TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Wybuch powstania wielkopolskiego

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front wschodni
Data:
27 grudnia 1918
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Powstanie wielkopolskie
Tagi:
Polska, Niemcy, Wielkopolska

27 grudnia 1918 roku, późnym popołudniem, na ulicach Poznania padły strzały, od których zaczęło się powstanie wielkopolskie. Nikt go tego dnia nie zaplanował. Polska konspiracja wojskowa gromadziła broń od tygodni, ale Naczelna Rada Ludowa, która kierowała polskim ruchem w zaborze pruskim, chciała czekać na decyzję konferencji pokojowej. Iskrą okazała się wizyta Ignacego Jana Paderewskiego, którego Poznań powitał dzień wcześniej jak męża stanu, i niemiecka demonstracja, którą zorganizowano w odpowiedzi. Do rana Polacy panowali nad dużą częścią miasta.

Przed południem

Paderewski, który zatrzymał się w narożnym apartamencie hotelu Bazar, od rana nie pokazywał się publicznie. Tłumaczył to przeziębieniem, którego nabawił się w podróży z Anglii brytyjskim okrętem. Historycy z poznańskiego oddziału IPN uważają, że była to w dużej mierze choroba dyplomatyczna. Paderewski jechał do Warszawy jako człowiek zaufania aliantów, a każde gwałtowne wydarzenie w Wielkopolsce związane z jego osobą mogło zaszkodzić sprawie polskiej w Paryżu. W południe przed hotelem przeszedł kilkutysięczny pochód dzieci szkolnych, polskich z biało-czerwonymi chorągiewkami, ale także niemieckich, ciekawych sławnego pianisty. Wyszła do nich żona artysty, a on sam przyjął w łóżku kilkuosobową delegację. Przez cały dzień rozmawiał za to z członkami Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej, a na wieczór przygotowywano bankiet na jego cześć.

Miasto było udekorowane flagami. Do biało-czerwonych Niemcy przywykli od początku grudnia, gdy w Poznaniu obradował Sejm Dzielnicowy. Flagi brytyjskie, amerykańskie i francuskie, wywieszone na powitanie Paderewskiego i towarzyszących mu brytyjskich oficerów, uznali jednak za prowokację. Jeszcze kilka tygodni wcześniej Polacy z Poznańskiego walczyli w niemieckich mundurach przeciw tym właśnie państwom. W mieście, liczącym wtedy około 165 tysięcy mieszkańców, Niemcy stanowili mniej więcej połowę ludności.

Tego samego dnia przed południem doszło do strzelaniny na dawnej granicy rosyjsko-pruskiej pod Kaliszem. Około 11.30 pod Szczypiornem zginął żołnierz polskiego batalionu pogranicznego Jan Mertka, a w odpowiedzi Polacy zajęli przygraniczną wieś Boczków po pruskiej stronie. Polskie opracowania nazywają go często pierwszym poległym powstańcem.

Niemiecki pochód

Około szesnastej, w okolicy ogrodu zoologicznego, zaczął się wiec niemieckich mieszkańców miasta, z którego ruszył pochód do centrum. Według komunikatu Naczelnej Rady Ludowej, opublikowanego dwa dni później w „Kurierze Poznańskim”, szło w nim około 200 uzbrojonych żołnierzy 6 Pułku Grenadierów z koszar na Jeżycach, pułku, który niedawno wrócił z frontu. Żołnierze, śpiewając niemieckie pieśni, wtargnęli do siedziby Rady i zerwali tam flagi angielskie, amerykańską i francuską. Potem przeszli ulicami Święty Marcin, Wiktorii i Berlińską na plac Wilhelmowski, wdzierali się do domów i zrywali z balkonów flagi alianckie i polskie. Przed Bankiem Związku Spółek Zarobkowych, jak twierdził komunikat, strzelono nawet do dyrektorów banku, ale chybiono. Na ulice wyległy tłumy Polaków, a w gotowości czekały polskie oddziały Straży Ludowej i Służby Straży i Bezpieczeństwa.

