- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front włoski
- Data:
- 24 października 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Dwunasta bitwa nad Isonzo
- Tagi:
- Włochy, Niemcy, Austro-Węgry, broń chemiczna
24 października 1917 roku o drugiej w nocy na froncie nad górną Soczą, od Rombonu nad Bovcem po płaskowyż Bainsizza, odezwały się setki dział. Rozpoczęła się wspólna ofensywa Niemiec i Austro-Węgier przeciw Włochom, nazwana dwunastą bitwą nad Isonzo, a we Włoszech i na świecie znana jako bitwa pod Caporetto. Po kilku godzinach ostrzału, w deszczu i mgle, piechota nowej niemieckiej 14 Armii generała Ottona von Belowa ruszyła do szturmu. Do wieczora włoski front był rozerwany na długości ponad 30 kilometrów, a niemiecka dywizja, która szła dnem doliny Soczy, zajęła miasteczko Caporetto, dziś słoweński Kobarid, i stanęła na dawnej granicy włosko-austriackiej.
Przed burzą
Decyzja o ofensywie zapadła we wrześniu, gdy wyczerpani jedenastą bitwą nad Isonzo Austriacy uzyskali pomoc Niemców. Przez kilka tygodni nocami przerzucano w doliny wokół Tolmina i Bovca piechotę, działa i amunicję. Według austriackiej historii oficjalnej 14 Armia, złożona z siedmiu dywizji niemieckich i ośmiu austro-węgierskich, miała w dniu natarcia 1678 dział i 44 baterie moździerzy okopowych. Z powodu ulewnych deszczy, które opóźniały koncentrację, termin natarcia przesunięto o dwa dni.
Włosi wiedzieli, że coś się szykuje. 20 i 21 października trzej zbiegli oficerowie austro-węgierscy, Czech i dwóch Rumunów, wyjawili im szczegóły planu, w tym miejsce natarcia i zapowiedź ostrzału gazowego. Generał Luigi Cadorna objechał 22 października dwa zagrożone korpusy i przesunął jedną dywizję do Kobaridu, ale nie wierzył, że wróg zdoła rozwinąć wielką ofensywę w tak trudnych górach. Dowodzący 2 Armią generał Luigi Capello był chory, a jego wojska, ustawione po letniej ofensywie do natarcia, w dużej części stały wciąż za Soczą, na płaskowyżu Bainsizza.
Gaz i mgła
Pogoda tego dnia była fatalna: w nocy siąpił deszcz, potem przyszły ulewy, a na szczytach śnieżyce. Doliny wypełniała mgła. Punktualnie o 2.00 artyleria państw centralnych otworzyła ogień pociskami gazowymi na włoskie baterie i pierwszą linię. Pod Bovcem, po włosku Plezzo, niemiecki 35 batalion pionierów odpalił elektrycznie 894 zakopane w ziemi miotacze, wzorowane na brytyjskich miotaczach Livensa. Ich pociski wypełniły fosgenem wąwóz za włoską pierwszą linią, w którym kryli się żołnierze 87 pułku piechoty z brygady Friuli. Gdy rano niemieccy pionierzy weszli do wąwozu, znaleźli według swoich relacji od 500 do 800 zabitych, z których tylko nieliczni zdążyli włożyć maski. Gaz uciszył też część włoskich baterii, które miały ostrzelać zatłoczone niemieckie i austriackie stanowiska wyjściowe.
Po dwóch godzinach przerwy, o 6.30, na włoskie okopy, stanowiska dowodzenia, składy i drogi spadł gwałtowny ostrzał niszczący, a pół godziny później dołączyły do niego moździerze okopowe. Mgła w dolinach przeszkodziła Włochom w użyciu karabinów maszynowych i dział ukrytych w skalnych kawernach na zboczach. Artyleria XXVII Korpusu generała Pietra Badoglia, z przerwanymi przez ostrzał liniami telefonicznymi, prawie nie odpowiadała, co potem stało się przedmiotem wieloletnich sporów.
Przełamanie
O 8.00 pod Tolminem, a o 9.00 pod Bovcem piechota ruszyła do szturmu. Najdalej doszła niemiecka 12 Dywizja Śląska generała Arnolda Lequisa. Nie wspinając się na zbocza, poszła dnem doliny Soczy na obu brzegach rzeki, około 13.00 była w Idrsku, a o 16.00 jej czołowy pułk wdarł się do Caporetto, biorąc 2 tysiące jeńców. W miasteczku Niemcom wpadały w ręce kolejne włoskie oddziały, które cofały się z gór, wśród nich dowódca 43 Dywizji. Dywizja szła dalej i przed północą jej straż przednia stanęła pod Robičem na dawnej granicy, 23 kilometry od miejsca, z którego wyruszyła rano. Austriacka historia oficjalna uznała ten marsz w głąb włoskich pozycji, bez oglądania się na skrzydła i tyły, za jeden z najśmielszych czynów całej wojny.
Na grzbietach nad doliną walki szły wolniej. Austro-węgierska 50 Dywizja zdobyła wieś Krn i zwinęła włoskie pozycje na Mrzlim vrhu, biorąc według austriackiej historii oficjalnej 7 tysięcy jeńców. Bawarczycy z Korpusu Alpejskiego o 17.30 zdobyli silnie umocnione wzgórze 1114, jeden z dwóch węzłów włoskiej obrony na grzbiecie Kolovratu, a niemiecka 200 Dywizja wieczorem drugi, wzgórze Ježa. Austro-węgierska 1 Dywizja przeszła dwie linie okopów na południe od Tolmina. Pod Bovcem austro-węgierska 22 Dywizja Strzelców zdobyła ruiny miasteczka i przełamała drugą linię, ale atak na Rombon załamał się w śnieżycy, a sąsiednia 55 Dywizja zajęła tylko przednie okopy na górze Vršič. Na południu, na płaskowyżu Bainsizza, uderzenie grupy generała Kosaka zostało odparte.
Wieczór w Udine
Wieczorem do włoskiej kwatery głównej w Udine napływały coraz gorsze wiadomości. Włoski IV Korps generała Alberta Cavaciocchiego był rozbity, a jego oddziały w masywie Krnu odcięte. O 21.30 Cadorna kazał wycofać wojska z płaskowyżu Bainsizza na linię Globočak–Vrh–Monte Santo, a przed północą wyznaczył kolejne linie, na których 2 Armia miała stawić opór na górach przed równiną. Skierował też na zagrożony odcinek odwody. Niemcy i Austriacy wzięli tego dnia według szacunków włoskiego historyka Maria Silvestriego około 35 tysięcy jeńców i setki dział.
Dowództwo 14 Armii w Krainburgu (dziś Kranj) do wieczora nie wiedziało nawet, jak daleko doszły jego dywizje. Wiedziało jednak, że natarcie wszędzie posuwa się zgodnie z planem. Następnego dnia jego wojska ruszyły dalej w góry nad doliną Natisone, a za nimi otwierała się droga na równinę Friuli.