała wydać 5000 dział, 25 tysięcy karabinów maszynowych, 3000 miotaczy min i 1700 samolotów, a kolej 5000 lokomotyw i 150 tysięcy wagonów. Do tego dochodziło 5000 ciężarówek. Wszyscy jeńcy sprzymierzonych mieli wrócić do domów natychmiast, bez wzajemności. Jeńcy niemieccy mieli czekać na zawarcie pokoju.
Na wschodzie Niemcy musieli wycofać wojska z terytoriów należących przed wojną do Austro-Węgier, Rumunii i Turcji, a z ziem rosyjskich w chwili, którą wskażą sprzymierzeni. Wyrzekali się traktatu brzeskiego i traktatu bukareszteńskiego, a sprzymierzeni otrzymywali wolny dostęp do ewakuowanych ziem przez Gdańsk albo Wisłą, by zaopatrywać ich ludność i utrzymywać porządek. Niemieckie wojska w Afryce Wschodniej miały się wycofać w terminie wyznaczonym przez sprzymierzonych. Niemcy musieli też przekazać w depozyt sprzymierzonym złoto otrzymane od Rosji i Rumunii lub im zabrane oraz zwrócić gotówkę zabraną z Banku Narodowego Belgii.
Na morzu Niemcy mieli w ciągu 14 dni wydać wszystkie okręty podwodne, a 6 krążowników liniowych, 10 pancerników, 8 krążowników lekkich i 50 najnowszych niszczycieli floty pełnomorskiej rozbroić i internować w portach neutralnych lub sprzymierzonych. Musieli też otworzyć sprzymierzonym drogę na Bałtyk i ewakuować porty czarnomorskie. Blokada morska Niemiec pozostawała w mocy, choć sprzymierzeni zapowiadali, że zadbają o zaopatrzenie kraju w niezbędnym zakresie. Rozejm zawarto na 36 dni z możliwością przedłużenia. Układ nie przesądzał granic ani odszkodowań, ale odbierał Niemcom możliwość wznowienia wojny. Tego właśnie chciał Foch.
Jedenasta godzina jedenastego dnia jedenastego miesiąca
Zaraz po podpisaniu Weygand rozesłał przez radio i telefon do wszystkich naczelnych wodzów rozkaz Focha: działania wojenne ustaną na całym froncie 11 listopada o 11.00 czasu francuskiego, wojska sprzymierzone nie przekroczą aż do nowego rozkazu linii osiągniętej w tej chwili, a wszelkie kontakty z nieprzyjacielem są zabronione. Wiadomość dotarła na front w ciągu poranka, ale walki trwały do ostatniej chwili. Wielu dowódców chciało zająć jak najkorzystniejsze pozycje na wypadek, gdyby rozejm nie przetrwał, a baterie wystrzeliwały zapasy amunicji. Według szacunku amerykańskiego autora Josepha Persico ostatniego dnia wojny po obu stronach zginęło, zostało rannych lub zaginęło blisko 11 tysięcy ludzi, w tym około 2700 zabitych. Liczby te są tylko przybliżone.
Wielu z tych, którzy zginęli, zapamiętano z nazwiska. Około 9.30 pod Mons zginął szeregowiec George Ellison, uważany za ostatniego brytyjskiego żołnierza poległego w tej wojnie. O 10.45 nad Mozą zginął Augustin Trébuchon, ostatni zabity Francuz. W Ville-sur-Haine, na wschód od odbitego tego ranka Mons, o 10.58 niemiecki strzelec trafił kanadyjskiego szeregowca George’a Lawrence’a Price’a. Minutę później pod Chaumont-devant-Damvillers zginął w ataku na niemieckie stanowisko amerykański sierżant Henry Gunther, uznawany za ostatniego żołnierza poległego na froncie zachodnim. We Francji groby żołnierzy zabitych 11 listopada opatrywano później datą 10 listopada.
O 11.00 front ucichł. Na froncie nie było wielkich uniesień. Żołnierze, wyczerpani po miesiącach nieustannego natarcia, przyjęli ciszę z ulgą i niedowierzaniem. Gdzieniegdzie Niemcy wychodzili z okopów, kłaniali się przeciwnikom i odchodzili. Wiadomość o zawieszeniu broni została ogłoszona w Paryżu około dziewiątej. Foch z admirałem Wemyssem pojechali do Ministerstwa Wojny do premiera Georges’a Clemenceau, a o 11.00 salwy armatnie i dzwony kościołów ogłosiły koniec wojny. Na ulicach Paryża, Londynu i Nowego Jorku tłumy świętowały przez cały dzień. Po południu Clemenceau odczytał warunki rozejmu w Izbie Deputowanych i oddał hołd „naszym wielkim zmarłym, którzy wywalczyli to zwycięstwo”. Wieczorem miał powiedzieć generałowi Henriemu Mordacqowi, że wygrali wojnę, a teraz trzeba wygrać pokój, i to może być trudniejsze.
W Niemczech, zajętych rewolucją, przyjęto rozejm z ulgą, ale bez zrozumienia jego wagi. Armia niemiecka wciąż stała na obcej ziemi i choć była strategicznie pokonana, nie została rozbita w polu. Wielu Niemców nie widziało więc klęski na własne oczy. Ten stan umysłów stał się później pożywką dla legendy o ciosie w plecy, według której niepokonane wojsko zdradzili politycy i rewolucjoniści. Za jednego z głównych winnych nacjonaliści uznali Erzbergera, który podpisał rozejm. Zamordowali go w 1921 roku.
Rozejm, nie pokój
Rozejm w Compiègne nie kończył formalnie wojny. Był zawieszeniem broni na 36 dni, które sprzymierzeni przedłużali w grudniu 1918 roku, w styczniu i w lutym 1919 roku, za każdym razem w Trewirze, ostatnio na czas nieokreślony. W grudniu wojska sprzymierzone zajęły przyczółki nad Renem i rozpoczęła się okupacja Nadrenii. Stan wojny między Niemcami a sprzymierzonymi zakończył dopiero traktat wersalski, podpisany 28 czerwca 1919 roku, który wszedł w życie w styczniu 1920 roku.
11 listopada stał się w Wielkiej Brytanii, we Francji, w Belgii i w krajach Imperium Brytyjskiego dniem pamięci o poległych. Także dla Polaków ta data ma szczególne znaczenie. Dzień wcześniej do Warszawy wrócił z Magdeburga Józef Piłsudski, a 11 listopada, w dniu rozejmu na zachodzie, Rada Regencyjna przekazała mu zwierzchnictwo nad wojskiem, a w mieście rozbrajano Niemców. W 1940 roku, po klęsce Francji, Adolf Hitler kazał wyprowadzić wagon z muzeum i ustawić go w tym samym miejscu w lesie Compiègne i tam Francuzi musieli podpisać rozejm z Niemcami.