Strzały pod Bazarem

Gdy zapadał zmrok, pochód doszedł w okolice Bazaru i stanął przed kordonem Straży Ludowej. Godziny podawane w źródłach różnią się: według historyków z IPN stało się to między siedemnastą a wpół do szóstej, część opracowań mówi o strzałach „przed siedemnastą”, a nawet o 16.40. Kto strzelił pierwszy, nie wiadomo. Komunikat Rady pisał, że Niemcy ustawili przy Prezydium Policji, naprzeciw Teatru Miejskiego, dwa karabiny maszynowe i otworzyli ogień między innymi w okna apartamentu Paderewskiego, a Polacy „zrazu nie odpowiadali” i zaczęli strzelać dopiero, gdy padli ranni. Strona niemiecka obwiniała Polaków. Historycy z IPN piszą po prostu, że „w tłumie ktoś strzelił – nie wiadomo, kto i do kogo”, a w ogólnym napięciu wystarczyło to, by wybuchła strzelanina.

Paderewskiego i jego gości, którzy właśnie szykowali się do bankietu, przeprowadzono do pokoi w głębi hotelu. Później w szybach apartamentu znaleziono ślady po kulach, ale nikomu nic się nie stało. Około osiemnastej do Bazaru przyszedł pełnomocnik Rady Robotników i Żołnierzy z wezwaniem, by Polacy złożyli broń, a jeden z towarzyszących Paderewskiemu brytyjskich oficerów, komandor Rawlings, próbował w niemieckim dowództwie V Korpusu przy ulicy Solnej wyjednać ochronę dla gościa i brytyjskiej misji. Obie próby nic nie dały.

Walka o Prezydium Policji

Z dzielnic do centrum ściągały polskie oddziały: Straż Ludowa, członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej Zaboru Pruskiego i żołnierze Służby Straży i Bezpieczeństwa. Pod Bazar jako pierwsza dotarła podobno stuosobowa kompania Straży Ludowej z Wildy. Głównym celem stało się Prezydium Policji, obsadzone przez Niemców. Pluton Służby Straży i Bezpieczeństwa z fortu na Berdychowie, wysłany do obsadzonego przez Polaków Zamku Cesarskiego, wszedł w walkę pod ostrzałem grenadierów. Ciężko ranny został w niej 31-letni Franciszek Ratajczak, górnik z Westfalii i członek „Sokoła”, który zmarł wieczorem w szpitalu. Tego samego dnia w tej okolicy zginął osiemnastoletni Antoni Andrzejewski. Ich imiona trafiły na tablice upamiętniające pierwszych poległych w Poznaniu, a weterani przez lata spierali się, który z nich padł pierwszy.

Walka o Prezydium trwała do nocy i skończyła się porozumieniem: Niemcy opuścili budynek z bronią, a ich miejsce zajęła Straż Ludowa. Opis szturmu, utrwalony na obrazie Leona Prauzińskiego, obrósł legendą. Poznański historyk wojskowości Zbigniew Pilarczyk zauważa, że gdyby pod Prezydium walczyli wszyscy, którzy później deklarowali udział, powstańców trzeba by ściągać spoza miasta.

Noc

Jeszcze tego wieczoru i nocy Polacy opanowali Dworzec Główny, pocztę główną i część umocnień miejskich. Na dworcu rozbrajali niemieckich żołnierzy przyjeżdżających koleją. Przywódcy poznańskiej konspiracji, wśród nich Mieczysław Paluch i Bohdan Hulewicz, rozesłali na prowincję hasło „Nie należy dłużej czekać”. W następnych dniach chwycili za broń Polacy w Gnieźnie, Wrześni, Środzie, Śremie, Kórniku, Jarocinie i wielu innych miejscowościach.

Naczelna Rada Ludowa nie chciała walki i jeszcze przez kilka dni szukała porozumienia z Niemcami. Obie strony starały się przedstawiać wypadki jako wewnętrzny konflikt w Niemczech, a nie początek wojny polsko-niemieckiej. Komisariat Rady musiał jednak uznać fakty dokonane. Następnego dnia powstańcy zdobyli w Poznaniu Cytadelę i arsenał, a dowództwo nad oddziałami powierzono kapitanowi Stanisławowi Taczakowi.