- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front zachodni
- Data:
- 23 lipca 1916
- Autor:
- Natalia
- Bitwa:
- Bitwa o grzbiet Pozières
W niedzielę 23 lipca 1916 roku, pół godziny po północy, piechota 1 Dywizji Australijskiej ruszyła do natarcia na wieś Pozières w Pikardii, leżącą na grzbiecie przy drodze z Albert do Bapaume. Wcześniej przez trzy tygodnie bitwy nad Sommą Brytyjczycy kilka razy bezskutecznie atakowali ten silnie umocniony punkt. Australijczycy zdobyli go w ciągu dwóch godzin. Do świtu okopali się wzdłuż głównej ulicy, rano odparli pierwszy niemiecki kontratak, a następnej nocy zajęli północną część wsi. Wielkie natarcie brytyjskiej 4 Armii, przeprowadzone tej samej nocy od Pozières po Guillemont, wszędzie indziej się załamało. Zdobycie wsi było więc jedynym sukcesem tego dnia, a dla Australijczyków początkiem sześciu tygodni najcięższych walk w ich historii.
Wieś na grzbiecie
Pozières było niewielką wsią rolniczą. Jej domy z sadami i żywopłotami ciągnęły się przez ponad kilometr wzdłuż drogi Albert–Bapaume, tam gdzie szosa wspina się na szczyt grzbietu. Kilkaset metrów za wsią biegły dwa okopy drugiej pozycji niemieckiej, które Brytyjczycy nazywali O.G. Lines (od Old German, „stare niemieckie”), a za nimi, na samym szczycie, stały resztki wiatraka. Niemcy nazywali to miejsce Wzgórzem 160. Jak pisze australijski historyk oficjalny Charles Bean, punkt ten nie wydawał się wyższy od reszty grzbietu, ale był jednym z najwyżej położonych na całym polu bitwy. Wieś włączono do drugiej pozycji niemieckiej, kopiąc wzdłuż jej południowego skraju okop, przez Brytyjczyków nazwany Pozières Trench. Od zachodu osłaniał ją okop „K”, ciągnący się na północ ku farmie Mouquet i Thiepval. Z wysuniętego, otwartego płaskowyżu obrońcy mieli na wszystkie strony pole ostrzału na setki metrów.
14 lipca brytyjska 4 Armia generała Henry’ego Rawlinsona zdobyła o świcie drugą pozycję niemiecką na odcinku od Bazentin-le-Petit po Longueval. Na lewym skrzydle, pod Pozières, natarcie jednak nie wyszło: wieś i biegnące za nią okopy pozostały w rękach Niemców. Kolejne próby III Korpusu, podejmowane z Contalmaison, też się nie powiodły. 17 lipca atak 34 Dywizji załamał się na niezniszczonych zasiekach, a zabici zostali na drutach. Następnego dnia Douglas Haig postanowił zdjąć z 4 Armii troskę o to skrzydło i przekazał zadanie zdobycia Pozières Armii Rezerwowej generała Huberta Gougha, działającej na północ od drogi do Bapaume.
Australijczycy nad Sommą
Gough dostał do tego zadania 1 Dywizję Australijską. Jej dowódcą był Brytyjczyk, generał major Harold Walker, który dowodził nią już na Gallipoli. Dywizja należała do I Korpusu ANZAC generała Williama Birdwooda. Korpus przypłynął z Egiptu do Francji wiosną 1916 roku i najpierw trzymał spokojny odcinek pod Armentières, gdzie poznawał wojnę okopową we Flandrii. W pierwszej połowie lipca jego trzy dywizje przeniesiono nad Sommę, w okolice Amiens. Czwarta, 5 Dywizja Australijska, została na północy i w nocy z 19 na 20 lipca poniosła ciężkie straty w ataku pod Fromelles, który miał odciągnąć Niemców znad Sommy.
Gough był niecierpliwy i nie chciał czekać, aż sztab korpusu Birdwooda przejmie odcinek. Postanowił prowadzić 1 Dywizję bezpośrednio ze swojej kwatery. Bean przytacza słowa, którymi przywitał Walkera: „Chcę, żeby pan wszedł na linię i jutro w nocy zaatakował Pozières!”. Walker, obawiając się pochopnego natarcia, usilnie prosił o zwłokę. Nocą z 19 na 20 lipca jego brygady przeszły przez Albert i zajęły świeżo wykopane okopy na południe od wsi. Okazało się, że rowy wyjściowe nie są gotowe, a jedyną drogą na prawe skrzydło jest wąski, zatłoczony okop. Birdwood i szef jego sztabu, generał Brudenell White, choć formalnie nie odpowiadali za ten odcinek, wyjednali u sztabu Gougha odroczenie ataku i rozszerzenie jego celów. Gdy White w przededniu natarcia odkrył, że w planie zapora artyleryjska po drugim przesunięciu spadłaby na własną piechotę, termin przesunięto jeszcze o dobę. Ostatecznie wyznaczono go na 0.30 w nocy 23 lipca. Walker uzyskał w ostatniej chwili godzinę zwłoki w stosunku do pierwotnego terminu, by prawe skrzydło zdążyło dojść na stanowiska.
Plan nocnego natarcia
Dywizja miała zaatakować od południowego wschodu, na froncie długości około 1,6 kilometra. Walker wybrał ten kierunek, by nie wystawiać lewego skrzydła na ogień z okopu „K”. Natarcie podzielono na trzy etapy, co pół godziny. Najpierw piechota miała zdobyć Pozières Trench, potem tylne żywopłoty i sady wsi, wreszcie południową stronę głównej ulicy, czyli szosy do Bapaume. Na prawym skrzydle 3 Brygada, złożona z żołnierzy z Queenslandu, Australii Południowej, Australii Zachodniej i Tasmanii, miała przy okazji zająć południowy odcinek linii O.G. Na lewym skrzydle atakowała 1 Brygada z Nowej Południowej Walii, a wiktoriańska 2 Brygada czekała w odwodzie. Bean zauważa, że dowódcy australijscy powierzali najtrudniejsze zadania żołnierzom z mniej zaludnionych stanów, uważanym za najbardziej zahartowanych.
Każdy cel miała zdobyć inna linia piechoty. W 1 Brygadzie żołnierze pierwszej linii nosili na prawym ramieniu białą wstążkę, drugiej niebieską, a trzeciej zieloną, żeby w ciemności wiedzieli, gdzie mają się zatrzymać. Po dwóch minutach huraganowego ognia artyleria miała przenosić ostrzał na kolejne cele. Po zachodniej stronie drogi brytyjska 48 Dywizja miała jednocześnie atakować niemieckie rowy łącznikowe, a na wschodzie 1 Dywizja brytyjska okop zwany Munster Alley. Atak na Pozières stał się w końcu lewym skrzydłem wielkiego natarcia całej 4 Armii, której dowództwo przesunęło własną godzinę zero tak, by zgrała się z australijską.
Noc z 22 na 23 lipca
Ostrzał poprzedzający natarcie był, jak pisze Bean, sławny nawet wśród wielu słynnych ostrzałów frontu zachodniego. Odbywał się w nocy, przed wschodem księżyca, i widać go było z odległości blisko 30 kilometrów. Około 22.00 bataliony trzeciej linii wyruszyły z biwaków w kierunku frontu. Niemcy, którzy od dawna spodziewali się ataku, położyli zaporę ogniową na drogach dojścia. Skrzyżowanie zwane przez żołnierzy Casualty Corner i droga do Contalmaison były ostrzeliwane szrapnelami, pociskami burzącymi i pociskami z fosgenem. Miejscami żołnierze przebiegali tędy pojedynczo, a ranni musieli sami odczołgać się w bezpieczne miejsce.
Około 0.10 pierwsza fala wyczołgała się z rowów wyjściowych i podeszła jak najbliżej niemieckiego okopu. Na lewym skrzydle zwiadowcy rozłożyli wcześniej taśmę, na której miała się ustawić. Nad wsią wznosiły się białe rakiety oświetlające, ale ludzie, przyciśnięci do ziemi, kryli się w lejach i kępach ostu. W niektórych miejscach podeszli na mniej niż 50 metrów od przedpiersia. O 0.28 na Pozières Trench spadł ogień całej artylerii polowej dywizji. Jedno działo 6 Baterii, podciągnięte z obwiązanymi kołami i uprzężą szosą do Bapaume na mniej niż 400 metrów od wsi, wystrzeliło na wprost wzdłuż głównej ulicy 115 pocisków. O 0.30 artyleria przeniosła ogień na sady, a piechota poderwała się do szturmu.
Pozières Trench padł niemal od razu. Na lewym skrzydle Australijczycy zastali w nim nielicznych Niemców, w środku kilkudziesięciu, którzy się poddali, a załogę jednego z karabinów maszynowych zastrzelili lub zakłuli bagnetami, zanim zdążyła oddać więcej niż kilka strzałów. Na prawym skrzydle okop był tak zryty lejami, że trudno go było rozpoznać. Druga linia przeszła przez pierwszą i o 1.00 ruszyła na drugi cel. Okazało się, że wzdłuż tylnych żywopłotów nie ma żadnego okopu, bo nocny ostrzał nie pozwolił Niemcom go dokończyć. Część żołnierzy natknęła się w zagajniku na opuszczoną baterię starych belgijskich haubic, na których kredą wypisali numer swojego batalionu. Przy torze kolejki wąskotorowej, biegnącym za wsią, oficerowie zebrali i uporządkowali ludzi, a o 1.30 trzecia linia weszła w ruiny. Główna ulica była już tylko pasem gruzu i belek ze stropów. Żołnierze zaczęli kopać okop za kupami cegieł. Większość wyrzuciła w ferworze walki kilofy i łopaty, które mieli nieść, i pracowała małymi saperkami.
Na prawym skrzydle dwa bataliony 3 Brygady, które miały wesprzeć atak, utknęły w wąskim rowie dojściowym. W chmurze gazu część żołnierzy założyła maski starego typu, w których prawie nic nie widzieli, minęła wejście do rowu i przy zawracaniu zmieszała się z następną kompanią. O 2.00 do dowódcy brygady, generała Ewena Sinclaira-MacLagana, dotarła wiadomość, że kompanie wciąż stoją w okopie, i prośba o zatrzymanie zapory na trzecim celu. Bean zapisał jego okrzyk: „Boże Wszechmogący!”. Sytuacja nie była jednak tak groźna, jak się wydawało. Spóźnione kompanie ruszyły przez otwarty teren i po drugiej znalazły na swoim celu okopujących się już żołnierzy obu brygad.
Walka w liniach O.G.
Tylko na skrajnym prawym skrzydle, gdzie atakowano wzdłuż dwóch okopów linii O.G., Niemcy stawiali silny opór. Pierwszy okop był w strzępach. Drugiego, zamienionego ostrzałem w „wzburzone morze ziemnych fal”, w ciemności w ogóle nie udało się odnaleźć. W pierwszym atak zatrzymały dwa karabiny maszynowe i granaty niemieckie, rzucane dalej niż australijskie. Szeregowiec John Leak z 9 Batalionu wyskoczył wtedy z okopu bez rozkazu, wrzucił do niemieckiego stanowiska trzy granaty i wskoczył za nimi. Jego dowódca znalazł go chwilę później, jak wycierał kapeluszem krew z bagnetu. Było 0.59. Leak otrzymał za ten czyn Krzyż Wiktorii.
Dalej na północ, wzdłuż okopów O.G., natarcie utknęło. Podporucznik Arthur Blackburn z 10 Batalionu poprowadził na niemieckie stanowiska kolejno osiem ataków, wspieranych przez moździerze i haubice, i krok po kroku posuwał się naprzód, ale z jego około 70 żołnierzy blisko 40 zginęło lub zostało rannych. Bean pisze, że jego wytrwałość uratowała sytuację w liniach O.G. Blackburn także dostał Krzyż Wiktorii. Natarcie zatrzymało się tu około 550 metrów przed celem, a lukę między tym odcinkiem a wsią zamknęło odgięte skrzydło 12 Batalionu.
Ranek w ruinach
O świcie okop wzdłuż głównej ulicy miał już ponad metr głębokości, a w pierwszej linii stało kilkanaście lekkich karabinów maszynowych Lewisa, które Australijczycy tym razem śmiało wysłali do przodu razem z falami szturmowymi. Artyleria obu stron prawie zamilkła, bo żadne dowództwo nie wiedziało dokładnie, gdzie jest jego piechota. Z ruin po drugiej stronie szosy zaczęli strzelać snajperzy. Małe grupy Australijczyków, część na rozkaz, a część na własną rękę, w poszukiwaniu przygód i pamiątek, przeszukiwały gruzowiska. Do piwnic i schronów wrzucały granaty fosforowe, które wypełniały je dymem i zmuszały ukrytych tam Niemców do wyjścia. Bean opisuje tę „ponurą zabawę” bez upiększeń: uciekających ścigano i zabijano bagnetem lub strzelano do nich, a kilku żołnierzy przyprowadzało czasem po kilkanaście jeńców. W jednym ze schronów poddało się siedemnastu ludzi, w tym pięciu oficerów, w innym dwunastu z dwoma lekarzami w rękawiczkach, z których starszy powiedział po angielsku: „To prawdziwe błogosławieństwo!”.
Około 5.30 kilkaset Niemców wyszło z linii O.G. i z otwartego terenu na wschód od wsi i rozciągniętą tyralierą ruszyło na wschodni skraj Pozières. Był to kontratak III Batalionu 157 Pułku Piechoty, wezwanego z Courcelette. Australijczycy, niewzruszeni ostrzałem, przywitali go ogniem karabinów i lewisów. Atakujący zalegli w lejach, a po kilku minutach wycofali się za szosę, gdzie dosięgła ich wezwana artyleria.
W ciągu dnia Australijczycy uporządkowali linię i dokopali się miejscami do głębokości ponad dwóch metrów. Na zachodnim krańcu wsi patrol 2 Batalionu obszedł betonowy schron obserwacyjny, wzmocniony stalową kratą, i wziął do niewoli jego załogę: trzech oficerów i 23 żołnierzy z trzema karabinami maszynowymi. Australijczycy nazwali schron Gibraltarem, ale z powodu własnego ostrzału nie mogli go od razu obsadzić. Wielu żołnierzy uważało, że Niemcy wycofali się z północnej części wsi wcześnie rano i gdyby artyleria wcześniej przeniosła ogień dalej, można ją było zająć bez walki. Rozkaz Gougha, by wysłać patrole naprzód, dotarł do ostatnich baterii dopiero około 15.30. Wieczorem żołnierze 2 Batalionu opanowali południowy koniec okopu „K” wraz z Gibraltarem, a około 23.00 dwie kompanie 8 Batalionu przeszły w ciemności przez ruiny na północ od szosy, obok resztek kościoła, i założyły posterunki na północnym skraju wsi, nie spotykając ani jednego Niemca.
Po drugiej stronie
Wieś broniły tej nocy oddziały dwóch dywizji. Od zachodu i południowego zachodu stał stosunkowo wypoczęty I Batalion 157 Pułku Piechoty ze 117 Dywizji, sformowanej na Śląsku i przerzuconej spod Ypres. Od południowego wschodu, łącznie z linią O.G., zmęczone bataliony 7 Dywizji, które od 13 lipca odpierały ataki brytyjskie, właśnie wymieniały się w ciemności. W schronie przy głównej ulicy siedzieli dowódcy i sztaby trzech batalionów, którzy o przebiegu bitwy prawie nic nie wiedzieli, dopóki goniec nie zameldował, że widział przed wejściem nieprzyjaciela. Dwa sztaby wycofały się przez zaporę ogniową, trzeci został i trafił do niewoli. O 1.30 dowódca 157 Pułku w Courcelette dowiedział się, że linia pod Pozières została przerwana, i wysłał do kontrataku swój batalion odwodowy. Jego natarcie o świcie rozbiło się w ogniu Australijczyków. Bean zauważa, że opis niemieckiej historii oficjalnej był w tym miejscu bardzo nieścisły. Twierdziła ona między innymi, że każda australijska dywizja ma dodatkową brygadę Nowozelandczyków.
Klęska na reszcie frontu
Wielkie natarcie 4 Armii, przeprowadzone tej samej nocy, nie powtórzyło sukcesu z 14 lipca. Na prawym skrzydle atak na Guillemont o 3.40 rano został odparty. Między lasem Delville a Pozières dywizje trzech korpusów po sześciu i pół godziny ostrzału nie zdobyły na stałe ani skrawka ziemi. Szkocka 51 Dywizja nie zdołała oczyścić lasu High Wood, a 19 Dywizja wpadła na ogień Niemców ukrytych w lejach i nowych okopach daleko przed ostrzeliwaną linią. Bezpośrednio na wschód od Australijczyków atak 1 Dywizji brytyjskiej na Munster Alley i okop Switch Trench też się załamał. Na zachód od drogi do Bapaume 48 Dywizja zdobyła niewielkie odcinki dwóch niemieckich rowów łącznikowych, a sąsiednia 49 Dywizja została odparta pod Thiepval.
Według Beana całe trzecie wielkie natarcie brytyjskie nad Sommą skończyło się więc tym, że złamano jedną z dwóch podpór niemieckiego skrzydła, Pozières (drugą było Thiepval), a wszędzie indziej poniesiono porażkę. Haig wyciągnął z tego wniosek, że Niemcy, wzmocnieni posiłkami, potrafią już zbudować obronę, której nie da się przełamać nagłymi uderzeniami, jak 1 i 14 lipca. Nie zamierzał jednak przerywać bitwy. Zamiast tego postanowił wyczerpywać nieprzyjaciela serią mniejszych natarć.
Co było dalej
Dla Niemców Pozières stało się punktem, który należało odzyskać za wszelką cenę. Od 24 lipca ich artyleria zaczęła zamieniać zdobytą wieś w pole lejów. Bean pisze, że ostrzał w kolejnych dniach był prawdopodobnie najcięższym, jakiemu do tej pory poddano australijskich żołnierzy. 25 lipca 1 Dywizja zajęła resztę okopu „K” na zachód od wsi i nawiązała łączność z 48 Dywizją, ale linii O.G. na grzbiecie nadal nie zdobyła. W nocy z 26 na 27 lipca zluzowała ją 2 Dywizja Australijska. W ciągu czterech dni walk 1 Dywizja straciła 5285 zabitych, rannych i zaginionych. Przed korpusem Birdwooda było jeszcze sześć tygodni walk o wzgórze z wiatrakiem i farmę Mouquet.
Godziny w artykule podajemy według australijskiej historii oficjalnej, czyli według czasu brytyjskiego. W relacjach niemieckich są one przesunięte o godzinę.